niedziela, 23 kwietnia 2017 r.

Lublin

Majowy weekend bez zakupów? Szykują protest w dyskontach i hipermarketach

Dodano: 19 kwietnia 2017, 15:04

Właściciel Biedronki utrzymuje, że sprzedawca-kasjer z trzyletnim stażem pracy zatrudniony na pełny etat zarabia 2750 zł brutto
Właściciel Biedronki utrzymuje, że sprzedawca-kasjer z trzyletnim stażem pracy zatrudniony na pełny etat zarabia 2750 zł brutto (fot. Maciej Kaczanowski/archiwum)

W długi majowy weekend możemy mieć problem ze zrobieniem zakupów. Na 2 maja planowany jest ogólnopolski protest pracowników dyskontów i hipermarketów. Sprzedawcy chcą manifestować przeciwko niskim pensjom.

– W tej chwili zbieramy informacje o tym, w których sklepach odbędą się protesty. Tym razem nie jest to bowiem akcja, którą organizuje nasz związek – zastrzega Alfred Bujara, przewodniczący sekcji handlu w NSZZ „Solidarność”. – To sami pracownicy, często nie będący nawet członkami związków zawodowych, organizują akcję, a nas poproszono jedynie o skoordynowanie tego dużego i wszystko wskazuje, że ogólnopolskiego protestu.

O tym, w których sklepach będzie prowadzony strajk, dowiemy się najprawdopodobniej już jutro. Na razie wiadomo, że pomysł przeprowadzenia akcji zrodził się wśród pracowników sieci „Biedronka”.

– Bezpośrednim powodem działań pracowników ma być protest przeciwko warunkom pracy – dodaje Bujara. – Z doniesień medialnych inspirowanych przez pracodawców dowiadują się, że ich pensje rosną i otrzymują godziwe wynagrodzenie. W rzeczywistości jest jednak inaczej i to ich bardzo denerwuje.

Na razie nie wiadomo jeszcze jaką formę przybierze strajk. Rozważane są dwa scenariusze. Pierwszy zakłada, że część pracowników weźmie urlop, w tym na żądanie, lub pójdzie na zwolnienia lekarskie. W drugim mówi się o strajku włoskim, czyli wykonywaniu przez pracowników wszystkich czynności znacznie wolniej i dużo bardziej drobiazgowo.

– Oba rozwiązanie będą dokuczliwe dla klientów, ale mamy nadzieję, że większość ludzi zrozumie nasze racje – mówi pracownica jednego z lubelskich dyskontów. O swoich zarobkach mówić nie chce. Z rezygnacją macha tylko rękę. – Szkoda gadać. Jeśli strajk dojdzie do skutku, będziemy informować wszystkich o naszych płacach.

Co ciekawe nie wszyscy pracownicy tej sieci dyskontów o strajku słyszeli. – Pierwsze słyszę – mówi inna pracownica. – Zarobki jakie są, takie są. Nikt pracować nam nie każe. To nasza decyzja, więc nie można marudzić. W każdej chwili można się zwolnić.

– Uważam, że strajk jest niepotrzebny. Eksperci „Lewiatana” i kancelarii „Sedlak” przewidują, że w tym roku wzrost wynagrodzeń w handlu wniesie 4 proc., czyli przekroczy próg inflacji – mówi z kolei Dariusz Jodłowski, szef lubelskiego „Lewiatana” skupiającego prywatnych przedsiębiorców.

Co na temat strajku mówi właściciel Biedronek? – Podkreślamy, że Biedronka od lat sukcesywnie podnosi wynagrodzenia pracowników. W ciągu ostatniego roku firma Jeronimo Martins Polska podniosła wynagrodzenia trzykrotnie, ostatnio 1 kwietnia tego roku. Na ostatnich podwyżkach skorzysta co najmniej 80% pracowników – czytamy w oświadczeniu przesłanym przez biuro prasowe JMP.

Firma dodaje, że sprzedawca-kasjer z trzyletnim stażem pracy zatrudniony na pełny etat zarabia 2750 zł brutto (kwota uwzględnia dodatek za brak nieplanowanych nieobecności w wysokości 350 zł).

Wynagrodzenie pracownika rozpoczynającego pracę w Biedronce na pełny etat na stanowisku sprzedawca-kasjer wynosi natomiast 2450 zł brutto również przy uwzględnieniu brak nieplanowanych nieobecności.

szczery zenek
takjest
Gal Anonim
(31) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

szczery zenek
szczery zenek (3 dni temu o 12:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
skad sie biora ci "eksperci" z Lewiatana. Czutam od paru lat wypociny tych Januszy-biznesu i nie wiadomo czy śmiać sie czy płakać.
Rozwiń
takjest
takjest (3 dni temu o 07:59) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Użytkownik niezarejestrowany napisał:
Pracownicy mają rację! W każdym domu jest lodówka, więc nie problem zrobić zapasy na 2 dni.
Rozwiń
Gal Anonim
Gal Anonim (3 dni temu o 01:36) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
tym co obrażają ludzi ciężko pracujących,lub chcą zatrudniać obcokrajowców,stanowcze ***cie się lamusy.moja żona panie uczony od ukończenia studiów histori pracuję w biedronce,prawie dziesięć lat,i nie jest jeśli chodzi o wykształcenie odosobniona,tak że nie masz pojęcia o czym piszesz,kto ma dziś posadki,chyba pisać nie trzeba,a tych co chcą obcokrajowców zatrudniać żeby własnych rodaków gnębić,powinno się usunąć z kraju
Rozwiń
Gość
Gość (3 dni temu o 01:12) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
i co dalej
Rozwiń
Skory
Skory (4 dni temu o 21:52) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Prostak jesteś i ignorant! Pewnie, że pracę można zmienić. Pytanie czy kolejna pracada nam coś więcej niż najniższą krajową? Pracuję jako kierowca i mam doświadczenie w całej europie zarówno na ciężarówkach jak i na autobusach. Co z tego? Każdy z pracodawców oferuje to samo! Ba! Nie ważne czy to firma polska, niemieckaa, holenderska... Jedyna szansa na wyższe zarobki to Anglia czy Norwegia, ale trzeba tam się przenieść. Już tam byłem i nie chce wracać. Co to ma wspólnego z cytuję: "tylko trzeba coś sobą reprezentować"? Mam doświadczenie, umiejętności i predyspozycje. Co z tego skoro wszyscy pracodawcy oferują to samo.  Proszę tylko żeby nikt za chwilę nie wyjeżdżał z tekstem w Holandii czy Niemczech zarobisz o 1000zł więcej (a ile więcej wydasz za mieszkanie 3-5 tygodni w kabinie?). Byłem, widziałem, wróciłem... Dlaczego więc wyjeżdzasz z takim tekstem? Jesteś małolatem, któremu udało się znaleźć dobrze płatną pracę (która nie jest do emerytury. Pamiętaj!) albo pracujesz u tatusia czy mamusi czy innego wujka. Życzę Ci w takim razie poszukiwania pracy na rynku jednocześnie spłacając jakiś "kredycik" i oby wtedy konkurencja była duża.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (31)

Pozostałe informacje

Alarm 24