Niech się święci 1 Maja
Opis galerii
6/12
Towar deficytowy
Większość uroczystości kończyła się potem zazwyczaj podobnie: imprezy, koncerty, kiermasze książek, zabawy na wolnym powietrzu; do tego gorące parówki sprzedawane z samochodu i piwo. Już kilka tygodni przed Świętem Pracy media rozpoczynały kampanie nagłaśniającą przedświąteczne działania i wytwarzające klimat społecznego optymizmu.
7/12
Plusem tych przygotowań było to, że miasta i miasteczka były gruntownie sprzątane przed tym świętem, a krawężniki malowane na biało; zwłaszcza te na trasie przemarszu pochodu. Właściciele posesji wywieszali na domach flagi: czerwone i biało-czerwone. Niektóre posesje, które straszyły odrapanym tynkiem czy przypominały rudery, zasłaniano dużymi planszami. Peerelowskie władze w różny sposób starały się zachęcić Polaków do udziału w obchodach. Temu służyły m.in. stoiska z deficytowymi towarami, które po pochodzie były oblegane przez tłumy kupujących.
8/12
Przekroczone normy
1 Maja na ogół przebiegał spokojnie, mimo tłumów rzadko dochodziło do incydentów czy awantur. Nad bezpieczeństwem czuwali nie tylko milicjanci, funkcjonariusze bezpieki, strażacy i ormowcy, ale również partyjni aktywiści. Wieczorem w telewizji pokazywano obrazki z pochodów z głównych miast Polski. Podkreślano rekordową frekwencję, podniosłą atmosferę uroczystości oraz przeprowadzano wywiady z przodownikami pracy, który podejmowali czasami karkołomne zobowiązania przekroczenia jakiejś normy o 500 proc.
9/12
- Z perspektywy czasu te uroczystości wyglądają dziś być może komicznie, kiedy spiker mówi, że w jakiejś fabryce podjęto zobowiązanie wyprodukowania o 300 proc. więcej majtek niż zakłada plan - mówi Janusz Wojciechowski z Lublina, który przez wiele lat uczestniczył w pierwszomajowych uroczystościach. - Wtedy jednak większość przyjmowała takie zobowiązania z prawdziwym entuzjazmem. Wierzyłem, podobnie jak wielu moich znajomych, że walczymy o to, żeby nam wszystkim było po prostu lepiej. Można się z tego śmiać, szydzić, ale wiele osób będących w pochodzie miało swoje ideały, plany, przekonania, w które nawet wierzy do dzisiaj.
10/12
Pierwszomajowe kontrmanifestacje
Udział w pochodzie nie był obowiązkowy. - Wśród Polaków wytworzyła się jednak taka atmosfera, że za nieobecność na tych uroczystościach można ponieść konsekwencje, dlatego większość nie chciała ryzykować i brała w nich udział - dodaje Maciej Sobieraj. - Trudno tu mówić o represjach. Zdarzało się, że jakiś gorliwy działacz partyjny chciał się wykazać przed przełożonymi i wyciągał konsekwencje wobec nieobecnych; czasami było to pozbawienie premii czy awansu.
W czasach PRL-u szkoły miały obowiązek brania udziału w pochodach. Za frekwencje - przed dyrektorem - odpowiadali nauczyciele. Zdarzało się, że uczniowie za nieobecność na pochodzie mieli nawet obniżone sprawowanie.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze