Reklama
Złote przeboje lubelskiej kuchni
Opis galerii
6/9
Zupa cebulowa z Goraja
Najsłynniejsza zupa z Lubelszczyzny. Receptura wywodzi się z kuchni żydowskiej. Według Długosza w bitwie pod Grunwaldem brał udział Aleksander, bratanek Dymitra Gorajskiego. Według miejscowych legend przed bitwą posilał się zupą cebulową. Jej smak do perfekcji doprowadziły rodziny żydowskie zamieszkujące Goraj, zupę cebulową jedli bohaterowie opowiadań i powieści Singera.
7/9
Dziczyzna
Na dobrą dziczyznę warto zabrać znajomych do Pułankowic, gdzie w Zajeździe Marta przyrządza się ją według przedwojennych receptur. Zjecie tu pieczeń z dzika, udziec z sarny, dziką kaczkę a nawet comber z zająca. Dziczyzna z Pułankowic znalazła uznanie wielu znawców, ceni ją Robert Makłowicz. Szlachetne mięso marynuje się w specjalnym zestawie surowych warzyw, na talerzu jest soczyste i kruche.
8/9
Gryczak
Czyli słynny piróg gryczany. Obok cebularzy najbardziej znany wypiek regionalny w Polsce. To aromatyczny placek pieczony w blaszkach. Powstaje z ziemniaków, białego sera i kaszy gryczanej. Czasem dodaje się do niego miętę.
Doskonały na gorąco z masłem, jeszcze lepszy z sosem z kurek. Równie dobrze smakuje na zimno. W Lublinie najlepsze gryczaki wypieka od lat piekarnia Haliny i Tadeusza Pęziołów. Dobre gryczaki spotkacie w Biłgoraju, Tarnogrodzie i Janowie Lubelskim, gdzie w sierpniu gryczak ma swój festiwal.
9/9
Flaki po lubelsku
Okazuje się, że słynne danie było przebojem szynków i karczm od wieków. Kajetan Koźmian, związany z Gałęzowem i Piotrowicami w pamiętnikach wspomina takie zdarzenie, pochodzące z szynku lubelskiego:
„Patrzałem na to, jak podczas obiadu wszedł nieznajomy mi szlachcic w szarej z kapturem na plecach opończy i zaczął się cisnąć do obsadzonego już stołu mówiąc: Panowie bracia, wy jecie, a ja głodny od wczoraj nic nie jadłem. Czemuż waść nie pospieszył, nie naprzykrzaj się lecz gdy szlachcic się ciągle pchał między obiadujących i wyrywał drugim widelce, zawsze powtarzając: Ja nic nie jadłem, wypchnięto go od stołu. Wtem hajduk niesie na stół ogromną i głęboką misę gorących i kurzących się flaków. Szlachcic wypchnięty porywa za nią i wołając: Ja nic nie jadłem, łyka flaki i patrzy się. Współbiesiadnicy zrywają się od stołu, jeden mu wydziera misę, drugi rozdziera kaptur z opończy, drudzy wołają: Nasyć się waść, kiedyś nic nie jadł i całą misę gorącej strawy wlewają w kaptur. Szlachcic parzony w plecy flakami, wrzeszczy i skacze, zrywają się drudzy z widelcami, chcąc jeść flaki z kaptura, kolą nieboraka i kaleczą, wrzask, hałas, aż na koniec obrywają kaptur z flakami, wylewają na misę i jedzą”.
Być może do kulinarnego zajścia doszło w karczmie Budzyń, leżącej przy ulicy Turystycznej w Lublinie. Dawniej podejmującej gości podróżujących królewskim szlakiem Kraków-Lublin-Wilno.
Na flaki koniecznie wybierzcie się do Piask, w czasach PRL do restauracji Rarytas prowadzonej przez Ryszarda Sieczkarza przyjeżdżały na to danie delegacje zagraniczne. Na flaki warto zawitać do Urzędowa, gotuje się je na aromatycznych, leśnych grzybach, obficie doprawiając ziołami i imbirem. Rodowód tego cymesu tkwi w tamtejszej kuchni dworskiej.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze