Srogi rewanż – 0:4 z Groclinem
Groclin bardzo chciał zrehabilitować się za sensacyjną porażkę z pierwszej rundy w Łęcznej. I dokonał tego bez trudu, z nawiązką. Gospodarze zwyciężyli przekonująco 4:0 i można było nawet odnieść wrażenie, że nie włożyli w spotkanie z Górnikiem maksimum wysiłku
- 28.03.2004 21:49
BRAMKI
1:0 – Tomasz Moskała (35), 2:0 – Marcin Zając (45), 3:0 – Grzegorz Rasiak (62), 4:0 – Bartosz Ślusarski (77).
SKŁADY
Groclin: Liberda – Mynar, Sablik (51 Stasiak), Kriżanac, Sedlacek – Zając, Wieszczycki, Mila (76 Sobolewski), Moskała – Ślusarski, Rasiak (67 Nowacki).
Górnik: Mioduszewski 5 – Jaroszyński 3, Nikitović 4, Bożyk 5 – Wolański 4, Copik 4, Soczewka 5, Bugała 4 (76 Szymanek), Tupalski 3 (46 Smolak 3) – Skwara 5, Matys 3 (46 Griszczenko 3).
Żółte kartki: Sedlacek (Groclin) – Soczewka, Matys, Nikitović (Górnik).
Sędziował: Tomasz Pacuda (Częstochowa). Widzów: 2500.
Ocena meczu: 3.
Wyróżniający w Górniku: Robert Mioduszewski.
To mały paradoks, bo w drugim przegranym wysoko meczu wyróżniamy bramkarza. To był znowu trudny wybór i może nieco zaskakujący, jednak gdyby nie „Miodek” rozmiary porażki mogłyby być jeszcze wyższe. Trudno obwiniać go o wpuszczone bramki, zwłaszcza w kontekście bardzo nieszczelnej defensywy.
Natomiast w ofensywie Górnik już nie po raz pierwszy zaprezentował ubogi arsenał. Jedynie Grzegorz Skwara starał się zagrażać bramce rywali, podając do Janusza Wolańskiego i dwukrotnie strzelając z dystansu.
Po przegranej z Legią podopieczni trenera Jacka Zielińskiego musieli pojechać do Grodziska, do zdecydowanego faworyta Groclinu. Od początku było jasne, że łęcznianie przede wszystkim będą bronili dostępu do własnej bramki i ograniczali poczynania grających z rozmachem rywali. A przy nadarzającej się okazji wyprowadzali kontrataki. I chociaż do meczu przystąpili poważnie osłabieni, pierwsze minuty mogły potoczyć się sensacyjnie. Paweł Bugała podał do Tomasza Copika, który uderzył z powietrza, lecz został zablokowany przez Tomasza Wieszczyckiego. Po chwili prawą stroną urwał się Janusz Wolański, ale Mariusz Liberda wyłapał kopniętą po ziemi piłkę.
Pierwszą groźną akcję Groclin przeprowadził w 19 min i od razu powinien prowadzić. Sebastian Mila bardzo mocno strzelił z kąta, ale po interwencji Roberta Mioduszewskiego piłka wyszła na rzut rożny. Podopieczni Duszana Radolskiego zaczęli nabierać rozpędu. W 25 min znowu sytuację uratował „Miodek” wygrywając pojedynek z Grzegorzem Rasiakiem. Jednak pomimo nikłego nakładu sił w akcje ofensywne w 29 min Górnik mógł zdobyć gola. Piotr Matys podał do Grzegorza Skwary, a ten posłał piłkę na wolne pole do Janusza Wolańskiego. Niestety, mocno naciskany prawy pomocnik strzelił po długim rogu, ale również obok bramki.
Groclin zaczął coraz mocniej spychać gości do głębokiej defensywy. Zaczęły się mnożyć błędy, a często wybijana na oślep piłka wracała w okolice pola karnego niczym bumerang. Na brak pracy nie mógł narzekać Mioduszewski, broniąc uderzenia Ślusarskiego i Sebastiana Mili, a przy strzałach Rasiaka i znowu Ślusarskiego dopisało mu szczęście, bo były one niecelne.
Ale wszystko do czasu. W 35 min Rasiak podbił piłkę po dośrodkowaniu z prawej strony i Tomasz Moskała w ekwilibrystyczny sposób strzelił z powietrza do siatki. – Kiedyś przez dwa lata ćwiczyłem karate kyokushin – przyznał w przerwie autor gola. Tuż przed zejściem do szatni zrobiło się już bardzo nieciekawie. Nie pilnowany Ślusarski dośrodkował na długi słupek, a Zając strzałem głową podwyższył prowadzenie. Dobrze, że za moment Ślusarski fatalnie spudłował w sytuacji sam na sam, bo wychodzenie na drugą połowę straciłoby praktycznie sens.
Jacek Zieliński dokonał w przerwie dwóch zmian, wprowadzając Andrija Griszczenkę i Jakuba Smolaka. I właśnie po akcji tego duetu piłkę otrzymał za „szesnastką” Skwara, ale strzelił niecelnie. W odpowiedzi Sebastian Mila przymierzył z 20 metrów z rzutu wolnego. Tomasz Wieszczycki już nawet uniósł ręce ku górze, tylko że piłka zatrzymała się na słupku. Jeśli w ogóle był jeszcze jakiś mały znak zapytania, to Groclin „wykorektorował” go w 62 min. Zając dośrodkował z prawej strony, a Rasiak uprzedził Piotra Jaroszyńskiego. Losy meczu zostały przesądzone i Górnik przestał walczyć. Na szczęście taki wynik kontentował miejscowych, którzy zadali jeszcze tylko jeden cios. Lumir Sedlacek podał do Ślusarskiego, który chyba przypadkiem przerzucił piłkę nad Tomaszem Copikiem i silnym strzałem nie dał szans Mioduszewskiemu. Łęcznianom pozostało jedynie stanąć w obronie honoru. I był tego nawet bliski, kiedy do źle wybitej piłki dopadł Skwara. Jednak jego strzał przeszedł nieznacznie obok bramki. •
Jak wyliczyli statystycy, wczoraj na bramkę Górnika zawodnicy
gospodarzy oddali dwadzieścia jeden strzałów. Natomiast na bramkę Groclinu kopano pięciokrotnie. Może sześciokrotnie, ale to ostatnie uderzenie, a w zasadzie... pierwsze w ogóle w meczu, Tomasza Copika zablokował Tomasz Wieszczycki. Równie przygniatająca przewaga była również w rzutach rożnych. Dość powiedzieć, że do przerwy gospodarze wykonywali ich osiem, a łęcznianie ani jednego. Powyższe dane pokazują, który z bramkarzy był bardziej zapracowany.
W rozdanych na początku marca Piłkarskich Oscarach za ubiegły rok obaj zawodnicy z numerami 1 byli nominowani do głównej nagrody. Ostatecznie zwyciężył Liberda, który ten rok również rozpoczął
wyśmienicie. W trzech meczach Groclin nie stracił ani jednej bramki, za to zdobył ich aż dwanaście. I oczywiście do tego komplet punktów. Zespół Duszana
Radolskiego bardzo szybko otrząsnął się z lekcji udzielonej przez Girondins Bordeaux w Pucharze UEFA. W lidze na razie nie ma na nich mocnych. Co więcej, Groclin może poszczycić się serią pięciu kolejnych zwycięstw, w których w dodatku nie stracił ani jednego gola. Ta seria nie jest w całości zasługą Liberdy, bo w 12 kolejce, w meczu ze Świtem (4:0), został zmieniony w 45 min przez Dariusza Brzostowskiego. Ale i tak golkiper z Grodziska pozostaje niepokonany w ekstraklasie już od 531 minut!
Nic zatem dziwnego, że z goryczą przyjęto nominację Pawła Janasa na towarzyskie spotkanie „biało-czerwonych” ze Stanami Zjednoczonymi, bo pominięty został właśnie Liberda.
Mniej powodów do zadowolenia ma ostatnio Robert Mioduszewski, chociaż w każdym meczu był jednym z lepszych, o ile nie najlepszym, w swojej drużynie. W końcówce rundy jesiennej łęcznianin leczył uraz, a rundę rewanżową zaczął bardzo udanie, od zachowania czystego konta w Płocku. Wówczas po ostatnim gwizdku powiedział, że najbardziej lubi mecze, w których w ogóle nie ma pracy. Jednak w dwóch kolejnych miał jej aż nadto i aż siedmiokrotnie musiał sięgać do siatki.
W bezpośredniej konfrontacji, jesienią, to Robert był górą. Ani razu nie skapitulował, a oprócz tego Krzysztof Kłosiński raz pokonał Liberdę, na miarę niespodziewanego zwycięstwa Górnika 1:0. Wiosną role odwróciły się, lecz tylko częściowo. „Miodek” znowu miał ręce pełne roboty, ale tym razem nie zachował już czystego konta. Pod bramką jego vis-á-vis tylko kilkakrotnie zrobiło się gorąco, jednak ani jeden strzał nie zmierzał w światło bramki... Nic zatem dziwnego,
że tym razem zwyciężył Groclin.
Reklama













Komentarze