Fotograf dawnego Lublina odnaleziony
Opis galerii
11/15
O tym, że Budzyński pracował w Miejskiej Radzie Narodowej, świadczyły pieczątki na odbitkach znalezionych przez państwa Jurkowskich. Ale w aktach w archiwum Urzędu Miasta, gdzie dotarłam szukając fotografa, jest tylko ślad po zatrudnieniu w Miejskim Sztabie Wojskowym na stanowisku kreślarza. Pomysł, że do autora fotografii da się dotrzeć idąc pod ówczesny adres, okazał się kiepski. Pan Marian mieszkał przy ulicy Drobnej.
12/15
Ulicy Drobnej (na zdjęciu) dziś nie ma. Na szczęście w dokumentach był życiorys, a tam informacja, że kończył technikum geodezyjne, studiował geografię na UMCS, a między 1964 a 1966 pracował w Akademii Medycznej jako fotograf. To był ślad i pewność, że szukam dobrej osoby. I tyle.
Kolejne informacje, że pan Marian skończył geografię, napisał w Zakładzie Geografii Ekonomicznej pracę „Wybrane zagadnienia ludnościowe woj. lubelskiego w świetle danych spisu powszechnego 1960 roku” ocenioną na „więcej niż dobry” a w archiwum UMCS leży odpis dyplomu ze zdjęciem, też niewiele dały. Może tyle, że w jakimś podaniu składanym na uczelni wspomniał, że ma dwóch synów.
13/15
Książka telefoniczna z 2009 roku nie informuje o Marianie Budzyńskim. Żaden Budzyński, do którego się dodzwoniłam, nie okazał się synem Mariana.
– Ja też gdzieś mam takie stare książki telefoniczne – mówi Marian Budzyński, patrząc na regał, kiedy opowiadam, jak znalazłam go w spisie abonentów z lat 80. i poszłam do bloku na Czechowie. Bo już wtedy nie było ani ulicy Drobnej, ani jego rodzinnego domu naprzeciw cegielni. Dzięki rozmowom z dawnymi sąsiadami dotarłam do firmy, w której pracuje jeden z synów.
Na zdjęciu pan Marian z ojcem i starsza siostrą Krystyną.
14/15
Gdy pytam, chyba trochę zaskoczonego całą sytuacją, czy czuje się bardziej fotografem czy geodetą – mówi, że geografem. – Geografia to była moja pasja, w szkole miałem z niej zawsze same piątki i bardzo chciałem studiować. Kończyłem studia, tak dla siebie, już zaocznie. – Nawet proponowali mi, żebym został na uczelni, ale tam były marne zarobki – wspomina.
„W jesiennym słońcu”, „Okna” i „Uliczka nocą” to tytuły trzech zdjęć pana Mariana, na wystawie z lat 60., którą organizował Fotoklub „Zamek” przy Wojewódzkim Domu Kultury. – Należałem do klubu kilka miesięcy (na zdjęciu).
15/15
Później robiłem kurs dla zawodowych fotografów, tak dla siebie. Pierwszy aparat kupiłem jako nastolatek. Później, jak były pieniądze, to zawsze jakiś nowy. W sumie miałem kilkadziesiąt, może nawet sto. Zawsze mnie interesowały ich techniczne możliwości – opowiada pan Marian i dodaje, że teraz fotografuje aparatem cyfrowym, oczywiście prace z wystawy gdzieś w domu ma.
O tym, że od kilkunastu lat tysiące ludzi ogląda jego zdjęcia ulic Lublina, nie wiedział.
Na zdjęciu Brama Grodzka z 1957 roku.
Reklama
Napisz komentarz
Komentarze