Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Łęczna zdobyta!

W Łęcznej bardzo liczono na podtrzymanie passy zwycięstw na własnym stadionie. Ta jednak została przerwana na sześciu. Na zakończenie rundy jesiennej na własnym stadionie, Górnik przegrał 0:2 ze swym dużo słynniejszym imiennikiem z Zabrza.
Łęczna zdobyta!
Piotr Soczewka mógł odmienić losy meczu,
ale nie wykorzystał karnego (Maciej Stępniewski)
BRAMKI 0:1 - Popiela (25), 0:2 - Popiela (90) SKŁADY Górnik Łęczna: Rachowski 5 - Kościelniak 5 (65 Griszczenko 4), Kościuk 6, Boguś 6 - Smolak 4, Soczewka 5, Budka 5, Piotr Bronowicki 6 (74 Copik 4), Grzegorz Bronowicki 5 (81 Wójcik nie sklas.) - Skwara 6, Bugała 6. Górnik Zabrze: Lech - Filipe, Radler, Karwan, Jakosz - Sikora (90 Probierz), Moskal, Bukalski, Popiela - Makriew (82 Buśkiewicz), Stojkov (67 Gierczak). Żółte kartki: Soczewka (Łęczna) - Makriew (Zabrze). Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Widzów: 5 500. Ocena meczu (w skali 1-5): 3. Piłkarz meczu (wybierany z zespołu Górnika Łęczna): Grzegorz Skwara. Szanse na korzystniejszy rezultat były spore, ale na początku drugiej połowy rzutu karnego nie wykorzystał Piotr Soczewka. Górnik Łęczna w tej rundzie miał furę szczęścia, ale równolegle w parze szedł też niesamowity pech. Wszystko z powodu kartek i kontuzji. W ubiegłym tygodniu normalnie trenować nie mógł Bartosz Rachowski. Ale w bramce i tak musiał stanąć. Pojawiła się nawet pogłoska, że z tego powodu na ławce usiądzie Robert Mioduszewski. - Ktoś tylko tak \"wypuszcza” - rzekł \"Miodek”. Jakby tego było mało, listę nieobecnych powiększył Krzysztof Kłosiński. - W poniedziałek jadę do Warszawy na badania. Prawdopodobnie zerwałem wiązadła. Z czterech łęczyńskich piłkarzy, którzy mają za sobą grę w Zabrzu, na boisku pojawił się tylko Ireneusz Kościelniak, powracający po chorobie. Na ławce usiedli Andrij Griszczenko, Tomasz Copik i Tomasz Prasnal. Dwaj pierwsi później wyszli na murawę, a ostatni, jak zwykle w dobrym nastroju i tym razem z rozdartym sercem, obserwował wydarzenia z boku. Podobnie jak Artur Bożyk, pauzujący za czerwoną kartkę. - To \"morderca” o twarzy dziecka. Przestań już przeżywać i szykuj się na Amikę. Na Dawidowskiego - rzucił z humorem Prasnal. - Ale ze mną \"pojechał” - odparł Bożyk. Gospodarze, choć do ich składu wróciło kilku zawodników, bardzo obawiali się konfrontacji z zabrzanami, preferującymi solidny, śląski futbol. Jednak już w 3 min pod bramką gości w dobrej sytuacji znalazł się Grzegorz Skwara, lecz nie trafił czysto w piłkę. Ripostą przyjezdnych był strzał nad poprzeczką Jarosława Popieli. W 25 min groźnie zapowiadającą się akcję łęcznian, przerwał gwizdek kibica-kretyna. Sędzia nakazał wyprowadzić piłkę z autu rywalom. Chwilę później poszła błyskawiczna kontra w kierunku miejscowej bramki, Popiela znalazł się w sytuacji sam na sam z Rachowskim, nie dając mu żadnych szans. Piotr Soczewka: - Wydawało się, że piłka powinna być dla nas. Być może sędzia się pomylił, ale nie ma sensu się tłumaczyć. Akcja była pod polem karnym zabrzan, a do naszej bramki było jeszcze kilkadziesiąt metrów. Kto pierwszy strzela bramki w polskiej ekstraklasie, ten najczęściej wygrywa. Cztery minuty później niebezpiecznie główkował Mirosław Budka, który niewiele potem w dobrej sytuacji, kopnął z rzutu wolnego w mur. Zza \"szesnastki” Piotr Bronowicki strzelił pół metra od słupka. Druga połowa lepiej zacząć się nie mogła. Skwara, stwarzający największe zagrożenie, zaczął mijać w polu karnym rywali i w końcu został podcięty przez Michała Karwana. - Ewidentny faul - stwierdził Grzesiek. Do piłki ustawionej 11 metrów od bramki podszedł Soczewka i uderzył lekko, technicznie niemal w środek bramki. Piotr Lech jednak odbił piłkę, a próba dobitki \"Socziego” skończyła się rozcięciem pod okiem zabrzańskiego bramkarza. Szybko mogło to się zemścić, ale Adrian Sikora strzelił z powietrza niecelnie. Zespół Jacka Zielińskiego wcale nie zamierzał łatwo oddać twierdzy (w Łęcznej nie przegrał od 30 kwietnia - 0:1 z Radomskiem w II lidze). Z 16 m obok bramki kopnął Budka, a w 71 min rezerwowy Griszczenko najpierw trafił w nogę Felipe, a poprawkę schwycił Lech. W 77 min bramkarz gości znowu zaimponował umiejętnościami. Najpierw sparował kąśliwy strzał Grzegorza Bronowickiego, później dobitkę Skwary i na końcu jeszcze Soczewki. Górnik Zabrze zaczął opóźniać grę, celebrował wykonywanie stałych fragmentów, ale gdyby w doliczonym czasie Tomasz Copik nie podszedł zbyt blisko piłki, to pewnie jego \"główka” zatrzepotałaby w siatce. Stało się zgoła inaczej. Akcja przeniosła się na drugą stronę boiska i Popiela bezpośrednio z rzutu rożnego ustalił końcowy wynik. Już w doliczonym czasie meczu, przy stanie 0:1, goście wykonywali rzut rożny. Podkręconą piłkę z narożnika boiska, dochodzącą do bramki, wrzucił lewą nogą Jarosław Popiela. Do główki wyskoczyli piłkarze obu zespołów i piłka wpadła do siatki. Tylko czy została po drodze dotknięta, czy też bezpośrednio znalazła się w bramce? Zdania były podzielone, zarówno w ekipie łęczyńskiej jak i zabrzańskiej. Początkowo gola przypisano rezerwowemu Pawłowi Buśkiewiczowi. Marek Koźmiński (Zabrze): - Chyba piłka otarła się jeszcze o głowę. Waldemar Fornalik, trener gości: - Nie wiem, proszę poczekać, zapytam w szatni. Po chwili dodaje: - Paweł Buśkiewicz mówi, że prawie jej nie dotknął. Bartosz Rachowski (Łęczna): - Raczej dotknął. Tak też twierdzi Marcin Boguś. Artur Kościuk (Łęczna): - Wydaje mi się, że piłka wpadła bezpośrednio po strzale Popieli. Jarosław Popiela (Zabrze): Chyba strzeliłem sam, bo tak twierdzi też Paweł. Muszę zobaczyć w telewizji. Canal Plus to pokaże. No i pokazał. Autorem gola był Popiela. Jacek Zieliński (Górnik Łęczna) - Nie można naszym zawodnikom odmówić woli walki, ale niewykorzystanie rzutu karnego niewątpliwie miało wpływ na przebieg drugiej połowy. Za dwa tygodnie wyjeżdżamy do Wronek, gdzie będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i uzyskać korzystny rezultat. Waldemar Fornalik (Górnik Zabrze) - Nasz zespół niemal zupełnie personalnie zmieniony przed rozpoczęciem rozgrywek coraz lepiej się rozumie i to przynosi efekty w postaci lepszej i skuteczniejszej gry. - Miałem najlepszą sytuację w meczu, z rzutu karnego. Całą winę biorę na siebie, bo gdybym wykorzystał, to nawet byśmy wygrali to spotkanie. Inna sprawa, że Piotr Lech miał dzień konia i wybronił zabrzanom wynik. Graliśmy nieraz gorzej i potrafiliśmy zwyciężyć. Tym razem zagraliśmy nieźle, a przegraliśmy. • Lech stwierdził, że chciałeś go ośmieszyć z rzutu karnego. - Nieprawda, nie o to chodzi. Może bym go ośmieszył, gdybyśmy wygrali 5:0. Strzelałem już tak karne. On zrobił ruch, a ja chciałem uderzyć w środek. Gdyby piłka poszła pół metra w bok to pewnie by wpadła. Ale on wyciągnął rękę i obronił ten strzał. • Dlaczego zdecydowałeś się na tak ryzykowne wykonywanie karnego? - Już tak strzelałem i to nawet w ryzykownych chwilach. Teraz nie wyszło. • Na treningach też tak próbowałeś? - Różnie, raz tak, raz tak. Zdecydowałem się na taki strzał. Po meczu jestem zawsze mądrzejszy. • W ekstraklasie wykonywałeś trochę rzutów karnych. Ten był pierwszy zaprzepaszczony? - Tak, wcześniej chyba strzelałem pięć razy i pięć wykorzystałem. Niestety, przyszła i na mnie kolej. • Im bliżej końca rundy, tym gorzej. - Dobrze, że zdobyliśmy trochę punktów na początku sezonu. Nie można tłumaczyć się tylko kontuzjami. Gramy w takim składzie jaki mamy i u siebie powinniśmy wygrywać z każdym. Niestety, przegraliśmy z Górnikiem Zabrze i trzeba będzie spróbować odrobić to na Amice. Mam nadzieję, że uda mi się zrehabilitować za ten mecz. • Będziesz jeszcze podchodził do \"jedenastek”? - Nie wiem. Jeżeli trener zdecyduje. Zobaczymy. Byłem wyznaczony, to podszedłem. • Po rzucie karnym próbowałeś dobijać i sfaulowałeś bramkarza. - Każdy w takiej sytuacji próbowałby dobijać. • Lech miał o to pretensje? - Nie miałem okazji z nim porozmawiać. Mam tam dwóch kolegów, wezmę numer i zadzwonię z przeprosinami. Na pewno nie trafiłem go celowo, ale w mojej sytuacji każdy chciałby dobić piłkę. • Po tym niefortunnym strzale nie uszło trochę z was powietrze? - Nie, przeciwnie. Cały czas wierzyłem, że uda nam się strzelić gola, doprowadzić do wyrównania, a nawet wygrać. Mieliśmy przecież kilka sytuacji. No trudno, to jest takie moje Waterloo. • Runda nie jest długa, ale nie zaczynacie odczuwać już zmęczenia? - Nie, myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani. Praktycznie przez dziewięćdziesiąt minut atakowaliśmy. Na pewno ta porażka nie wynikła z braków kondycyjnych, tylko z mojej winy. Nie strzeliłem karnego i przegraliśmy. • A może Górnik Zabrze był poza waszym zasięgiem? - Na pewno tak nie było. Nie jesteśmy może lepszym zespołem niż Górnik Zabrze, ale z pewnością równorzędnym. Mieliśmy mniej szczęścia. Trener mawia, że suma szczęścia musi wyjść na zero i tym razem nam go zabrakło. • Co zdecydowało o zwycięstwie gości? Tylko niewykorzystany rzut karny? - Przede wszystkim. Mogliśmy przynajmniej zremisować. A kto wie, może i wygrać. Bardzo dobra postawa ich bramkarza i nasza indolencja strzelecka przeszkodziły w tym. • Dlaczego całą winę bierzesz na siebie, skoro Górnik Łęczna to nie tylko Piotr Soczewka, ale jeszcze dziesięciu innych piłkarzy? - Rzut karny jest zawsze przełomowym momentem. Jestem trochę załamany i poczuwam się do winy. Zrobię wszystko, aby się zrehabilitować. • Przed wami wyjazd do Wronek, a wyjazdy to nie jest wasza specjalność. - Trzy ostatnie przegraliśmy i to dość wysoko. Liczę, że uda nam się pozbierać i jesienią jeszcze wywalczymy jakieś punkty. Chcemy zadomowić się na czwartym miejscu, co będzie dużym sukcesem, bo nikt na to przed sezonem nie liczył. Bartosz Rachowski (Górnik Łęczna) • Na gorąco, tuż po gwizdku, opowiedz jak padł drugi gol dla Górnika Zabrze. - Rzut rożny, ktoś przedłużył głową i bramka. • Piłkarze gości twierdzą, że nikt nie przedłużał. - Z tego co ja widziałem, to było inaczej. Marcin Boguś skakał z tym napastnikiem i też tak twierdzi. Już sam nie wiem. Byłem lekko zasłonięty. Dobrze, że ta bramka nie decydowała już o punktach. • Przy pierwszym nie miałeś nic do powiedzenia. - Każdy strzał jest szansa obronić. Ale w tym przypadku się nie udało. • Odczuwałeś podczas meczu skutki nieco tajemniczego urazu? - Skoro wyszedłem na boisko, to byłem w stanie bronić. Może trochę odczuwałem, bo przez cały tydzień nie trenowałem na pełnych obrotach. Może to się odbiło, jednak nie wiem, czy przy tych bramkach, nawet w pełni zdrowy, lepiej bym się zachował. • Czy ta kontuzja może ci przeszkodzić bronić we Wronkach? - Są jeszcze dwa tygodnie, abym doszedł do pełnego zdrowia. • Miałeś pretensje do obrońców, że dopuścili do pierwszego gola? - Bezpośrednio na meczu nie, ale jakiś błąd musiał być skoro padł gol. • Nie będziesz się do nich odzywał? - (śmiech) Oczywiście, że nie. Żartuję. Jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji. Jarosław Popiela: (Górnik Zabrze) • Strzelił pan już bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego? - Kiedyś, gdy jeszcze grałem w Unii Tarnów, ale to było bardzo, bardzo dawno temu. • A zdobył pan już dwa gole w jednym meczu ekstraklasy? - Nie, to był mój pierwszy raz. Wcześniej, w Pucharze Polski, owszem. • Zagrał pan na nosie swoim byłym kolegom... - Czy na nosie? Grało moich kilku byłych kolegów z KSZO Ostrowiec - Mirek Budka, Artur Kościuk. W Petrochemii występowałem z Maćkiem Pastuszką oraz Piotrem Soczewką. • Nastały już lepsze dni dla Górnika Zabrze? - Poczekajmy. W sumie tak źle to chyba wcześniej nie było. Nie wygrywaliśmy, ale w większości meczów zdobywaliśmy punkty. Od kilku spotkań też nie przegraliśmy. Prasa już pisała o jakimś kryzysie. Tej drużynie potrzeba spokoju, bo to się dopiero rodzi. Było bardzo dużo zmian. • Przyszedł pan do Górnika Zabrze z Zagłębia Lubin. Udał się panu rewanż za baraże. - Co prawda w Lubinie byłem z półtora miesiąca, ale akurat w tym okresie. Z KSZO Ostrowiec zerwałem kontrakt z winy klubu. Trafiłem do Zagłębia, które było w bardzo trudnej sytuacji, no i przegraliśmy tamten baraż. • Jaki jest sposób na wygranie w Łęcznej? - Po prostu wierzyliśmy w to. Tak podchodzimy do każdego meczu. Nie może być tak, że wygrywa się u siebie wszystkie mecze. I tak już mieli bardzo ładną passę. • Kiedy Górnik otrzymał rzut karny, wierzyliście, że możecie jeszcze wywalczyć trzy punkty? - Oczywiście, bo rzut karny, to jeszcze nie bramka. Akurat ten mecz to pokazał. Piotrek Lech ładnie i szczęśliwie to obronił. To był kluczowy moment spotkania. Gdyby Piotr Soczewka wykorzystał \"jedenastkę”, a do końca było jeszcze trochę czasu, szale zwycięstwa mogły przechylić się w jedną lub w drugą stronę. • Pan też wykonywał \"jedenastki” (strzelił Górnikowi Łęczna w barażu o ekstraklasę, jako zawodnik KSZO Ostrowiec; KSZO wówczas wygrało 2:1, a łęczyńskiej bramki strzegł... Bartosz Rachowski - red.), Soczewka wybrał skuteczny sposób na wykonanie tego rzutu karnego? - Każdy sposób jest dobry, jeśli jest skuteczny. Piotrek nie strzelił, więc nie był to dobry sposób. • Który Górnik będzie wyżej w tabeli? - Jeszcze jest cała druga runda. • A może Górnik Polkowice?! - No właśnie, jest jeszcze ten trzeci, lecz na razie cieniutko stoi. 1. Wisła Kraków 12 27 9-0-3 34-15 2. Amica Wronki 12 26 8-2-2 21-11 3. Legia Warszawa 12 23 6-5-1 19-10 4. Górnik Łęczna 12 22 7-1-4 14-16 5. Groclin Dyskobolia 12 19 5-4-3 26-12 6. Dospel Katowice 12 18 5-3-4 11-20 7. Wisła Płock 12 17 5-2-5 19-21 8. Odra Wodzisław 12 16 4-4-4 17-20 9. Górnik Zabrze 12 17 4-5-3 15-13 10. Lech Poznań 12 14 4-2-6 21-17 11. Widzew Łódź 12 10 2-4-6 16-22 12. Polonia Warszawa 11 8 1-5-5 9-16 13. Górnik Polkowice 12 6 1-3-8 7-19 14. Świt Nowy Dwór 11 4 0-4-7 7-24

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama