poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Lublin

Sklepik ani stołówka w tej szkole nie ruszą. Właściciel zrezygnował

Dodano: 1 września 2015, 11:21

– Ani sklepik, ani stołówka. Pani, która je dotychczas prowadziła, złożyła właśnie wypowiedzenie. Nie ukrywała, że jest to efektem wprowadzenia ministerialnej reformy dotyczącej tego, co można sprzedawać w sklepiku i tego, co jest dozwolone w stołówce- mówi dyrektor lubelskiej szkoły Stanisław Stoń.

Rozmowa ze Stanisławem Stoniem, dyrektorem I Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Staszica w Lublinie.

• 1 września nie ruszy szkolny sklepik w szkole, którą pan kieruje.

– Ani sklepik, ani stołówka. Pani, która je dotychczas prowadziła, złożyła właśnie wypowiedzenie. Nie ukrywała, że jest to efektem wprowadzenia ministerialnej reformy dotyczącej tego, co można sprzedawać w sklepiku i tego, co jest dozwolone w stołówce.

• To nie za szybka decyzja?

– Na pewno niezbyt pochopna. Wiem, że przez całe wakacje nasza ajentka dowiadywała się o szczegółach nowego rozporządzenia. Czytała co będzie dozwolone, a co nie. Sprawdzała też, jakie produkty są dostępne na rynku i uznała, że dostosowanie się do nowych wymagań nie będzie możliwe.

• Dlaczego?

– Bo na rynku brakuje produktów, które spełniają w 100 procentach ministerialne wymagania i mają odpowiednie ilości tłuszczów czy cukrów. Jeśli jest coś zbliżonego, to w tak zaporowych cenach, że uczniów zwyczajnie nie byłoby na takie jedzenie stać. To samo dotyczy także stołówki. Ministerstwo chciałoby widzieć w niej cotygodniowe obiady z cielęciną i rybą. Nikt nie pomyślał jednak o cenie tych produktów. Potrawy byłyby tak drogie, że uczniowie i ich rodzice nie byliby zainteresowani wykupieniem abonamentu.

• I co pan teraz zrobi?

– Będę szukał innej osoby chętnej do prowadzenia działalności. Ale nie wiem
czy znajdę. Obawiam się, że może być to bardzo trudne. Wprowadzenie ustawy o sklepikach szkolnych doprowadzi do likwidacji małych firm dotychczas je prowadzących. Wzrosną za to znacznie dochody sklepów znajdujących się obok szkół. Dosłownie 20 metrów od naszej szkoły jest sklep, w którym można kupić wszystkie rzeczy u nas zabronione. Są drożdżówki, batony, słodkie napoje. Gdyby ustawodawcy chodziło rzeczywiście o wpajanie dzieciom i młodzieży zdrowych nawyków żywieniowych, to zabroniłby ich sprzedawania także tam.

Zobacz także:

Rozmowa z Tomaszem Machoniem, który prowadzi sklepik szkolny

 

 

Gość
Gość
karol
(22) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (17 września 2015 o 18:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W Rozporządzeniu Ministra Zdrowia nie ma słowa o cielęcinie, jedynie jest wskazanie 1x tydzień ryba. Zadałam sobie trud i sprawdziłam jak przedstawia się sytuacja w sklepach spożywczych pod kątem wymagań rozporządzenia. Nie jest tak tragicznie, wystarczy dobrze ułożyć jadłospis wykorzystując produkty sezonowe, nie stosować półproduktów. Myślę, że właściciele stołówek szkolnych i sklepików powinni stworzyć nowe jadłospisy prosząc o radę dobrych dietetyków (wiele uczelni z pewnością posłuży pomocą). Dzieciaki się przyzwyczaja. Pamiętam jak WIELE lat temu właśnie w tej szkole jadłam pyszne i zdrowe obiady (wtedy to uczniowie obierali ziemniaki!)
Rozwiń
Gość
Gość (2 września 2015 o 13:23) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Warzywa są tanie. Posiłki jarskie w stołówkach sprawdziłyby się świetnie. Tylko że dzieci kochają kurczaczki z kfc, a jak ryba to z frytkami.
Rozwiń
karol
karol (2 września 2015 o 12:09) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Jedzenie każdego rodzaju pożywienia w nadniarze prowadzi do problemów ze zdrowiem. Mały człowiek tak jest zbudowany że jego mózg'' uczący się'' potrzebuje więcej cukru niż dorosły. Ja nie dam zrobić z mojego dziecka idioty który będzie pozbawiony własnego myślenia jak to się teraz robi za pomocą centralnego sterowania i będę podawał słodycze oczywiście nie w nadmiarze.

Rozwiń
dinozaur
dinozaur (2 września 2015 o 07:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

my bylismy wychowani na niby niezdrowym jedzeniu i zyjemy wiec i nasze dzieci tez by przezyly

Mów za siebie. Mnie rodzice świństwami nie paśli, a chipsy pojawiły się jak już byłam w szkole średniej.

Rozwiń
Gość
Gość (2 września 2015 o 07:06) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Może chodzi o to, że na zdjęciu są dzieci z podstawówki, a tekst dotyczy szkoły średniej?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (22)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!