Najśmieszniejsze wpadki. Policja podsumowuje 2017 rok
Opis galerii
1/12
Wyrzucił sejf z pieniędzmi, bo nie mógł go otworzyć
Policjanci z Lublina zatrzymali 29-latka, który po włamaniu się do jednej z firm zabrał ze sobą m.in. sejf. Mężczyzna przecenił swoje możliwości.
Nie mógł go otworzyć i porzucił go w krzakach. Przez blisko 4 tygodnie sejf leżał przysypany śniegiem. Kiedy policjanci zatrzymali włamywacza ten przyznał się do winy i wskazał miejsce porzucenia sejfu. Nawet w obliczu odpowiedzialności karnej nie potrafił ukryć żalu, gdy dowiedział się, że wewnątrz były pieniądze.
2/12
Pasażer w bagażniku
Lubartowscy policjanci w lutym na obwodnicy miasta zauważyli skodę na zagranicznych numerach rejestracyjnych. Podczas kontroli policjanci zwrócili uwagę na... bagażnik.
Okazało się, że jeden z pasażerów podróżuje właśnie w bagażniku. Kierujący samochodem 23-letni obywatel Ukrainy wyjaśnił, że kolega był bardzo zmęczony i niewygodnie było mu siedzieć na tylnej kanapie, dlatego postanowił położyć się w bagażniku gdzie miał zdecydowanie więcej miejsca. Wszystko zarejestrowała policyjna kamera.
3/12
Nietypowa kryjówka
Policjanci z Wydziału Kryminalnego KWP w Lublinie zatrzymali poszukiwanego listem gończym 41 latka. Mężczyzna miał do odbycia karę 10 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa, do którego doszło w 2008 roku.
Policjanci ustalili miejsce, w którym mógł ukrywać się poszukiwany. Początkowo nikt nie chciał otworzyć im drzwi. Dopiero ostrzeżenie o siłowym wejściu do mieszkania spowodowało, że mundurowi zostali wpuszczeni do środka. Żona poszukiwanego tłumaczyła, że małżonek wyjechał z kraju. Mimo tego policjanci przeszukali mieszkanie i odnaleźli "zgubę"... w wersalce.
4/12
Ułatwił pracę policji
Włamywacz sam ułatwił pracę policjantom. Mundurowi zatrzymali 25 i 37-latka, kiedy wracali po próbie włamania się do jednego z mieszkań w Biłgoraju. Roztargniony włamywacz na miejscu przestępstwa zgubił swój dowód.
5/12
Dramatyczna seria wpadek
Mężczyzna miał tylko odebrać swoich kolegów z łowienia ryb. Seria wpadek doprowadziła do tego, że... jego auto spłonęło doszczętnie.
27-latek z gm. Serniki został poproszony przez swoich kolegów o zabranie ich znad rzeki Wieprz w Rokitnie. Mężczyźni łowili tam ryby. Kierowca pojechał swoim audi we wskazane miejsce. Kiedy szukał znajomych jego auto ugrzęzło w rozpadlinie. Próbował je uwolnić odkopując ziemię, ale nie udało się.
Wybrudzony w błocie postanowił umyć się w rzece. Wtedy zmoczył sobie ubranie. Żeby nie wsiadać mokrym do auta postanowił rozpalić ognisko i wysuszyć garderobę. Niestety silny wiatr bardzo szybko rozprzestrzenił ogień po suchej trawie i przeniósł go obok samochodu. Auto zaczęło się palić. 27-latek próbował jeszcze ratować pojazd używając gaśnicy ale nie udało się. Pojazd doszczętnie spłonął. Pracujący na miejscu policjanci ustalili, że w chwili zdarzenia mężczyzna miał 1,8 promila alkoholu.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze