Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Zrobiły więcej niż mogły

Nata AZS AWFiS Gdańsk obnażyła słabości lubelskiej Bystrzycy, pewnie wygrywając 36:30. Zespół trenera Jerzego Cieplińskiego pewnie zmierza po pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski. Bystrzycy raczej nie uda się obronić mistrzowskiego tytułu i jeśli wspominamy o słabościach, to tylko w takim kontekście.
SKŁADY I BRAMKI Bystrzyca: Chemicz, Pierzchała - Aleksandrowicz 3, E. Malczewska 1, Włodek 4, Damięcka 7, Rola 2, Hipnarowicz 2, Silantiewa 2, Luberecka 4, Wolska 5. Kary: 4 min. Nata: Łotariewa, Piłatowska - Truszyńska 4, Stachowska 6, Siódmiak 4, Bołtormiuk 1, Kudłacz 7, Kamielina 10, Strzałkowska 4. Kary: 10 min. Sędziowali Baum z Warszawy i Góralczyk ze Świętochłowic. W wypełnionej po brzegi hali MOSiR gdańszczanki kontrolowały przebieg spotkania od początku do końca. Przegrywały tylko raz - 0:1. Wobec wysokiej obrony Bystrzycy (4-2), nastawionej na wyłączenie lewej strony, gdzie występuje bardzo skuteczna Karolina Siódmiak, Nata przeniosła ciężar gry w ataku na prawe rozegranie. Olena Kamielina rzuciła 10 bramek, a co ważniejsze, trafiała w kluczowych momentach, kiedy jej zespołowi nie szło. Siódmiak, Karolina Kudłacz i Monika Stachowska często zmieniały pozycje na boisko, co utrudniało zadanie gospodyniom. W pierwszej połowie Bystrzyca dotrzymywała kroku rywalkom. Mimo że lublinianki trafiały z przeciętną skutecznością, często mając problemy z pokonaniem Haliny Łotariewej, Nata wygrywała najwyżej trzema trafieniami. Dodajmy, że gospodynie minimum trzy bramki oddały za darmo, podając wprost w ręce rywalek. Nata broniła płasko (6-0), trener Jerzy Ciepliński wiedział, że słabością Bystrzycy są rzuty z drugiej linii. Każde niepowodzenie w ataku, dawało gdańszczankom okazje do kontr, z których bezwzględnie korzystały. W 18 min parkiet musiała opuścić kontuzjowana Inna Silantiewa, co jeszcze bardziej ograniczyło możliwości dokonywania zmian przez trenera Edwarda Jankowskiego. Jeżeli potwierdzą się pierwsze niepomyślne diagnozy, zawodniczka wypadnie ze składu do końca sezonu. Dwa miesiące trwa standardowe leczenie naciągniętych wiązadeł w kolanie. Silantiewą zastąpiła Wioletta Luberecka, także nie będącą w pełni dyspozycji. Tuż przed przerwą Nata prowadziła 16:14. Straty zmniejszyła Sabina Włodek, a wyrównała Agnieszka Wolska. Wcześniej Magdalena Chemicz efektownie powstrzymała Kamielinę. Po zmianie stron mecz był już jednostronny. Gospodyniom zaczęło brakować sił, a na ławce nie było wartościowych zmienniczek. Nadal szwankował rzut, a rywalki prowadzone przez Agnieszkę Truszyńską, punktowały każdy błąd. Częste dogrywanie piłek do Ewy Damięckiej dawało tylko połowiczne korzyści. Kołowa Bystrzycy, mimo że zdobyła siedem bramek, bardzo często się myliła. Agnieszka Wolska nie miała w tym okresie ani jednego udanego zagrania. Zupełnie niewidoczna była Beata Aleksandrowicz, podobnie jak skrzydłowe. Niemającej wsparcia w koleżankach Chemicz, gdańszczanki rzuciły aż 20 bramek! Przebłyski dobrej gry Mirosławy Hipnarowicz, Edyty Malczewskiej czy Lubereckiej, nie mogły odwrócić losów rywalizacji. W 56 min Nata osiągnęła najwyższe w meczu - siedmiobramkowe - prowadzenie (34:27). Wygrał zespół lepszy i to chyba nie tylko w tym meczu, ale w przekroju rozgrywek. Bystrzycy w najważniejszym meczu sezonu zabrakło \"armat”. Zdziesiątkowany przed sezonem, pognębiony w trakcie rozgrywek przez kontuzje, wyczerpany trudami rywalizacji w Lidze Mistrzów zespół i tak zrobił więcej niż od niego oczekiwano. Lublinianki zasłużyły na brawa za walkę do końca. •

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama