czwartek, 18 stycznia 2018 r.

Magazyn

20 lat Brain Damage Gallery: Ściana, pustostan, galeria

Dodano: 25 listopada 2017, 08:23

Ania Bakiera i Cezary Hunkiewicz: Jedni hodowali rybki, drudzy sklejali modele, a my zaczęliśmy malować. Nie ma za tym żadnej wielkiej filozofii
Ania Bakiera i Cezary Hunkiewicz: Jedni hodowali rybki, drudzy sklejali modele, a my zaczęliśmy malować. Nie ma za tym żadnej wielkiej filozofii (fot. Maciej Kaczanowski)

Rok 1997. Graffiti idzie na wschód, Polska na zachód. Zakładamy Brain Damage - pierwszy polski magazyn poświęcony graffiti o zasięgu międzynarodowym. Wkrótce Warszawa stanie się chwilową mekką europejskiego writingu.
Rok 2017. Za nami 20 lat aktywnego uczestnictwa i kształtowania sceny graffiti i sztuki ulicznej - wyjątkowy czas, niezapomniane wspomnienia, adrenalina. Przed nami: następne 20 lat i poprzeczka postawiona wyżej niż kiedykolwiek.

Okazja do świętowania jest potrójna. 20 lat temu zaczęli wydawać magazyn, 10 lat temu założyli fundację, a od 5 lat prowadzą galerię (od 2016 w Centrum Spotkania Kultur).

Zapowiadający wydarzenie plakat grafik podzielił na dwie części: po lewej stronie wagony nowojorskiej kolejki, po prawej sterylna przestrzeń galerii sztuki. Przeszłość i teraźniejszość. Droga, jaką przebył nurt graffiti w ciągu ostatnich dwóch dekad.

Magazyn
„Jest rok 1995. O malowaniu murów nie wiadomo prawie nic. Scena graffiti liczy 100, może 200 osób w całym kraju. Jednak dużo ludzi zaczyna coś robić - malują, piszą, szkicują. Głód informacji jest wszechobecny. Nielicznie pojawiają się ziny o punkowych korzeniach, niby traktujące o malowaniu, jednak skupiające się głównie na szablonach. W pewnym momencie nadszedł po prostu czas na to, żeby powstało pismo o „prawdziwym” graffiti. Pierwszy tytuł roboczy brzmiał „CANART”, że niby puszka i sztuka. Szczęśliwie, któregoś dnia ktoś obudził się z lepszym pomysłem i powstał Brain Damage” - tak o Brain Damage pisał w 1999 r. Igor ASH1 Dzierżanowski.

Drukowany w kolorze profesjonalny magazyn poświęcony sztuce ulicznej wyprzedza swój czas. Pierwszy numer wychodzi w 1997 r. w nakładzie 300 egzemplarzy. Czasopismo ma 20 stron. - To nie był jakiś zin, który rozchodził się po znajomych. Od czwartego numeru miał zasięg globalny i 10 tysięcy nakładu. Można go było dostać np. w Stanach Zjednoczonych - opowiada Cezary Hunkiewicz.

9 lat, 13 numerów, każdy z innym tematem przewodnim. Anna Bakiera: - Często jako pierwsi drukowaliśmy prace artystów, którzy dziś są w mainstreemie. Np. relacja z wystawy w Holandii gdzie była praca Banksy’ego, który nie był jeszcze znany jako Banksy.

- Na początku tylko graffitii. Potem nieśmiało zaczęliśmy pokazywać street art. To był moment, gdy gwardia ludzi bardzo ortodoksyjnego graffiti się od nas odłączyła - wspomina Hunkiewicz. - Lata 2002-2003 to był polski boom na graffiti, kwintesencja stylu, kumulacja ilości. Potem każdy ewoluował w swoją stronę. Część ludzi poszła w stronę sztuki, część zaczęła się profesjonalizować w innych kierunkach. Z writerów wyrośli świetni fotografowie, architekci i przede wszystkim graficy. Graffiti zaczęło żyć drugim życiem, my też to śledziliśmy. I śledzimy nadal.

Ostatni numer (dotyczył relacji graffiti z muzyką) już się drukiem nie ukazał. - W 2006 r. uznaliśmy, że formuła magazynu się wyczerpała. Rozhulaliśmy sztukę uliczną i tematy się skończymy. Rok później założyliśmy fundację - mówi Cezary Hunkiewicz.

Fundacja
Hunkiewicz: W 2011 r. w Lubelskiej Zachęcie przy ul. Lipowej zrobiliśmy bardzo nieudaną - naszym zdaniem - wystawę Graffiti vs Street Art, która... bardzo się wszystkim podobała. Próbowaliśmy zrobić wystawę problemową, a wyszło na to, że powiesiliśmy w galerii obrazki.

Rok później szwedzkie graffiti chcą pokazać w bardziej naturalnym środowisku. „Ewenement na skalę europejską. Kuźnia stylu. Próba charakteru. Definicja determinacji.” Na wystawę „They Call Us Vandals” zapraszają do pustostanów przy Drodze Męczenników Majdanka. - Nie było tam nic, jakimś kablem udało się jedynie prąd doprowadzić - wspomina Hunkiewicz.

- Wtedy po raz pierwszy żałowałem, że nie jestem widzem swoich działań. Ta wystawa odbiła się wielkim echem na całym świecie. Była to jedna z niewielu prób pokazania graffiti w swojej własnej przestrzeni. Burzyliśmy ściany, tworzyliśmy instalacje w opuszczonym budynku i wciągnęliśmy w to najważniejsze europejskie legendy graffiti. Wtedy przekonaliśmy się, że już wiemy, jak zrobić dobrą galerię.

Kolejny adres to Cicha 4. Do zabytkowej kamienicy w centrum miasta wprowadzają się lubelskie NGO-sy. Mogą zostać tak długo, aż właściciel budynku zdecyduje się na remont.

- Pierwszy raz mieliśmy okna. I drzwi. I toaletę - wspomina Hunkiewicz. - Własnym sumptem zrobiliśmy tam wystawę Marthy Cooper. I zrozumieliśmy, że choć wiemy jak prowadzić galerię to nie jest to ten poziom profesjonalizmu, który by nas satysfakcjonował.
Ania: Współpraca z artystami z górnej półki nie jest łatwa

Cezary: Zderzaliśmy się z myśleniem zachodnim. Jak to? Ktoś za wystawę chce pieniądze?
Kolejna przeprowadzka. Królewska 13 - gdzie dziś mieści się Lublove. - Parter, witryna, toaleta, ogrzewanie. Mieliśmy wszystko - śmieje się Cezary.

Galeria
Parter, oszklona witryna, osobne wejście. Brain Damage Galery zajmuje jedną z lepszych lokalizacji budynku Centrum Spotkania Kultur.
Hunkiewicz: Jesteśmy jednym z niewielu miejsc w Lublinie, które odwiedza więcej ludzi z Polski niż z miasta.

Bakiera: Dlatego wernisaży nie robimy ani w czwartki, ani w piątki. Tylko w soboty, by ludzie mogli dojechać.

Hunkiewicz: Ciągle chcemy lepiej, szerzej, jeszcze mocniej. Boję się, że zbliżamy się do szklanego dachu na NGO-sów. W pozyskiwaniu grantów są limity finansowe. Ministerstwo da 60-80 tys. zł, instytucja dołoży sobie drugie tyle i może wyprodukować dużą wystawę. My „It’s framed”, wartą 2 mln zł, wyprodukowaliśmy z małego miejskiego grantu. A roczny budżet działalności galerii to 30 tys.

Bakiera: Budujemy też bibliotekę. W Polsce wyszło zaledwie kilka książek o graffiti, w większości bardzo słabych. Nikt pracy naukowej z tego nie napisze. A my w archiwum mamy kilkaset publikacji, materiały filmowe, tysiące zdjęć.

Brain Damage Graffiti to jedyna w Polsce i jedna z pierwszych na świecie galerii dedykowanych graffiti writingowi i jego ewolucji. - Mam wrażenie, że jedyne, na co się spóźniliśmy, to narodziny sztuki graffiti w Nowym Jorku. To były lata 70. więc fizycznie nie mogliśmy tam być - mówi Hunkieiwcz.

Teraz nadrabiają. Na swoim koncie mają wystawy w kilkunastu europejskich miastach. W najbliższych planach też Hongkong, Szanghaj i Nowy York. Po nowojorskich zaułkach mają wymarzonego przewodnika.

Martha Cooper to jedna z najważniejszych amerykańskich fotografów ulicznych. - Była tam, gdzie nie mogli wejść inni. Wzbudzała zaufanie, była przez twórców zapraszana - opowiada Bakiera.

- Dziś ma 74 lata. I dalej chodzi na całonocne akcje - dodaje Hunkiewicz.

Prace Cooper będzie można zobaczyć także na jubileuszowej wystawie „From the Roots to the Fruits”. Wernisaż 25 listopada, godz. 20 (BDG, budynek CSK, wejście od ul. Skłodowskiej).

Ul. Lubartowska 57. Etam Cru czyli „największy polski towar eksportowy”
Ul. Lubartowska 57. Etam Cru czyli „największy polski towar eksportowy”
Mural Kamila Kuzko na LSM odnosi się do głównych założeń Lubelskich Spotkań Plastycznych 1976-78
Mural Kamila Kuzko na LSM odnosi się do głównych założeń Lubelskich Spotkań Plastycznych 1976-78
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!