poniedziałek, 23 października 2017 r.

Lubelskie

Lublin: 70 nauczycieli straci pracę? Samorząd chce zahamować zmiany

Dodano: 4 lutego 2016, 15:24

Mniejsze klasy i nowe ograniczenia w przyjęciach do przedszkoli – nieoficjalnie mówi się, że w ten właśnie sposób lubelski samorząd będzie próbował ograniczyć liczbę nauczycieli, dla których zabraknie pracy po tzw. reformie 7-latków.

Pytanie o to, ilu nauczycieli nauczania początkowego może 1 września stracić zatrudnienie, budzi emocje. Ministerstwo edukacji informowało przecież, że wprowadzane zmiany nie będą wiązały się z żadnymi negatywnymi konsekwencjami, w tym zwolnieniami. Mniejsza liczba uczniów w klasach pierwszych oznacza jednak mniejszą liczbę nauczycieli.

– Na razie nie znamy żadnych liczb – podkreśla Mirosław Jarosiński, zastępca dyrektora Wydziału Oświaty i Wychowania Urzędu Miasta w Lublinie. – Dopóki nie zostanie przeprowadzona rekrutacja, nie będziemy wiedzieli, ile dzieci 6- i 7-letnich trafi do klas pierwszych szkół oraz ilu rodziców zdecyduje o wysłaniu dzieci 6-letnich do oddziałów przedszkolnych przy szkołach podstawowych, nie możemy mówić nic o ewentualnej likwidacji etatów.

Oświatowi związkowcy nieoficjalnie mówią jednak, że tylko w samym Lublinie pracę może stracić ok. 70 nauczycieli nauczania początkowego.

– Nie napawa to optymizmem – przyznaje Celina Stasiak z lubelskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Cieszymy się jednak tym, że Ratusz ma już plany związane z próbami zahamowania tego zjawiska.

O tym, jakie to plany, urzędnicy oficjalnie rozmawiać nie chcą. Proszący o zachowanie anonimowości związkowcy przyznają, że chodzi m.in. o zmniejszenie liczby uczniów w klasach.

– Klasy w szkołach miejskich powinny liczyć nie mniej niż 11 i nie więcej niż 25 uczniów. Dziś w wielu placówkach liczba ta jest wyższa. Jeśli zostanie zmniejszona, to będzie więcej klas i potrzeba będzie więcej nauczycieli – tłumaczy nasz rozmówca.

Pomysłem na utrzymanie zatrudnienia ma być też „napędzenie uczniów” do szkół. Przyjęte mogłyby zostać dzieci z okolicznych gmin.

– W pierwszej połowie marca zostanie zorganizowana kampania informacyjna skierowana do rodziców 6-latków. Będziemy zachęcać ich do posłania dzieci do szkolnych „zerówek” lub klas pierwszych – mówi Jarosiński. – Tym, którzy wybiorą oddziały „zerówek” przy szkołach podstawowych, chcemy zaproponować kontynuację pracy z dziećmi przez tego samego nauczyciela, co z pewnością korzystnie wpłynie na adaptację dziecka w szkole.

To nie koniec zachęt. Dzieci dostałyby także pełne wyżywienie (3 posiłki dziennie lub więcej), opiekę do dziesięciu godzin, zajęcia w czasie ferii zimowych i przerw świątecznych, a przede wszystkim gwarancję kontynuacji nauki w szkole w klasie pierwszej, w której dziecko uczęszcza do oddziału przedszkolnego.

Lubelski samorząd ma nadzieję, że rozładuje to nadmierny tłok w przedszkolach. A ten zapanuje, gdy zostanie w nich wielu sześciolatków. Szacuje się, że z tego powodu może brakować nawet tysiąca miejsc dla dzieci młodszych. Nieoficjalnie mówi się, że aby maksymalnie zmniejszyć tę liczbę od września do miejskich przedszkoli nie będą przyjmowane dzieci 2,5 letnie. Szansy przy rekrutacji nie będą miały także maluchy mieszkające poza gminą Lublin.

Czytaj więcej o: Lublin szkoła edukacja
Gość
folkatka
AD
(31) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (6 lutego 2016 o 01:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Te wszystkie biedactwa na 18 sto godzinnym etacie powinny się natychmiast zwolnić aby nie padły z przemęczenia ,proponuje zatrudnienie się w jakiejś zwykłej firmie z 40 sto godzinnym tygodniem pracy aby tam mogły wypocząć ,lub w jakiejś sezonowej firmie budowlanej z 72 godzinnym tygodniem pracy .a jeszcze lepiej to załóżcie własne firmy i tam będziecie ''wypoczywać'' na okrągło.

Rozwiń
folkatka
folkatka (5 lutego 2016 o 22:13) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Drodzy Państwo,

 zawsze tak jest, że przy okazji wszystkich tematów związanych z nauczycielami, odzywają  się madrale, którym się wydaje, że wiedzą wszystko o pracy nauczyciela, i na tej podstawie uzurpują sobie prawo do opluwania i obrażania tej  grupy zawodowej.

Wiem, ze to boli, mnie także, bo moja Mama jest nauczycielką, i wiem dobrze, ile tak naprawdę pracowała. Znacznie wiecej nić owe 18 godzin.

Trudno czasem sie nie przejąć, ale coż.

Rozwiń
AD
AD (5 lutego 2016 o 21:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
witam
jestem nauczycielem dyplomowanym z 27 letnim stażem - obecnie mam 22 godziny dydaktyczne w maleńkiej szkole liczącej 170 uczniów - aby się utrzymać w tym zawodzie i mieć tyle godzin uczyłam się 10 lat
jestem historykiem, nauczycielem wos, podst przeds. technicznego BHP, zarządzania bezpieczeństwem pracy, oceny ryzyka zawodowego a ponadto mam uprawnienia do uczenia etyki w zawodzie, podstaw prawa pracy oraz mam uprawnienia do pracy w bibliotece (do czego też potrzebne są kwalifikacje)
codziennie siedzę aby przygotować się do lekcji przynajmniej 2 godziny ponadto sprawdzam klasówki z wszystkich przedmiotów - muszę dbać o dziennik bo jestem wychowawcą, wywiadówki i konferencje nie zwalniają mnie z tego aby nie przygotować się do pracy - chodzę spać około godziny 2 w nocy kiedy już mam wszystko poukładane. Muszę dodatkowo przygotować materiały dla uczniów do konkursów i olimpiad - niech mi ktoś powie kto z ludzi którzy obrzucają nas błotem ma tyle zadane codziennie do domu
najbardziej boli mnie to, że ja naprawdę uwielbiam swoją pracę i wiem, że nie mogłabym być nikim innym - kocham młodzież i świetnie się z nią dogaduję a ktoś mówi mi że jestem leniem bo pracuję 18 godzin. proszę też aby wziąć pod uwagę, że wszystkie zajęcia dodatkowe są bezpłatne a przygotowanie imprez ma się odbywać w czasie wolnym od lekcji i jest też ku chwale ojczyzny
dodam jeszcze, że młodzi nauczyciele przychodzą do pracy i uciekają po roku bo ich ta praca przerasta - nie spodziewali się, że ich praca nie kończy się zaraz po dzwonku, ale trzeba zostać tak długo jak to jest potrzebne bo uczeń ma problem i trzeba z nim porozmawiać godzinę czy dwie aby mu pomóc.
moje osobiste dzieci (a mam ich dwoje) mówią mi, że to jest durny zawód ponieważ nigdy nie ma mnie w domu a jak przyjdzie zrobić większe zakupy to i tak nigdy nie mam pieniędzy - to jest (w moim mniemaniu) służba i powołanie a nie praca. do takiej pracy nadaje się niewielu
Rozwiń
Xd
Xd (5 lutego 2016 o 21:26) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
[quote name="Gość" post="1278579" timestamp="1454702703"]To wszystko ponadetatowe godziny powyżej 18 godz na etat ,dodatkowo płatne ,tak więc proszę nie wciskać ''kitu''
Zawsze uważałem że jak mi praca lub płaca nie odpowiada to mogę zmienić na inną .
Ukończenie studiów np .pedagogicznych , nie uprawnia do dożywotniego (ślizgania się ) tylko na posadce nauczycielskiej.jak nie pasuje praca i płaca- to świat otwarty jest dla pracowitych ,nikt nie zabrania zmiany zawodu jak i miejsca zatrudnienia.[/quote. Uczę w szkole 12 lat, więc wiem co mówię. Zarobki słabe, jedyny plus - pewna i punktualna płaca. Obowiązków cała masa. Oprócz zajęć dydaktycznych 18 + 2 (wyrównawcze i koło zainteresowań) zajmuję się:
- układaniem testów i kartkówek na komputerze, wydrukowaniem ich, kserowaniem,
- sprawdzaniem testów, kartkówek, wypracowań, zadań domowych,
- wyszukiwaniem atrakcyjnych miejsc, wystaw, projekcji filmowych itp. a potem organizacją wyjść - zbiórka pieniędzy, potwierdzenie udziału, pójście na imprezę i bezpieczny powrót
- zorganizowanie wycieczek szkolnych (często kilkudniowych) - opracowanie pisemnego planu dla dyrekcji,zarezerwowanie terminów w muzeach, noclegów, posiłków, sam przejazd z uczniami i pobyt, opieka,
- udzial w radach pedagogiczych ( u nas około 3-4 godziny, szkoleniach obowiązkowych i fakultatywnych, prezetacjach zorganizowanych przez wydawnicttwa,
- udział w posiedzeniach zespołów przedmiotowych i innych,
- organizowanie i przeprowadzanie konkursów szkolnych, pozaszkolnych (dojazdy),
- korespondencja, telefony i dojazdy do instytucji, z ktorymi współpracuje dany nauczyciel (inne szkoły i instytucje, muzea, kina, stowarzyszenia, poradnie),
- korespondencja i telefony do rodziców uczniów,
- uzupełnianie dokumentacji szkolnej,
- wypełnianie wniosków, formularzy, ankiet itp. często wnioski wypisujemy w imieniu naszych uczniów,
- udział w akcjach charytatywnych - zbiórka pieniędzy na hospicjum np. podczas akcji Pola Nadziei - godzinami chodzimy za uczniami, którzy zbierają pieniądze, ja osobiście zajmuje się 4 akcjami charytatywnymi,
- pisanie sprawozdań z konkursów, wydarzeń szkolnych i innych działań - wszystko w wersji komputerowej,
- pisanie planów pracy, planów wynikowych, opinii o uczniach, pisanie świadectw,
- udział w różnych projektach, na moich poziomie edukacyjnym - obowiązkowy projekt edukacyjny gimnazjum - nadzorowanie i pomoc, udział w projektach eTwinning - kontakt i współpraca ze szkołami w Europie, korespondencja, montowanie filmów, prezentacji itd.
- dyżury na korytarzach,
- organizowanie przebiegu świąt i imprez szkolnych, apeli,
- współpraca ze strażą miejską, poradnią psychologiczno- pedagogiczną, policją w trudnych przypadkach,
- ambitni nauczyciele: gromadzenie materiałów i sporządzanie sprawozdania ze stażu zawodowego
Jak sądzę, nie są to wszyskie zadania jakie wykonujemy. Kto przeczytał do końca, wstępnie wie, jaka jest prawda co do czasu pracy nauczyciela.
Rozwiń
Gość
Gość (5 lutego 2016 o 21:05) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Pełnoetatowy nauczyciel na pięć głównych czynności (przygotowanie i prowadzenie lekcji, przygotowanie i prowadzenie zajęć pozalekcyjnych, sprawdzanie prac) poświęca 34 godziny i 35 minut tygodniowo. Te wyniki z „Badania czasu i warunków pracy nauczycieli" są częściowo poparte wynikami ogólnego badania TALIS 2013.

Dużo miejsca w dyskusjach poświęconych czasowi pracy zajmuje temat różnic pomiędzy czasem pracy rozmaitych grup nauczycieli, na przykład nauczycieli różnych etapów edukacyjnych. „Badanie czasu i warunków pracy nauczycieli" pokazuje, że różnice te nie są tak wielkie, jak mogłoby się zdawać.

Porównanie czasu poświęcanego na wykonywanie pięciu głównych czynności ukazuje różnice między nauczycielami ze względu na poziom awansu zawodowego. I tak, nauczyciele o wyższym stopniu awansu więcej czasu poświęcają na pięć głównych czynności, niż ci z mniejszym (33 godziny i 48 minut w grupie nauczycieli kontraktowych wobec 34 godzin i 48 minut mianowanych i 36 godzin i 12 minut dyplomowanych).

Różnice te wynikają przede wszystkim z czasu poświęcanego na sprawdzanie prac uczniów. Rodzaj nauczanego przedmiotu (rozumianego jako ten, w którym badani nauczyciele mieli najwięcej godzin „tablicowych"), wpływa na ilość czasu poświęcanego na pięć głównych czynności. Biorąc pod uwagę podział na pięć głównych zajęć, najwięcej czasu poświęcają poloniści (jest to 40 godzin zegarowych tygodniowo), a najmniej nauczyciele WF (28 godzin).

To wszystko ponadetatowe godziny powyżej 18 godz na etat ,dodatkowo płatne ,tak więc proszę nie wciskać  ''kitu''

Zawsze uważałem że jak mi praca lub płaca nie odpowiada to mogę zmienić na inną .

Ukończenie studiów np .pedagogicznych , nie uprawnia do dożywotniego (ślizgania się ) tylko na posadce nauczycielskiej.jak nie pasuje praca i płaca-  to świat otwarty jest dla pracowitych ,nikt nie zabrania zmiany zawodu jak i miejsca zatrudnienia.

Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (31)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!