Reklama
Skapitulowali dopiero po przerwie
Koszykarze lubelskiego Startu chcieli jak najlepiej zaprezentować się w Sopocie, w konfrontacji z Prokomem Trefl i w pierwszej połowie toczyli wyrównaną walkę z wicemistrzami Polski. Przewaga gospodarzy uwidoczniła się po zmianie stron, kiedy zmęczeni lublinianie częściej popełniali błędy.
- 26.10.2003 22:46
SKŁADY I PUNKTY
Prokom Trefl: Pluta 15 (1 x 3), Jagodnik 12 (1 x 3), Einikis 11, Masiulis 6, Conlan 5 oraz Stewart 14, Marković 14 (2 x 3), Dylewicz 7, Pacesas 4, Świętoński 1, Redek 0, Moreń 0.
Start: Hołota 13 (1 x 3), Marciniak 11, Brown 10 (2 x 3), Olejniczak 7, Bell 3 oraz Derwisz 10, Łuszczewski 6 (1 x 3), Sikora 2, Fijałka 0, Bielak 0, Ostrowski 0.
Start nie musi wstydzić się gry w pierwszej i drugiej kwarcie. Lublinianie musieli przeciwstawić się drużynie dysponującej olbrzymim potencjałem kadrowym. Koszykarze drugiej piątki Prokomu (Steward, Marković, Dylewicz, Pacesas) mogliby z powodzeniem występować w podstawowym składzie lubelskiego zespołu. Trener Eugeniusz Kijewski miał zatem duże pole manewru. Dokonywał częstych zmian i było kwestią czasu, kiedy w ekipie „czerwono-czarnych” da znać o sobie zmęczenie.
Na początku spotkania sopocka publiczność przecierała oczy ze zdziwienia. Wprawdzie wszyscy pamiętali, że przed tygodniem Start pokonał Polonię Warszawa, ale nikt nie dopuszczał myśli, że los stołecznej drużyny może podzielić Prokom Trefl, który w tym sezonem mierzy w złoty medal. Tymczasem w 5 min Start prowadził 12:7. Lublinianie dosyć dobrze radzili sobie w obronie. Jacek Olejniczak potrafił w pierwszej fazie konfrontacji skutecznie wyłączyć z gry Gintarasa Einikisa. Dopiero wejście na parkiet Kebu Stewarda zmieniło sytuację. Amerykanin, który kiedyś otarł się o NBA, zadebiutował w polskiej lidze w poprzedniej serii spotkań i udowodnił, że może być istotnym wzmocnieniem sopockiej drużyny. W meczu ze Startem także poderwał zespół do walki i do przerwy zebrał z tablic aż 12 piłek.
W 6 min gospodarze wyrównali (12:12), a w 8 min po „trójce” Przemysława Łuszczewskiego był ostatni remis – 16:16. Od tego momentu Prokom zaczął przeważać, ale jeszcze nie na tyle, aby być pewnym końcowego sukcesu. W 23 min miejscowi prowadzili różnicą 4 pkt (45:41). Wciąż grali konsekwentnie, wykorzystując pod koszami przewagę fizyczną. Gospodarze zaczęli górować w każdym elemencie i w ostatniej kwarcie prowadzili 81:51. Kiedy wynik rywalizacji był przesądzony, na parkiecie pojawili się zawodnicy z głębszych rezerw obydwu zespołów. (tor)
Reklama













Komentarze