Piękne gole na osłodę
Górnik bardzo chciał przerwać serię trzech porażek na boiskach rywali. Szczęście było blisko, ale Amica w swoich szeregach miała fenomenalnego Pawła Kryszałowicza, który trzykrotnie oszukał defensywę gości i w ciągu dziewięciu minut popisał się klasycznym hat-trickiem.
- 23.11.2003 23:13
BRAMKI
0:1 - Piotr Soczewka (61), 1:1 - Paweł Kryszałowicz (69), 2:1 - Paweł Kryszałowicz (72), 3:1 - Paweł Kryszałowicz (78), 2:3 - Grzegorz Skwara (82).
SKŁADY
Amica: Szamotulski - Skrzypek, Djoković, Kucharski (71 Mielcarski) - Bartczak (63 Bąk), Bieniuk, Dżikija, Sobociński, Zieńczuk - Dawidowski, Kryszałowicz.
Górnik: Rachowski 5 - Bożyk 5, Kościuk 5, Boguś 5 - Kościelniak 5 (64 Pastuszka nie sklas., 75 Griszczenko nie sklas.), Budka 6, Piotr Bronowicki 5 (71 Copik nie sklas.), Soczewka 7, Grzegorz Bronowicki 5 - Bugała 5 - Skwara 8.
Żółte kartki: Dawidowski, Kryszałowicz (Amica) - Boguś, Bożyk (Górnik). Sędziował: Jacek Granat (Warszawa). Widzów: 1000.
Ocena meczu (w skali 1-5): 3.
Piłkarz meczu (wybierany z zespołu Górnika): Grzegorz Skwara.
Jacek Zieliński wreszcie miał do swojej dyspozycji komplet defensorów. Lekcje, których udzieliły Wisła Kraków i Lech Poznań (aż dziewięć straconych bramek), były bardzo bolesne. Dlatego łęczyński szkoleniowiec postanowił mądrze zamurować dostęp do własnej. Do przodu posłał tylko harującego Grzegorza Skwarę (który również bardzo często powracał). Potem było długo, długo nic i wreszcie zasieki obronne gości. Na prawej pomocy miejsce znalazło się nawet dla zwykle walczącego w tyłach Ireneusza Kościelniaka. Dla \"Kostka” był to szczególny mecz, ponieważ w grudniu kończy mu się wypożyczenie do Górnika właśnie z Amiki. W drużynie rywala brakowało Marcina Burkhardta, Jacka Dembińskiego i Krzysztofa Kowalczyka
Canal+ opóźnił
Spotkanie rozpoczęło się z opóźnieniem, a powodem były kłopoty z przekazem telewizji Canal+ i połączeniem się ze stadionem we Wronkach. Już na początku Tomasz Dawidowski przedarł się środkiem boiska, ale w ostatniej chwili został powstrzymany przez Piotra Bronowickiego. W odpowiedzi Piotr Soczewka znalazł się sam przed Grzegorzem Szamotulskim, lecz sytuację miał trudną i bramkarz gospodarzy zażegnał niebezpieczeństwo. To była praktycznie ostatnia akcja \"zielono-czarnych” w tej części. W przeciwieństwie do miejscowych. Pojedynek z Dawidowskim wygrał Bartosz Rachowski, a po strzale Mamiji Dżikiji piłka przeleciała tuż obok bramki. W 26 min Jarosław Bieniuk trafił w boczną siatkę, a Remigiusz Sobociński kopnął nad bramką. W 38 min Górnikowi dopisało ogromne szczęście, kiedy Sobociński z pięciu metrów kopnął nad bramką. Jednak poza tą ostatnią wcześniejsze sytuacje raczej trudno nazwać klarownymi.
Bajeczny strzał \"Socziego”
Schodząc na przerwę Paweł Bugała powiedział: - Przyjechaliśmy do Wronek, żeby nie przegrać i za wszelką cenę nie stracić bramki. A jak się uda, to skutecznie skontrować i może nawet wygrać. Nie chcemy, aby powtórzyła się sytuacja z Poznania i Krakowa, kiedy ponieśliśmy wysokie porażki. Stąd nasza taktyka. Na razie szczęście jest po naszej stronie.
No i jeszcze przez 20 minut słowa \"Buły” znajdowały potwierdzenie. Górnik, coraz mocniej spychany, nie pozwalał jednak na zagrożenie pod własną bramką. A w 61 min objął nawet prowadzenie! Mirosław Budka wślizgiem \"ukradł” piłkę, podał do Soczewki, który nie atakowany podciągnął środkiem boiska i popisał się fenomenalnym uderzeniem w samo \"okienko”. Gol \"stadiony świata”. Tego uderzenia nie obroniłby żaden, nawet najlepszy bramkarz na świecie. A Szamotulskiemu do takiego jeszcze troszkę brakuje. Kiedy w poprzedniej kolejce z Górnikiem Zabrze \"Soczi” nie wykorzystał rzutu karnego, strasznie tym faktem przybity, obiecał, że postara się zrehabilitować we Wronkach. Dotrzymał słowa.
Zabójcza riposta
Zapachniało sensacją. - Trzeba to \"dowieźć”. Amica nie ma klarownych sytuacji, a my pokazujemy, że jesteśmy drużyną potrafiącą walczyć - stwierdził Kościelniak, zastąpiony przez Macieja Pastuszkę. Riposta Kryszałowicza była jednak zabójcza. Już wcześniej miał dwie okazje, lecz najpierw spudłował, a po chwili jego \"główkę” ze stoickim spokojem złapał Rachowski. W 70 min Bartek był już bez szans. \"Kryszał” miał przy sobie pięciu Górników, a mimo to precyzyjnie po ziemi przymierzył przy słupku. Doskonałą okazję do odzyskania prowadzenia miał rezerwowy Pastuszka. Znalazł się \"oko w oko” z Szamotulskim, ale lobując go trafił tylko w boczną siatkę. Przy tej sytuacji nabawił się jeszcze kontuzji i musiał opuścić murawę. W dziesięciu goście pogubili się. Dawidowski urwał się lewą stroną i dośrodkował z linii końcowej. Marcin Boguś starał się wybić piłkę, ale trafił w rękę Arkadiusza Bąka. Sędzia nie zauważył tego i Kryszałowicz z bliska nie miał problemów z uderzeniem do siatki. W odpowiedzi Budka podał do Skwary, który przegrał pojedynek z Szamotulskim. - Chciałem strzelić piłkę czubkiem buta, ale piłka podskoczyła i trafiłem ją tylko \"piszczelem” - zrelacjonował Grzesiek. Strzału prawą nogą spróbował jeszcze Bugała, ale golkiper Amiki znowu nie dał się zaskoczyć. Srodze to wszystko się zemściło. \"Kryszał” minął Tomasza Copika i kopnął, znowu lewą nogą, i znowu skutecznie, w krótki róg. - Wcale nie czuję się bohaterem. Ciężko nam szło, ale udało się. Zwycięstwo jest zasługą całego zespołu, a nie tylko moją - wyznał skromnie autor hat-tricka.
Finisz Skwary
Przyjezdni jednak nie złożyli broni. Szansę na kontaktowego gola miał Andrij Griszczenko. Uderzył dobrze w krótki róg, lecz Szamotulski instynktownie wystawił nogę i obronił. W 82 min był już bezradny. Bugała podał do Skwary, który, choć naciskany przez obrońcę, strzelił z 25 metrów tuż przy słupku. W ostatnich minutach łęcznianie zaatakowali; bez powodzenia. Za to tuż przed końcem w dobrej sytuacji na czwartego gola znalazł się Marek Zieńczuk, którego pewną interwencją powstrzymał dopiero Rachowski.
Górnik pokazał się z niezłej strony, ale do Łęcznej wyjechał bez punktów. Wronki pozostały twierdzą - siedem meczów i siedem zwycięstw - Amica nas wypunktowała i pokazała nam nasze słabe strony - zakończył szczerze Skwara.
Jacek Zieliński (Górnik Łęczna)
- Gratuluję zwycięstwa Amice, które jednak rodziło się w bólach. Zagęściliśmy środek pola i gospodarze nie bardzo potrafili sobie z tym poradzić. Nie pozwalaliśmy Amice na grę z kontry, co tak bardzo lubi. Świetnym strzałem popisał się Soczewka, ale po nim niektórzy moi piłkarze chyba stwierdzili, że mecz się już zakończył. Zapomnieli, że trzeba grać do ostatniej minuty. Wszyscy wygrywamy i wszyscy przegrywamy. Przykro będzie wracać 600 kilometrów po meczu, który można było przynajmniej zremisować. •
Stefan Majewski (Amica Wronki)
- W pierwszej połowie było więcej taktyki niż gry. W drugiej połowie już zaczęło nam się układać, ale nieoczekiwanie gola zdobył Soczewka. Moi piłkarze zobaczyli, że to nie przelewki, trzeba iść na całość i zaczęli wreszcie grać. W wywalczeniu trzech punktów bardzo pomógł nam Paweł Kryszałowicz.
• Jak ci się grało po tak długiej przerwie?
- W sumie czułem się dobrze, ale pod względem kondycyjnym widać było, że to nie to co zwykle, w \"standardzie”. Ten mecz pokazał jak ważny jest okres przygotowawczy. Dwa miesiące przerwy zrobiły swoje. Poza sparingiem, ale on nie ma w tym przypadku znaczenia, nie rozegrałem ani jednego pełnego meczu. Szkoda też, że w ofensywie nie wspierałem kolegów.
• Dostałeś żółtą kartkę, których raczej nie kolekcjonujesz.
- To właśnie pochodna pauzy w występach. Ułamek sekundy decyduje o spóźnionej interwencji. Poza tym większych błędów raczej nie było.
• Paweł Kryszałowicz strzelił wam hat-tricka.
- Potwierdził, że jest napastnikiem wielkiej klasy. Wykorzystuje nadarzające się okazje bez mrugnięcia okiem. Trzy razy znalazł się w odpowiednim miejscu i trafił tam gdzie trzeba. To cechuje właśnie wielkich napastników. Poza tym, oceniając go z samej gry, to raczej nie błyszczał.
• A Tomasz Dawidowski?
- Bardzo dobrze zastawia piłkę i jest silny. Wbrew pozorom trudno się walczy z takim zawodnikiem, ciężko go wyprzedzić. Dużo można nauczyć się od takiego piłkarza i ja się nauczyłem. Wielu rzeczy po takim meczu można się nauczyć.
• Jakich?
- Istotną sprawą jest na przykład przewidywanie wydarzeń na boisku. To pozwala na odpowiednią szybkość reakcji. Pojedynki z Dawidowskim to mi uwidoczniły.
• O czym myślałeś, gdy sędzia zagwizdał po raz ostatni?
- Że spotkamy się w Łęcznej. Ciężko tak na gorąco wyciągnąć pozytywne wnioski. Na analizowanie przyjdzie czas w spokojniejszej chwili.
• Przy drugim golu dla gospodarzy widziałeś zagranie ręką?
- Nie potrafię tego ocenić. Nie byłem odpowiednio ustawiony.
• Strzeliliście dwa gole, w dodatku na wyjeździe, a mimo to przegraliście.
- Jednak coś pokazaliśmy, coś próbowaliśmy zrobić. I potrafimy nawet strzelić bramkę tak konsekwentnej i solidnej defensywie. A co do goli, to mogliśmy zdobyć ich nawet więcej, bo sytuacji ku temu nie brakowało.
• Napastnicy strzelili dwa gole, a jak spisali się obrońcy?
- Jeżeli pozwoliliśmy rywalom na strzelenie trzech goli, to ocena może być tylko negatywna.
• Z czego wyniknęły błędy przy utracie bramek?
- Z niefrasobliwości. W jednym wypadku to był przypadek, a przy dwóch chwile dekoncentracji. Za to, niestety, się płaci. Przy drugim golu zastawiliśmy pułapkę ofsajdową, ale przez sędziego została zinterpretowana jako nieudana. Muszę zobaczyć telewizyjne powtórki.
• Co powiedział wam trener po meczu?
- W szatni była atmosfera niesamowitego żalu, bo byliśmy przed ogromną szansą. A to chyba mówi już wiele.
• Przegraliście, ale Irek Kościelniak obiecał za każdego zdobytego we Wronkach gola zgrzewkę piwa. Dotrzymał słowa?
- Rozmawiamy jeszcze przed kolacją. Jedno wiem, Irek nie rzuca słów na wiatr.
• Gdybając, czy przy odważniejszej grze od początku, można byłoby pokusić się o korzystniejszy wynik?
- Nie wiem.
Rozmawiał Artur Ogórek
- Szkoda tego spotkania, bo mieliśmy szansę na jeden punkt. Dobrze nawet nam się układało. Pokazaliśmy się z dobrej strony, ale to punktów nie daje.
• Miałeś możliwość obronić któryś ze strzałów Pawła Kryszałowicza?
- No nie wiem... Pierwszy był precyzyjny, drugi z bliska i chyba jeszcze po zagraniu ręką. Przy trzeciej bramce byłem zasłonięty i nawet nie zdążyłem zareagować.
• Zagraliście bardzo defensywnie.
- Jednak taka taktyka sprawdziła się. Przecież Amika w pierwszej połowie nie miała klarownych sytuacji, poza tym strzałem w poprzeczkę. Przed meczem nikt na nas nie liczył. We Wronkach byli przekonani, że zwycięstwo przyjdzie gospodarzom bardzo łatwo. Sądzili, że zwyciężą z nami wysoko tak jak Lech Poznań i Wisła Kraków. Była okazja na korzystny wynik. Szkoda że Maciek Pastuszka nie wykorzystał okazji na 2:1. Tuż po meczu każdy był wkurzony. Jednak do szatni przyszedł prezes i pocieszał nas. Podziękował za całą rundę.
• Nie chciałeś nic mówić o swoim urazie.
- Już jest po rundzie jesiennej, więc teraz mogę. Kolano bolało mnie od kilku tygodni. Grałem z kontuzją, trenowałem na pół gwizdka. Bałem się, że kolano całkiem mi się rozsypie.
Reklama













Komentarze