Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wymurowany remis

Łęcznianie postawili sobie w sobotę w Płocku jeden cel: nie przegrać. I nie przegrali. Z podziału punktów sympatycy Górnika powinni być zadowoleni, choć defensywny styl nie przypadł do gustu. Ale cel uświęca środki, zwłaszcza że Wisła w tym sezonie nie zwykła rozdawać na własnym stadionie prezentów. Remis na trudnym terenie uznano więc za udaną inaugurację rundy rewanżowej
SKŁADY Wisła: Wierzchowski – Wasilewski, Branfiłow, Jurkowski, Janus – Geworgian (75 Matusiak), Romuzga, Gęsior, Ekwueme, Kobylański (68 Peszko) – Jeleń. Górnik: Mioduszewski 7 – Kościelniak 6, Kościuk 6, Bożyk 6 – Wolański 6, Budka 7, Soczewka 6, P. Bronowicki 6 (81 Copik), Tupalski 5 (70 Griszczenko) – Bugała 5 (76 Skwara), Matys 5. Żółte kartki: Marcin Wasilewski (Wisła) – Piotr Soczewka, Łukasz Tupalski, Mirosław Budka (Górnika). Sędziował: Piotr Święs (Katowice). Widzów: 6000. Piłkarz meczu: Mirosław Budka. Ocena meczu: 2. Wisła w swojej pierwszoligowej historii jeszcze nie wygrała meczu inaugurującego rundę. W sobotę bardzo chciała odmienić swój los, zwłaszcza że na rozpoczęcie sezonu uległa w Łęcznej 1:3. Gospodarze zrobili wszystko, aby jak najlepiej przygotować boisko do rozgrywek i to im się udało. Jednak zadanie nie było aż tak trudne, bo w Płocku niełatwo doszukać się śniegu. Trener Górnika Jacek Zieliński ustawił zespół defensywnie. W obawie przed rosłymi rywalami na ławce pozostawił Grzegorza Skwarę, a do poczynań ofensywnych wyznaczył debiutującego w Górniku Piotra Matysa oraz Pawła Bugałę. Szansę gry otrzymali również inni \"nowicjusze” - Janusz Wolański i Łukasz Tupalski. Dla tego drugiego był to również pierwszy mecz w ekstraklasie. Dwie akcje Wolańskiego Tuż przed wznowieniem ligi trener Zieliński powiedział, że w każdym spotkaniu jego drużyna będzie walczyła o trzy punkty. Być może; obraz gry w Płocku pokazywał, że zadanie jest nieco inne: przede wszystkim nie przegrać. Łęcznianie próbowali długo i starannie rozgrywać piłkę, ale Wisła nie zamierzała przyglądać się i od razu ruszyła z animuszem, starając się narzucić własne warunki. Rączo w ataku poczynał sobie Ireneusz Jeleń, aktywni byli Andrzej Kobylański i Wahan Geworgian. Grający pod wiatr goście nie potrafili ustrzec się chaosu i \"wybijanki”. Często musieli wracać obaj nominalni napastnicy, a zwłaszcza harujący ambitnie Matys. Górnik z czasem opanował sytuację i dwukrotnie Janusz Wolański znalazł się w korzystnych sytuacjach podbramkowych. Za pierwszym razem uprzedził go Jakub Wierzchowski, a za drugim posłał piłkę wzdłuż linii pola bramkowego; nikt nie był w stanie zamknąć akcji. W 35 min \"Nafciarze” powinni objąć prowadzenie. Kobylański dośrodkował, Dariusz Gęsior przepchnął się w polu karnym, zgrał piłkę głową do środka, a pozostawiony bez opieki Geworgian z pięciu metrów huknął w poprzeczkę. - Próbowałem interweniować, bo... wcale nie widziałem jeszcze tej piłki w bramce. Rzuciłem się, ale piłka przeszła wyżej. To jednak wyłącznie zmartwienie Wisły - stwierdził Robert Mioduszewski. Tuż przed przerwą broniący w jaskrawym żółtym stroju \"Miodek” musiał wyciągnąć się jak struna, aby odbić piłkę po \"główce” Gęsiora na rzut rożny. \"Niczym żółty promień słońca rzucił się do piłki” - barwnie zrelacjonował słuchaczom Radia Lublin red. Adam Rozwałka. Po przerwie jak zwykle zmieniono połowy, ale sposób gry pozostał ten sam. Kto wie, jakby potoczyły się losy meczu, gdyby jeden z nielicznych kontrataków Górnika przyniósł powodzenie. Okazja ku temu była bardzo dobra. Bugała podał do rozgrywającego dobrą partię Budki, ten minął Bartosza Jurkowskiego i znalazł się przed Wierzchowskim. Niestety, strzelił wprost w bramkarza. Wisła znowu ruszyła do przodu. I mogła wygrać. W 68 Geworgian kopnął z 15 metrów nad bramką, a w 76 min idealną okazję... sprowokowali łęcznianie. Matys wycofał piłkę do obrońców, tylko że akurat w tym miejscu żadnego z adresatów nie było. Na bramkę ruszył szybko rezerwowy Radosław Matusiak, goniony rozpaczliwie przez kapitana Ireneusza Kościelniaka. I kiedy znalazł się oko w oko z Mioduszewskim, fatalnie (na szczęście!) spudłował. - Wypadek przy pracy, na pewno taka sytuacja już się nie powtórzy. Zachowałem się jak amator - tłumaczył się potem Piotr Matys. Skończyło się bezbramkowo, a to wydaje się niezłym prognostykiem na starcie rundy wiosennej. W niedzielę do Łęcznej przyjedzie warszawska Legia. • Byłeś zaskoczony, wychodząc w podstawowej jedenastce? – Skład był trochę zaskakujący. W sparingach graliśmy w różnym ustawieniu, ale nie w takim jak w Płocku. I taki skład zremisował, a remis jest dobrym wynikiem na otwarcie sezonu. • Gospodarzy można było w sobotę pokonać? – Na pewno. Wisła chciała się zrewanżować, ale gdy się czegoś bardzo chce, nie zawsze wychodzi. Początek meczu należał do Wisły. Z upływem czasu zaczęliśmy dochodzić do głosu, stwarzać sytuacje. Remis jest sprawiedliwym wynikiem. Wszyscy powinni być zadowoleni; zawsze jest punkcik więcej. • Razem z Piotrkiem Soczewką chcieliście bardzo pokazać się w Płocku, obaj graliście w tym mieście. Tak bardzo, że nawet zarobiliście po żółtej kartce. – Zależało całej drużynie. Wszyscy biegali i walczyli. Mimo wszystko byłem w trochę innej sytuacji niż Piotrek, bo spędziłem tutaj tylko półtora roku. Piotrek poświęcił Wiśle niemal całą karierę i na pewno zależało mu, aby wypaść jak najlepiej. • Gdybyś wykorzystał sytuację sam na sam z Kubą Wierzchowskim, zebrałbyś jeszcze lepsze noty... – Okazja była idealna. Niepotrzebnie uderzałem na siłę. Gdybym „poszukał” u Kuby wolnego rogu, to pewnie byłby gol. Ale w sumie nie narzekam. • Kuba podziękował później za tę sytuację? – Rozmawialiśmy po meczu. Może nie podziękował, ale powiedział, że nie była to trudna piłka, poszła w środek i mógł ją odbić przed siebie. • Obaj z Piotrkiem unikacie stwierdzeń odegrania się na Wiśle, czy zrewanżowania. Jednak po dwumeczu i waszej dobrej postawie, to Górnik jest bogatszy o cztery punkty. – Nie traktowałem tego w kategoriach osobistych. Do każdego meczu podchodzę jednakowo, w każdym chciałbym wygrać, choć wiadomo, że jest to niemożliwie. Nie była to zemsta. W Płocku grałem, wywalczyliśmy awans do pierwszej ligi, spędziłem przyjemne chwile. Kilku kolegów jeszcze pozostało, kontaktujemy się. • Po meczu miejscowi kibice mówili, że za każdym razem, kiedy Łęczna przyjedzie do Płocka, to wyjeżdża ze zdobyczą punktową. Górnik ma jakiś patent na Wisłę? – W ostatnim czasie może i tak. Nawet kiedy grałem w Płocku i „robiliśmy awans”, to w Łęcznej przegraliśmy 0:3, a u siebie 1:2. Wisła nie zdobyła nawet punktu. Ale kilka lat temu, też w drugiej lidze, kiedy występowałem w Górniku, przegraliśmy w Płocku 1:4. Nie ma więc mowy o patencie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama