Na tropie malowideł na szkle
Rozmowa z Alfredem Schreyerem, ostatnim uczniem Brunona Schulza, który dziś śpiewał polskie tanga i żydowskie piosenki w synagodze w Kazimierzu
- 10.07.2007 17:56
Historia odkrycia naściennych malowideł Brunona Schulza w Drohobyczu i ich potajemnego wywiezienia do Izraela odbiła się szerokim echem na świecie. Okazuje się, że autor \"Sklepów cynamonowych” namalował jeszcze obrazy na szkle.
- Bruno Schulz znał dobrze niemiecki, został przez Niemców zmuszony do katalogowania rabowanych dzieł sztuki, składowanych w synagodze. Ponieważ był artystą malarzem, jeden z 32 tamtejszych gestapowców, Feliks Landau, wybrał sobie Schulza na \"swojego” Żyda. A że zgrywał się na konesera sztuki - zlecił Schulzowi wykonanie malowideł.
- Tak. Dopiero niedawno się dowiedziałem i mało kto w Polsce o tym wie, że oprócz tych naściennych, o których powiem za chwilę, Bruno Schulz malował dla Landaua ryciny na szkle.
- Pewnie tak myślał. Zastępcą Landaua był Gűnter, urodzony sadysta. Chodził po Drohobyczu z maleńkim damskim pistoletem i strzelał na lewo i prawo. Kierował komorą tortur. Pewnego dnia Landau stał na balkonie, a trzy dziewczynki żydowskie tynkowały ściany. Skończył im się materiał. Landau to zobaczył z góry i przez ulicę zastrzelił wszystkie trzy. Gűnter już był zły, że on zastrzelił jego Żydówki.
- Potem zdarzyło się tak, że Landau zastrzelił dentystę Gűntera. Od tego dnia Gűnter zaczął polować na Schulza.
- Udało mu się to 19 listopada 1942 roku.
- Schulz namalował je w pokoju dziecinnym willi Landaua. Namalował baśnie. Jedna z postaci ma jego twarz.
- Szukaliśmy ich po wojnie. Willę zbadano na wylot. Cudem dowiedziałem się, że są w... spiżarni.
- Do Izraela. Może te na szkle się znajdą.
Reklama












Komentarze