Historia kamienicy przy ul. 3 Maja 22 w Lublinie
Opis galerii
1/20
Fundamenty
Sztuczny pilaster udaje, że podpiera: gzyms udający głowicę greckiej kolumny i owalny kartusz z datą MCMX–MCMXI. Cały w kamiennych laurach, jak pomnik. Od podwórka tylko data 1911. Od frontu obfite kamienne girlandy kapią z obu boków bramy. Mniejsze sięgają okien pierwszego piętra.
Okazałą eklektyczną kamienicę w Lublinie postawił Żyd z Międzyrzeca. Szymcha Bromberg. Nie miał jeszcze trzydziestki.
Komiwojażer handlujący szczeciną i szczotkami 2-3 lata wcześniej ożenił się z 16-letnią Gitlą Borenstein. Ojciec dziewczyny zmarł nagle mając lat 40. Zostawił żonie i córce świetnie prosperujące przedsiębiorstwo: suszarnię i skup chmielu. By firma dalej działała, potrzebny był obrotny zięć. 10 lat starszy od jedynaczki Szymcha był jednym z kandydatów zaproponowanych przez swatów. Sugestia aranżujących małżeństwo, by nie nosił chałata i zgolił brodę, okazał się skuteczna.
Nieruchomość Borensteinów była już na granicy ówczesnego, cywilizowanego Lublina. Ulica Czechowska, zaczynająca się przy Krakowskim Przedmieściu, ginęła wśród pagórków łąk i pól nad rzeką Czechówką. Do ul. Czechowskiej dochodził trakt, przy którym działało przedsiębiorstwo ojca, a potem męża Gitli. Używali go plantatorzy chmielu i browarnicy. Z czasem stał się miejską ulicą, która do dziś nazywa się Chmielna.
Szymcha Bromberg nie skończył żadnej szkoły. Nieźle mówił po polsku i rosyjsku, czytał po hebrajsku i niemiecku i szybko liczył. Sam nauczył się gatunków chmielu, zasad uprawy, praw rynkowych, giełdy towarowej, finansowania. Kupował chmiel na pniu, w marcu, kiedy plantatorzy potrzebowali pieniędzy. Tracił, jeśli chmiel nie obrodził albo obrodził tak bardzo, że ceny spadały. Podobno by robić wrażenie na plantatorach jeździł do nich autem, bo był pierwszym w Lublinie właścicielem takiego pojazdu.
Na nieruchomości teścia najpierw zbudował istniejący do dziś czteropiętrowy magazyn z windami. Potem kupił przyległy plac i wybudował kamienicę. Kiedy Bromberg stawiał dom, fronton - gdzie sztuczny pilaster udaje, że podpiera gzyms - był od ul. Czechowskiej. W 1916 roku, z okazji 125. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja ulica zmieniła nazwę. Eklektyczna kamienica do dziś stoi przy ul. 3 Maja.
2/20
Parter
Po pchnięciu ciężkich, metalowych, przeszklonych drzwi, tych samych od nowości, wchodzi się z ulicy na schody. Wydają się wąskie, bo nad głową do sufitu bardzo daleko. Ściany ozdobione stiukami noszą kilka warstw mniej i bardziej szarej farby. Widać kilka mosiężnych kul, które kiedyś podtrzymywały nieistniejące dziś poręcze. Na ścianie marmurowy prostokąt z otworami, który wygląda jak zepsuta tablica na klucze, okazuje się pozostałością po przedwojennych dzwonkach. Każda dziurka to mieszkanie.
Mrocznie, pachnie piwnicą, kurzem. Przez wysokie okna widok na ściany oficyn, dawną suszarnię, dawne magazyny i podwórko. Na szybach, trudno uwierzyć, ale widać zarysy malowideł z 1911 roku. W jeszcze lepszym stanie są bukiety kwiatów i secesyjne muszle ozdabiające jasny sufit sieni. Pod stopami, przez wszystkie piętra, biały marmur.
3/20
Piętro
Drzwi frontowe szklone rżniętym kryształem, schody z białego marmuru wyścielone czerwonym chodnikiem. Kryształowe szyby w oknach klatki schodowej, wymalowane w dziewoje z bujnym biustem i rozwianym włosem. Kryształowe lustra na podestach. Tak rodzinny dom zapamiętał Adam Bromberg, jedno z czworga dzieci Szymchy i Gitel.
Rodzina właściciela zajmowała dwa połączone mieszkania na pierwszym piętrze. W ankiecie wypełnionej w 1936 roku przez zarządcę nieruchomości na potrzeby inspekcji budowlanej jest mowa o jednym lokalu ośmioizbowym. Zapewne chodzi o mieszkanie Brombergów.
Kiedy przyjmowali u siebie ważnych gości, na przykład Wacława Wiślickiego, żydowskiego posła, usuwali przepierzenia między pokojem stołowym a pokojami synów. Dzięki temu mogli rozstawiać stoły, przy których siadało czterdzieści osób. W takich momentach kolację sprowadzano z restauracji, razem z dwoma kelnerami we frakach.
Detale z codziennego życia przedwojennej, finansowej elity żydowskiej Lublina, znamy dzięki setkom kartek i dziesiątkom nagranych kaset, jakie zostawił po sobie Adam Bromberg. Koleje losu jednego z trzech synów Szymchy, który przeżył wojnę i zmarł na emigracji w Szwecji, to historia niezwykła.
Henryk Grynberg na podstawie wspomnień Adama Bromberga napisał książkę. Historia zaczyna się w Lublinie od dziadka Borensteina, chmielu i domu przy ul. 3 Maja 22.
4/20
Suterena
- Mój dziadek urodził się w 1923 roku w kamienicy Brombergów. Jego dziadkowie mieli tam sklep. W suterenie. Polski sklep w żydowskiej kamienicy. To jest dziadek Ryszard i jego rodzice Helena i Zygmunt - mówi Jacek Chachaj i stuka palcem w pocztówkowej wielkości fotografię w sepii.
Kilkuletni Ryszard ma jasną twarzyczkę i minę chłopca, któremu kazali się ładnie ubrać i iść do fotografa. Ale lewą dłoń zwinął w pięść. Ma aksamitny beret włożony na jedno ucho, marynarkę i krótkie spodenki z rajtuzami. Całość dopełnia kokarda pod szyją. Stoi na tle sztywno ustawionych rodziców.
- W rodzinie opowieść o przedwojennym sklepie była taką trochę legendą. Czasami się o nim opowiadało, jakaś daleka krewna pamiętała szyld. Jestem historykiem, więc szperałem w dokumentach szukając informacji o przodkach i w „Spisie firm polskich i chrześcijańskich w Lublinie” z około 1933 roku w dziale „spożywcze artykuły” jest: M. Modrzejewski przy ul. 3 Maja 22. Michał Modrzejewski to ojciec Heleny, mamy mojego dziadka Ryszarda - opowiada Jacek Chachaj, pracownik naukowy na KUL. I dodaje, że dzięki zbieżności imion i nazwisk może mówić, że w jego rodzinie była Helena Modrzejewska, jego prababka.
Pan Jacek zna wspomnienia Adama Bromberga. I ten fragment, kiedy opisując kamienicę mówi o suterenach pod wysokim parterem, w których znajdował się warsztat, za którym mieszkał szewc i... sklepik, za którym mieszkał sklepikarz. Zapewne chodzi o jego przodków.
- Moja rodzina po jakimś czasie wyprowadziła się od Brombergów. Z pamiątek po nich mam fotografie, a po sklepie został moździerz. Wtedy, jak ktoś przychodził po pieprz czy kawę, dostawał je utłuczone w moździerzu. Mamy go do dziś, bo uratowała go moja mama. Dziadkowie chcieli wyrzucić. Już chyba był nawet na śmietniku - dodaje.
Sklep Michała Modrzejewskiego musiał być ówczesnymi delikatesami, bo nawet złodzieje uważali go za atrakcyjne miejsce. 26 listopada 1931 roku „Ziemia Lubelska” informowała o złapaniu szajki, która okradła sklep przodków pana Jacka. Łupy - artykuły żywnościowe, wyroby tytuniowe (pisownia oryginalna) i weksle - odzyskano a sprawców zatrzymano: 21-letniego Franciszka Bukowskiego* z ulicy Drobnej, 17-letniego Stefana Górskiego* z ulicy Czechowskiej i prostytutkę Marię Dajan*, sąsiadkę Stefana. Sprawcy w nocy z 21 na 22 listopada weszli do sklepu uszkadzając okiennicę i wybijając kratę. Właściciel szacował straty na 732 zł (artykuły) i 800 zł (weksle).
O sklepie spożywczym czynnym w kamienicy mówi ankieta budowlana z 1936 roku i dokumenty z 1940. W kwietniu 1947 roku administracja domu wydała zaświadczenie, że obywatel Czesław Ruszowski wydzierżawił lokal handlowy w suterenie, którego okna wychodzą na ulicę. Czynsz obywatelowi wkalkulowano w komorne za mieszkanie na parterze.
Dziś do sutereny i dawnego sklepu pradziadków pana Jacka wchodzi się od ulicy, ale schody i drzwi zamiast okien pojawiły się w latach 70. ubiegłego wieku. Wcześniejsze wejście od podwórza zasypano. Jego ślad powinien być za trójkątnym ogródkiem na podwórku. Teraz o dawnym wejściu do sklepu świadczy tylko ozdobny płotek z kutego żelaza.
5/20
Obiekt architektoniczny
Podwórko, płotek, eklektyczna fasada, marmurowe schody, pokoje w amfiladzie, klatki schodowe. Za tym wszystkim stoi architekt Henryk Paprocki. Były komiwojażer z Międzyrzeca musiał się dobrze orientować, jeśli na projektanta swojej kamienicy wybrał ówczesnego architekta miejskiego i człowieka, którego nazwisko jako jedynego z Lublina pojawiało się wśród laureatów konkursów architektonicznych.
Paprocki - rocznik 1870 - był bardzo wszechstronnym architektem. Zostały po nim kamienice w stylu eklektycznym - jak ta Brombergów, przy Narutowicza 22 , Kołłątaja 5 czy przy Krakowskim Przedmieściu 20. Ale także lubelska secesja to jego twórczość: Ogrodowa 5, Górna 11, 1 Maja 41. Projektował i nadzorował budowę gmachów użyteczności publicznej, obiektów przemysłowych czy hal fabrycznych jak te Teofila Laśkiewicza na Bronowicach. Projektował nawet budki z wodą sodową, a w trakcie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 roku kierował robotami przy sypaniu szańców. Nieistniejące już kino Corso (wcześniej Oaza) u zbiegu ulic Radziwiłłowskiej i Staszica też było jego projektu.
Jak zauważa historyk sztuki dr Hanna Bieniaszkiewicz, o pochodzącym z Lublina Paprockim wiemy dużo dzięki temu, że był zatrudniony w urzędzie miejskim. Zachowała się jego teczka osobowa, no i projekty. Autorka podczas pisania rozprawy doktorskiej poświęconej architekturze secesyjnej Lublina widziała ich w archiwach dziesiątki.
Zapewne zaglądała też do składanej, oprawnej w granatowe płótno teczki z rozrysowanym na kolorowo i opisanym po rosyjsku projektem kamienicy Brombergów.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze