Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ: Rewolucja totalna! | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Jedną nogą w I lidze

Koszykarze Startu są coraz bliżej spadku do I ligi. Po sobotniej porażce w Koszalinie, lublinianie tracą już 3 punkty do AZS i mają tylko pięć meczów na odrobienie strat i dogonienie rywali.
SKŁADY I PUNKTY AZS Gaz Ziemny: Darby 37 (7 x 3), Wane 17, Tomaszewski 10 (2 x 3), Briegmann 10 (1 x 3), Klocek 8 oraz Karaś 12 (2 x 3), Dąbrowski 8, Balcerzak 5, Kowalczuk 0, Rajkowski 0. Start: Brown 23 (4 x 3), Bielak 7 (1 x 3), Jackson 7, Vrsaljko 2, Łuszczewski 2 oraz Celej 29 (6 x 3), Olejniczak 9, Marciniak 5, Kurilić 4, Pelczar 2. Sędziowali: Maciej Kotulski i Grzegorz Dziopak (Stalowa Wola). Mecz w Koszalinie może zadecydować o spadku Startu do I ligi. W tej chwili można mieć tylko nadzieję, że koszykarska centrala poszerzy ekstraklasę do czternastu lub szesnastu drużyn. Na razie PLK chce utrzymać formułę „dzikich” kart, czyli możliwość wykupienia miejsca w najwyższej klasie rozgrywkowej. W poprzednim sezonie z okazji skorzystała tylko Astoria Bydgoszcz, płacąc za przyjemność gry w ekstraklasie 500 tys. złotych. Czy w tym roku będą chętni do wyłożenia takich pieniędzy? Jedna z propozycji zakłada, że spadkowicze zapłaciliby mniej, przynajmniej o połowę, czyli 250 tys. złotych. Poszerzenie ligi jest bardziej realne niż odrobienie przez lublinian strat do AZS Koszalin. Start musiałby wygrać pozostałe spotkania i czekać na potknięcia przeciwnika, którego lokalnym sprzymierzeńcem mogą być Czarni Słupsk. To dodatkowo komplikuje sytuację „czerwono-czarnych”, którzy po dwóch sezonach w ekstraklasie są jedną nogą w I lidze. Lublinianie wyjechali do Koszalina tuż po morderczej, pięciomeczowej walce z Unią-Wisłą Tarnów o awans do play-off. Koszykarze Startu na pewno odczuwali trudy tej rywalizacji i trudy długiej podróży na sobotnie spotkanie. Nie dziwi zatem słabsza postawa w drugiej połowie, kiedy „czerwono-czarni” opadli z sił. Kryzys ominął Tomasza Celeja, który w poprzednim meczach rzadziej przebywał na parkiecie. Formę odzyskał także Earl Brown, który kilka dni wcześniej był jednym ze słabszych zawodników Startu w piątym, przegranym spotkaniu w Krakowie. Amerykanin nagle poczuł się lepiej, chociaż przed podróżą do Koszalina skarżył się na przeziębienie i chciał pozostać w Lublinie. Początek sobotniego spotkania był udany dla gospodarzy. Koszalinianie skrzętnie wykorzystali kilka błędów Startu i po czterech minutach, kiedy za trzy punkty trafił Tomasz Briegmann było 12:3. W 7 minucie Darby popisał się drugą ze swoich siedmiu „trójek”, a Tomasz Dąbrowski trafił dwa rzuty wolne i na tablicy pojawił się wynik 21:6. W końcowych trzech minutach pierwszej kwarty lublinianie poderwali się do walki. Na parkiecie pojawił się Celej, który swoimi trzema „trójkami” nieco podłamał gospodarzy. Kolejne dwie „trójki” dołożył Brown co sprawiło, że koszalinianie wygrali tę cześć meczu tylko trzema punktami. W drugiej kwarcie lublinianie nadal „dziurawili” kosz gospodarzy rzutami zza linii 6,25 m. Już po pierwszej minucie, kiedy za trzy punkty trafił Maciej Bielak był remis 31:31. Kiedy Celej zdobył kolejne trzy punkty w 19 minucie lublinianie osiągnęli najwyższe prowadzenie w meczu – 51:45. Niestety, gospodarze także odpowiedzieli „trójkowymi” akcjami (Karaś i Briegmann). Po przerwie koszalinianie postawili wszystko na jedną kartę i rzucili się do ataku. Akademicy trafiali z każdej pozycji, szczególnie Brent Darby. W ciągu dwóch minut gospodarze zdobyli 13 pkt, a lublinianie nie potrafili trafić do kosza rywali. W 27 minucie po „trójce” Darby’ego było już 73:55, co praktycznie przesądziło o przegranej Startu. • Czy po ostatniej porażce w Koszalinie jeszcze wierzysz w możliwość utrzymania się w ekstraklasie? – Szanse są małe, właściwie tylko teoretyczne. Musielibyśmy wygrać pięć pozostałych meczów i czekać na potknięcia AZS Koszalin. Jest to możliwe, chociaż trudniej się gra ze świadomością, że już do końca rozgrywek nie można popełnić żadnego błędu. Walczymy jednak dalej. • Poprzednie spotkania z Unią-Wisłą Tarnów, o awans do play-off, odebrały naszym koszykarzom dużo sił. Zapewne nie wszyscy wytrzymali trudy ostatniego meczu z AZS... – Moi zawodnicy na pewno byli zmęczeni i nie mogę mieć do nich pretensji, że w pewnym momencie nie wytrzymali. Maciek Bielak z trudem biegał po parkiecie. Chris Jackson i Denis Vrsaljko też byli słabsi. Najlepiej zaprezentował się Tomek Celej, który zachował najwięcej świeżości, ponieważ w poprzednich spotkaniach grał mniej od innych. Wcześniej postawiliśmy wszystko na jedną kartę, chcąc wyeliminować Unię-Wisłę. Szansa była duża. Byliśmy blisko „ósemki”, ale musieliśmy walczyć w pięciu meczach. Teraz, kiedy znamy wyniki i efekty tej rywalizacji, można się zastanawiać, czy nie lepiej było „odpuścić”, i tak jak Koszalin mieć więcej czasu na odpoczynek. Zaryzykowaliśmy. Byliśmy przekonani, że Unia-Wisła jest w naszym zasięgu i chcieliśmy wcześniej zapewnić sobie miejsce w lidze. • W końcówce sezonu zasadniczego potrafiliście wygrać z AZS... – Koszalin nie jest lepszy od nas. Jestem przekonany, że w innej sytuacji poradzilibyśmy sobie. Ale kalendarz tak jest ułożony, że na wstępie ostatniej fazy rozgrywek musimy rywalizować na parkietach rywali. Teraz był długi wyjazd do Koszalina, w środę gramy w Stargardzie Szczecińskim. Brakuje czasu na odnowę i trening. Do spotkań przystępujemy z marszu. • W koszykarskim środowisku mówi się o poszerzeniu ligi nawet do 16 drużyn. Może dzięki reorganizacji utrzymacie miejsce w ekstraklasie? – Nie wiem jakie będą ostateczne decyzje PLK. Należy się jednak zastanowić, czy Lublin stać na ekstraklasę. Nawet jeżeli utrzymalibyśmy się w lidze bez jej powiększania, to funkcjonowanie klubu na dotychczasowych zasadach jest niemożliwe. Dyrektor Krzysztof Kołodziej i prezes Tadeusz Kasprzak próbują ratować sytuację, ale nikt im nie pomaga. Odnoszę wrażenie, że zostaliśmy sami. Często też powtarzam, że w tym sezonie niektóre ruchy były spóźnione o pół roku. Gdybyśmy wcześniej mieli taką drużynę jak teraz, nie musielibyśmy się bać degradacji. Nie byłoby takiego problemu. • Ekstraklasy jednak szkoda. Awans do niej kosztował wiele wysiłku... – Ekstraklasa jest super i gra w niej daje dużą frajdę. Jest też zapotrzebowanie na mecze koszykówki, które urozmaicają zimową ofertę sportową. Na nasze spotkania przychodzi wielu kibiców. Warto się zastanowić, dlaczego nikt nie wyciąga do nas pomocnej ręki, nie korzysta z popularności koszykówki. Na pewnym etapie możemy postarać się o dobry wynik. Możemy wychować zdolną młodzież, ale później brakuje środków na jej utrzymanie, na stworzenie profesjonalnej drużyny, mogącej walczyć z najlepszymi. I znowu wszystko trzeba zaczynać od podstaw. Rozmawiał Artur Toruń

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

ReklamaNOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA
Reklama
Reklama