Padający śnieg i deszcz uniemożliwił rozegranie pierwszego żużlowego meczu w Rzeszowie, w którym miejscowa Stal miała zmierzyć się z lubelskim TŻ Sipma. Nowego terminu nie uzgodniono i datę powtórki prawdopodobnie ustali Główna Komisja Sportu Żużlowego.
Artur Toruń
28.03.2004 21:46
TŻ wyjechało do Rzeszowa w najsilniejszym składzie, ze Szwedem Peterem Karlssonem na czele. W kadrze znalazł się także niedawno pozyskany z pilskiej Polonii Mariusz Franków. Mimo trudnych warunków na torze lublinianie chcieli zaryzykować i przystąpić do rywalizacji.
- Zależało mi na rozegraniu spotkania, ale po naradzie z zawodnikami doszliśmy do wniosku, że byłoby to zbyt ryzykowne - powiedział Jarosław Siwek, dyrektor TŻ Sipma. - Mecz na pewno byłby mało ciekawy, ale mieliśmy dużą szansę na wygraną. Decydowałby start, a później oglądalibyśmy jazdę gęsiego. Może rzeczywiście nie było sensu narażać zdrowia zawodników, zwłaszcza na początku sezonu, kiedy niektórym żużlowcom brakuje objeżdżenia. Nowego terminu nie uzgodniliśmy. Chcieliśmy jeździć w najbliższą środę, ale rzeszowianie uczestniczą w indywidualnych turniejach. Takich imprez będzie dużo w kwietniu, dlatego obawiam się, że będzie kłopot ze znalezieniem wolnego dnia.
Już na najbliższą niedzielę zaplanowano drugą serię spotkań o mistrzostwo I ligi. Tym razem TŻ zaprezentuje się lubelskiej publiczności w meczu z GTŻ Grudziądz. Goście wymieniani są w gronie zespołów, które będą liczyły się w walce o miejsce w czołowej czwórce. GTŻ pozyskało przed sezonem Roberta Sawinę, a liderem zespołu zapewne będzie Amerykanin Billy Hamill. Po wielu latach na lubelskim torze ponownie zobaczymy Pawła Staszka, wychowanka Motoru.
Kolejne ligowe spotkanie będzie rozegrane w Lublinie dopiero 3 maja. Wszystko przez wycofanie się z I ligi Polonii Piła, z którą TŻ miało rywalizować 18 kwietnia. Pilanie prawdopodobnie będą występowali w II lidze. Z tego powodu na pewno ulegnie zmianie regulamin rozgrywek w drugiej fazie sezonu, kiedy cztery słabsze zespoły I-ligowe miały walczyć z czterema czołowymi drużynami II ligi.
Żużel to sport, w którym człowiek ściśle współgra z maszyną. Motocykl to przede wszystkim silnik. Dobrze spasowany motor to połowa sukcesu. Od 16 lat Tadeusz Waryszak w swoim Centrum Motoryzacji KEWT „szyje na miarę” silniki dla lubelskich żużlowców, a dokładnie układy korbowo-tłokowe. W żużlu zaplecze serwisowe jest niezwykle ważne, acz przez kibiców niedoceniane.
• 16 lat wspomaga pan lubelski klub. Na czym polega pomoc?
– Mam dwie pasje. Pierwsza to mechanika, a dokładniej silniki. Druga – żużel. Obie się ze sobą łączą. Zawodowo zajmuję się remontami dużych silników wysokoprężnych w Centrum Motoryzacji KEWT. No i stąd już droga prosta. 16 lat temu łyknąłem bakcyla czarnego sportu i zaczęła się moja życiowa przygoda. Wcześniej jednak przygotowywałem silniki (układy korbowo-tłokowe) dla Wiesława Steca, który wprowadził mnie w arkana sportów motorowych. Nasza współpraca trwa. Wykorzystując umiejętności i wiedzę pracowników oraz specjalistyczny sprzęt, przygotowuję silniki motocykli żużlowych. Dbam o część mechaniczną, czyli regenerację głowic, korbowodów, modernizację tłoków oraz wykonanie tulei cylindra. To wszystko musi grać jak w szwajcarskim zegarku. Potem do akcji wkracza tuner, który nadaje ostateczny wyraz silnikowi. A efekty naszej wspólnej pracy widać na torze. Albo motor jedzie, albo nie.
• To dość precyzyjna robota…
– O tak. Układ korbowo-tłokowy musi być bardzo dokładnie spasowany, do jednej setnej milimetra. Rygorystycznie przestrzegamy reżimu technologicznego oraz norm producentów silników.
• 16 lat to jedno pokolenie żużlowców. Ile silników już przeszło przez pana ręce?
– Pobieżnie licząc, to ponad 1000.
• Czy ktoś docenił pana wkład jako sponsora i działacza?
– W 1998 roku, z okazji 10 rocznicy współpracy z lubelskim żużlem, otrzymałem adres gratulacyjny od Pawła Bryłowskiego, prezydenta miasta Lublin.
• Słyszałem, że ma pan też pewne sukcesy racjonalizatorskie…
– Jedna z firm produkuje tłoki zgodnie z moją modernizacją. Jak zaczęliśmy się w KEWT bawić w żużel, to razem z inżynierami zastanawialiśmy się, co polepszyć w silniku żużlowym. Zmodernizowaliśmy kształt tłoczyska, co przyniosło bardzo dobre efekty.
• Sponsorowanie lubelskiego żużla musiało sporo kosztować?
– Nie wszystko robi się dla pieniędzy. Najważniejsze, aby pomóc klubowi i zawodnikom.
• Jakie plany na ten sezon?
– Marzy mi się ekstraliga. Zadanie trudne, ale dopóki motory na torze, to wszystko jest możliwe, posłużę się parafrazą słynnego powiedzenia Kazimierza Górskiego.
Rozmawiał Paweł Puzio
Komentarze