W Łęcznej bardzo liczono na podtrzymanie passy zwycięstw na własnym stadionie. Ta jednak została przerwana na sześciu. Na zakończenie rundy jesiennej na własnym stadionie, Górnik przegrał 0:2 ze swym dużo słynniejszym imiennikiem z Zabrza.
Materiały z meczu w Łęcznej przygotował Artur Ogórek
09.11.2003 22:11
Piotr Soczewka mógł odmienić losy meczu,
ale nie wykorzystał karnego (Maciej Stępniewski)
BRAMKI
0:1 - Popiela (25), 0:2 - Popiela (90)
SKŁADY
Górnik Łęczna: Rachowski 5 - Kościelniak 5 (65 Griszczenko 4), Kościuk 6, Boguś 6 - Smolak 4, Soczewka 5, Budka 5, Piotr Bronowicki 6 (74 Copik 4), Grzegorz Bronowicki 5 (81 Wójcik nie sklas.) - Skwara 6, Bugała 6.
Górnik Zabrze: Lech - Filipe, Radler, Karwan, Jakosz - Sikora (90 Probierz), Moskal, Bukalski, Popiela - Makriew (82 Buśkiewicz), Stojkov (67 Gierczak).
Żółte kartki: Soczewka (Łęczna) - Makriew (Zabrze). Sędziował: Marcin Borski (Warszawa). Widzów: 5 500.
Ocena meczu (w skali 1-5): 3.
Piłkarz meczu (wybierany z zespołu Górnika Łęczna): Grzegorz Skwara.
Szanse na korzystniejszy rezultat były spore, ale na początku drugiej połowy rzutu karnego nie wykorzystał Piotr Soczewka.
Górnik Łęczna w tej rundzie miał furę szczęścia, ale równolegle w parze szedł też niesamowity pech. Wszystko z powodu kartek i kontuzji. W ubiegłym tygodniu normalnie trenować nie mógł Bartosz Rachowski. Ale w bramce i tak musiał stanąć. Pojawiła się nawet pogłoska, że z tego powodu na ławce usiądzie Robert Mioduszewski. - Ktoś tylko tak \"wypuszcza” - rzekł \"Miodek”. Jakby tego było mało, listę nieobecnych powiększył Krzysztof Kłosiński. - W poniedziałek jadę do Warszawy na badania. Prawdopodobnie zerwałem wiązadła.
Z czterech łęczyńskich piłkarzy, którzy mają za sobą grę w Zabrzu, na boisku pojawił się tylko Ireneusz Kościelniak, powracający po chorobie. Na ławce usiedli Andrij Griszczenko, Tomasz Copik i Tomasz Prasnal. Dwaj pierwsi później wyszli na murawę, a ostatni, jak zwykle w dobrym nastroju i tym razem z rozdartym sercem, obserwował wydarzenia z boku. Podobnie jak Artur Bożyk, pauzujący za czerwoną kartkę. - To \"morderca” o twarzy dziecka. Przestań już przeżywać i szykuj się na Amikę. Na Dawidowskiego - rzucił z humorem Prasnal. - Ale ze mną \"pojechał” - odparł Bożyk.
Gospodarze, choć do ich składu wróciło kilku zawodników, bardzo obawiali się konfrontacji z zabrzanami, preferującymi solidny, śląski futbol. Jednak już w 3 min pod bramką gości w dobrej sytuacji znalazł się Grzegorz Skwara, lecz nie trafił czysto w piłkę. Ripostą przyjezdnych był strzał nad poprzeczką Jarosława Popieli. W 25 min groźnie zapowiadającą się akcję łęcznian, przerwał gwizdek kibica-kretyna. Sędzia nakazał wyprowadzić piłkę z autu rywalom. Chwilę później poszła błyskawiczna kontra w kierunku miejscowej bramki, Popiela znalazł się w sytuacji sam na sam z Rachowskim, nie dając mu żadnych szans. Piotr Soczewka: - Wydawało się, że piłka powinna być dla nas. Być może sędzia się pomylił, ale nie ma sensu się tłumaczyć. Akcja była pod polem karnym zabrzan, a do naszej bramki było jeszcze kilkadziesiąt metrów.
Kto pierwszy strzela bramki w polskiej ekstraklasie, ten najczęściej wygrywa. Cztery minuty później niebezpiecznie główkował Mirosław Budka, który niewiele potem w dobrej sytuacji, kopnął z rzutu wolnego w mur. Zza \"szesnastki” Piotr Bronowicki strzelił pół metra od słupka. Druga połowa lepiej zacząć się nie mogła. Skwara, stwarzający największe zagrożenie, zaczął mijać w polu karnym rywali i w końcu został podcięty przez Michała Karwana. - Ewidentny faul - stwierdził Grzesiek. Do piłki ustawionej 11 metrów od bramki podszedł Soczewka i uderzył lekko, technicznie niemal w środek bramki. Piotr Lech jednak odbił piłkę, a próba dobitki \"Socziego” skończyła się rozcięciem pod okiem zabrzańskiego bramkarza. Szybko mogło to się zemścić, ale Adrian Sikora strzelił z powietrza niecelnie.
Zespół Jacka Zielińskiego wcale nie zamierzał łatwo oddać twierdzy (w Łęcznej nie przegrał od 30 kwietnia - 0:1 z Radomskiem w II lidze). Z 16 m obok bramki kopnął Budka, a w 71 min rezerwowy Griszczenko najpierw trafił w nogę Felipe, a poprawkę schwycił Lech. W 77 min bramkarz gości znowu zaimponował umiejętnościami. Najpierw sparował kąśliwy strzał Grzegorza Bronowickiego, później dobitkę Skwary i na końcu jeszcze Soczewki. Górnik Zabrze zaczął opóźniać grę, celebrował wykonywanie stałych fragmentów, ale gdyby w doliczonym czasie Tomasz Copik nie podszedł zbyt blisko piłki, to pewnie jego \"główka” zatrzepotałaby w siatce. Stało się zgoła inaczej. Akcja przeniosła się na drugą stronę boiska i Popiela bezpośrednio z rzutu rożnego ustalił końcowy wynik.
Już w doliczonym czasie meczu, przy stanie 0:1, goście wykonywali rzut rożny. Podkręconą piłkę z narożnika boiska, dochodzącą do bramki, wrzucił lewą nogą Jarosław Popiela. Do główki wyskoczyli piłkarze obu zespołów i piłka wpadła do siatki. Tylko czy została po drodze dotknięta, czy też bezpośrednio znalazła się w bramce? Zdania były podzielone, zarówno w ekipie łęczyńskiej jak i zabrzańskiej. Początkowo gola przypisano rezerwowemu Pawłowi Buśkiewiczowi.
Marek Koźmiński (Zabrze): - Chyba piłka otarła się jeszcze o głowę.
Waldemar Fornalik, trener gości: - Nie wiem, proszę poczekać, zapytam w szatni. Po chwili dodaje: - Paweł Buśkiewicz mówi, że prawie jej nie dotknął.
Bartosz Rachowski (Łęczna): - Raczej dotknął. Tak też twierdzi Marcin Boguś.
Artur Kościuk (Łęczna): - Wydaje mi się, że piłka wpadła bezpośrednio po strzale Popieli.
Jarosław Popiela (Zabrze): Chyba strzeliłem sam, bo tak twierdzi też Paweł. Muszę zobaczyć w telewizji. Canal Plus to pokaże.
No i pokazał. Autorem gola był Popiela.
Jacek Zieliński (Górnik Łęczna)
- Nie można naszym zawodnikom odmówić woli walki, ale niewykorzystanie rzutu karnego niewątpliwie miało wpływ na przebieg drugiej połowy. Za dwa tygodnie wyjeżdżamy do Wronek, gdzie będziemy chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i uzyskać korzystny rezultat.
Waldemar Fornalik (Górnik Zabrze)
- Nasz zespół niemal zupełnie personalnie zmieniony przed rozpoczęciem rozgrywek coraz lepiej się rozumie i to przynosi efekty w postaci lepszej i skuteczniejszej gry.
- Miałem najlepszą sytuację w meczu, z rzutu karnego. Całą winę biorę na siebie, bo gdybym wykorzystał, to nawet byśmy wygrali to spotkanie. Inna sprawa, że Piotr Lech miał dzień konia i wybronił zabrzanom wynik. Graliśmy nieraz gorzej i potrafiliśmy zwyciężyć. Tym razem zagraliśmy nieźle, a przegraliśmy.
• Lech stwierdził, że chciałeś go ośmieszyć z rzutu karnego.
- Nieprawda, nie o to chodzi. Może bym go ośmieszył, gdybyśmy wygrali 5:0. Strzelałem już tak karne. On zrobił ruch, a ja chciałem uderzyć w środek. Gdyby piłka poszła pół metra w bok to pewnie by wpadła. Ale on wyciągnął rękę i obronił ten strzał.
• Dlaczego zdecydowałeś się na tak ryzykowne wykonywanie karnego?
- Już tak strzelałem i to nawet w ryzykownych chwilach. Teraz nie wyszło.
• Na treningach też tak próbowałeś?
- Różnie, raz tak, raz tak. Zdecydowałem się na taki strzał. Po meczu jestem zawsze mądrzejszy.
• W ekstraklasie wykonywałeś trochę rzutów karnych. Ten był pierwszy zaprzepaszczony?
- Tak, wcześniej chyba strzelałem pięć razy i pięć wykorzystałem. Niestety, przyszła i na mnie kolej.
• Im bliżej końca rundy, tym gorzej.
- Dobrze, że zdobyliśmy trochę punktów na początku sezonu. Nie można tłumaczyć się tylko kontuzjami. Gramy w takim składzie jaki mamy i u siebie powinniśmy wygrywać z każdym. Niestety, przegraliśmy z Górnikiem Zabrze i trzeba będzie spróbować odrobić to na Amice. Mam nadzieję, że uda mi się zrehabilitować za ten mecz.
• Będziesz jeszcze podchodził do \"jedenastek”?
- Nie wiem. Jeżeli trener zdecyduje. Zobaczymy. Byłem wyznaczony, to podszedłem.
• Po rzucie karnym próbowałeś dobijać i sfaulowałeś bramkarza.
- Każdy w takiej sytuacji próbowałby dobijać.
• Lech miał o to pretensje?
- Nie miałem okazji z nim porozmawiać. Mam tam dwóch kolegów, wezmę numer i zadzwonię z przeprosinami. Na pewno nie trafiłem go celowo, ale w mojej sytuacji każdy chciałby dobić piłkę.
• Po tym niefortunnym strzale nie uszło trochę z was powietrze?
- Nie, przeciwnie. Cały czas wierzyłem, że uda nam się strzelić gola, doprowadzić do wyrównania, a nawet wygrać. Mieliśmy przecież kilka sytuacji. No trudno, to jest takie moje Waterloo.
• Runda nie jest długa, ale nie zaczynacie odczuwać już zmęczenia?
- Nie, myślę, że jesteśmy dobrze przygotowani. Praktycznie przez dziewięćdziesiąt minut atakowaliśmy. Na pewno ta porażka nie wynikła z braków kondycyjnych, tylko z mojej winy. Nie strzeliłem karnego i przegraliśmy.
• A może Górnik Zabrze był poza waszym zasięgiem?
- Na pewno tak nie było. Nie jesteśmy może lepszym zespołem niż Górnik Zabrze, ale z pewnością równorzędnym. Mieliśmy mniej szczęścia. Trener mawia, że suma szczęścia musi wyjść na zero i tym razem nam go zabrakło.
• Co zdecydowało o zwycięstwie gości? Tylko niewykorzystany rzut karny?
- Przede wszystkim. Mogliśmy przynajmniej zremisować. A kto wie, może i wygrać. Bardzo dobra postawa ich bramkarza i nasza indolencja strzelecka przeszkodziły w tym.
• Dlaczego całą winę bierzesz na siebie, skoro Górnik Łęczna to nie tylko Piotr Soczewka, ale jeszcze dziesięciu innych piłkarzy?
- Rzut karny jest zawsze przełomowym momentem. Jestem trochę załamany i poczuwam się do winy. Zrobię wszystko, aby się zrehabilitować.
• Przed wami wyjazd do Wronek, a wyjazdy to nie jest wasza specjalność.
- Trzy ostatnie przegraliśmy i to dość wysoko. Liczę, że uda nam się pozbierać i jesienią jeszcze wywalczymy jakieś punkty. Chcemy zadomowić się na czwartym miejscu, co będzie dużym sukcesem, bo nikt na to przed sezonem nie liczył.
Bartosz Rachowski (Górnik Łęczna)
• Na gorąco, tuż po gwizdku, opowiedz jak padł drugi gol dla Górnika Zabrze.
- Rzut rożny, ktoś przedłużył głową i bramka.
• Piłkarze gości twierdzą, że nikt nie przedłużał.
- Z tego co ja widziałem, to było inaczej. Marcin Boguś skakał z tym napastnikiem i też tak twierdzi. Już sam nie wiem. Byłem lekko zasłonięty. Dobrze, że ta bramka nie decydowała już o punktach.
• Przy pierwszym nie miałeś nic do powiedzenia.
- Każdy strzał jest szansa obronić. Ale w tym przypadku się nie udało.
• Odczuwałeś podczas meczu skutki nieco tajemniczego urazu?
- Skoro wyszedłem na boisko, to byłem w stanie bronić. Może trochę odczuwałem, bo przez cały tydzień nie trenowałem na pełnych obrotach. Może to się odbiło, jednak nie wiem, czy przy tych bramkach, nawet w pełni zdrowy, lepiej bym się zachował.
• Czy ta kontuzja może ci przeszkodzić bronić we Wronkach?
- Są jeszcze dwa tygodnie, abym doszedł do pełnego zdrowia.
• Miałeś pretensje do obrońców,
że dopuścili do pierwszego gola?
- Bezpośrednio na meczu nie, ale jakiś błąd musiał być skoro padł gol.
• Nie będziesz się do nich odzywał?
- (śmiech) Oczywiście, że nie. Żartuję. Jeszcze nigdy nie było takiej sytuacji.
Jarosław Popiela: (Górnik Zabrze)
• Strzelił pan już bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego?
- Kiedyś, gdy jeszcze grałem w Unii Tarnów, ale to było bardzo, bardzo dawno temu.
• A zdobył pan już dwa gole w jednym meczu ekstraklasy?
- Nie, to był mój pierwszy raz. Wcześniej, w Pucharze Polski, owszem.
• Zagrał pan na nosie swoim byłym kolegom...
- Czy na nosie? Grało moich kilku byłych kolegów z KSZO Ostrowiec - Mirek Budka, Artur Kościuk. W Petrochemii występowałem z Maćkiem Pastuszką oraz Piotrem Soczewką.
• Nastały już lepsze dni dla Górnika Zabrze?
- Poczekajmy. W sumie tak źle to chyba wcześniej nie było. Nie wygrywaliśmy, ale w większości meczów zdobywaliśmy punkty. Od kilku spotkań też nie przegraliśmy. Prasa już pisała o jakimś kryzysie. Tej drużynie potrzeba spokoju, bo to się dopiero rodzi. Było bardzo dużo zmian.
• Przyszedł pan do Górnika Zabrze z Zagłębia Lubin. Udał się panu rewanż za baraże.
- Co prawda w Lubinie byłem z półtora miesiąca, ale akurat w tym okresie. Z KSZO Ostrowiec zerwałem kontrakt z winy klubu. Trafiłem do Zagłębia, które było w bardzo trudnej sytuacji, no i przegraliśmy tamten baraż.
• Jaki jest sposób na wygranie w Łęcznej?
- Po prostu wierzyliśmy w to. Tak podchodzimy do każdego meczu. Nie może być tak, że wygrywa się u siebie wszystkie mecze. I tak już mieli bardzo ładną passę.
• Kiedy Górnik otrzymał rzut karny, wierzyliście, że możecie jeszcze wywalczyć trzy punkty?
- Oczywiście, bo rzut karny, to jeszcze nie bramka. Akurat ten mecz to pokazał. Piotrek Lech ładnie i szczęśliwie to obronił. To był kluczowy moment spotkania. Gdyby Piotr Soczewka wykorzystał \"jedenastkę”, a do końca było jeszcze trochę czasu, szale zwycięstwa mogły przechylić się w jedną lub w drugą stronę.
• Pan też wykonywał \"jedenastki” (strzelił Górnikowi Łęczna w barażu o ekstraklasę, jako zawodnik KSZO Ostrowiec; KSZO wówczas wygrało 2:1, a łęczyńskiej bramki strzegł... Bartosz Rachowski - red.), Soczewka wybrał skuteczny sposób na wykonanie tego rzutu karnego?
- Każdy sposób jest dobry, jeśli jest skuteczny. Piotrek nie strzelił, więc nie był to dobry sposób.
• Który Górnik będzie wyżej w tabeli?
- Jeszcze jest cała druga runda.
• A może Górnik Polkowice?!
- No właśnie, jest jeszcze ten trzeci, lecz na razie cieniutko stoi.
1. Wisła Kraków 12 27 9-0-3 34-15
2. Amica Wronki 12 26 8-2-2 21-11
3. Legia Warszawa 12 23 6-5-1 19-10
4. Górnik Łęczna 12 22 7-1-4 14-16
5. Groclin Dyskobolia 12 19 5-4-3 26-12
6. Dospel Katowice 12 18 5-3-4 11-20
7. Wisła Płock 12 17 5-2-5 19-21
8. Odra Wodzisław 12 16 4-4-4 17-20
9. Górnik Zabrze 12 17 4-5-3 15-13
10. Lech Poznań 12 14 4-2-6 21-17
11. Widzew Łódź 12 10 2-4-6 16-22
12. Polonia Warszawa 11 8 1-5-5 9-16
13. Górnik Polkowice 12 6 1-3-8 7-19
14. Świt Nowy Dwór 11 4 0-4-7 7-24
Komentarze