sobota, 18 listopada 2017 r.

Magazyn

Lubliner Reunion 2017. Do Lublina z całego świata

Dodano: 8 lipca 2017, 09:46

Kwaterujemy się w hotelu, ktoś z grupy wygląda przez okno i krzyczy zdziwiony: Tu jest tak kolorowo! – opowiada Leora Tec. – Każdy ma jakąś historię. Ja jestem wdzięczna Tomkowi i Witkowi, że pozwolili mi mieć swoją własną. Że opowiadać o Holocauście może nie tylko ocalały

Artykuł otwarty

Czytaj Dziennik Wschodni bez ograniczeń. Sprawdź naszą ofertę

Artykuł otwarty

Pierwszy taki zjazd odbył się dwa lata po zakończeniu wojny. W 1947 roku do Lublina przyjechało 800 osób z Polski i ponad 650 z zagranicy.

Pomysł, by taki zjazd powtórzyć, pojawił się w Ośrodku Brama Grodzka Teatr NN dwa lata temu. Powodów było wiele: 700-lecie miasta, 70 lat od pierwszego zjazdu, 75 lat od Akcji Reinhardt. Przygotowania zajęły ponad rok.

– Szukaliśmy dawnych mieszkańców Lublina i ich potomków poprzez żydowskie organizacje, lokalne media, portale społecznościowe – wylicza Monika Tarajko z Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN. – Staraliśmy się dotrzeć do wszystkich, choć na pewno nam się to nie udało – przyznaje.

Informacja poszła w świat.

W poniedziałek na Lubliner Reunion 2017 przyjechało ponad dwieście osób z dziesięciu krajów – najwięcej z USA i Izraela. Wielu z nich jest w Lublinie po raz pierwszy.

Wrócić do domu

Najtłoczniej jest w Bramie Grodzkiej. Tu działa punkt informacyjny zjazdu. Słychać różne języki – najczęściej angielski. Tu można wystarać się o „numer do chirurga z Chicago” i wpisać się do pamiątkowej książki.

„Wspaniała inicjatywa, dużo serca i głębokie myśli z tym związane” – napisała Zofia Sznajdman-Rydz, córka Róży Fiszman-Sznajdman, autorki książki „Mój Lublin”. Lekarka, emigrantka marcowa. Atrakcyjna kobieta w zielonej sukience to jedna z najbardziej rozchwytywanych przez dziennikarzy uczestników zjazdu. Nie przyjechała do Lublina sama.

– Przylecieliśmy tu ze Szwecji w dziesięć osób. Nasi kuzyni też tu są – mówi Allan Rydz, jej syn.
Dla jednych to powrót do „domu”, dla innych szansa na odnalezienie swoich korzeni.

Robin Magid (Kalifornia): By dowiedzieć się więcej o swojej rodzinie i o sobie. Pora, by się poznać od nowa

Olivier Szlos (Nowy Jork): Wiele rodzin na całym świecie zastanawia się skąd pochodzi. Nie wszystkie mają szansę poznać swoje korzenie.

Zjazd Lubliner Reunion 2017
Zjazd Lubliner Reunion 2017 (fot. Maciej Kaczanowski)

T-shirt z przodkiem

Białe koszulki z logo Lublin Reunion nosi tylko jedna rodzina. Powód jest prosty: organizator zjazdu takich koszulek nie wyprodukował.

– Wzięliśmy logo od Teatru NN i sami je sobie zrobiliśmy – przyznaje Tzvika Shulman.

Na koszulkach są też trzy fotografie malutkich dzieci. – W 1946 roku ci, którzy przeżyli wojnę, przyjechali do Lublina ze swoimi nowonarodzonymi dziećmi. Nie zostali tu, rozjechali się po świecie.

W piątek w Lublinie spotkali się ich potomkowie – 15 osób z USA, Kanady, Szwecji, Izraela.

– Pierwszy raz spotkaliśmy się w tym gronie. Dla wszystkich, oprócz mnie, to pierwsza wizyta w Lublinie – dodaje Shulman.

To nie największy rodzinny zjazd w ramach Lublin Reunion. Z Rose Lipszyc, której 75 lat temu udało się uciec z transportu do obozu, przyjechało 35 osób. To obywatele Kanady, Izraela, USA, Francji.

Nie tylko niebieskie oczy

Sala Czarna Teatru NN to miejsce, gdzie wielu decyduje się, by opowiedzieć historię: swoją lub swojej rodziny. W większości przewija się ta sama recepta na ocalenie: niebieskie oczy, perfekcyjny polski i pomoc Polaków.

– Bez takiej pomocy nikt by nie przetrwał – podkreśla Rose Lipszyc.

A Leora Tec przypomina, co w jednej ze swoich książek o Holocauście pisała jej mama Nechama: – Wylicza kilka powodów, dla których Polacy ratowali Żydów. Ale zawsze byli to ludzie inni niż wszyscy, często żyjący na marginesie swojej społeczności.

Ja przeżyłam, inni nie

– To był najwspanialszy okres mojego życia – opowiada Rose Lipszyc. Po angielsku, ale od razu zaznacza, że jeśli ktoś czegoś nie zrozumie, to potem może powtórzyć po polsku. Przedwojenny Lublin widziany oczami 10-letniego dziecka jest piękny, gościnny, pachnący ciastkami. – Miałam tak wielką rodzinę, że gdyby każdy dał mi złotówkę to byłabym bardzo bogata. 1 września 1939 r. całe to piękno zniknęło.

W 1943 r. Rose ucieka z transportu. Szczęście jej nie opuszcza – spotyka Polaka Stanisława Jabłońskiego, który do końca wojny będzie udawał jej ojca.

– Mimo niebieskich oczu i świetnego polskiego, strach na mojej twarzy był oczywisty. Niemiec nie rozpozna Żyda, ale Polak natychmiast – opowiada. Dlatego zgłasza się do punktu zbornego i wyjeżdża do pracy w niemieckiej fabryce. – Byłam najmłodsza, więc pozwalali mi pracować tylko 8 godzin, inni pracowali po 12.

To jej pierwsza wizyta w Lublinie od 1939 roku.

Polska nie musi być szara

Nechama Tec nie wraca do wspomnieć o wojnie przez 30 lat. Potem pisze „Suche łzy: Opowieść o utraconym dzieciństwie”. To autobiograficzna historia przetrwania żydowskiego dziecka. Na spotkanie autorskie w Polsce zabiera córkę.

– Jestem Żydówką, wychowałam się podczas zimnej wojny w Connecticut, nigdy nie czułam się Polką. Lublin, rodzinne miasto mojej mamy, nigdy mnie nie przyzywał – opowiada Leora Tec, która gości w Lublinie regularnie. Ale nie zawsze tak było. – Wtedy, za pierwszym razem, byłyśmy w Lublinie tylko jedną noc. Witek Dąbrowski pokazując nam pomnik Ofiar Getta powiedział, że musi on zostać przeniesiony, bo w tym miejscu ma powstać podziemny parking. Pamiętam, że poczułam wtedy złość.

Potem były kolejne wizyty, godziny spędzone na rozmowach i coraz większe zadziwienie, że ktoś kto nie jest Żydem, może się temu tematowi aż tak poświęcić. – Kto im dał klucz do świata, którego już nie ma – zastanawiała się Leora oglądając Witolda Dąbrowskiego w spektaklu.

W końcu zakłada „Bridge to Poland”, organizację która walczy ze stereotypowym wizerunkiem Polski.
Teraz do Polski przyjeżdża kilka razy w roku. Przywozi Amerykanów, nie tylko żydowskiego pochodzenia. Pokazuje, że mogą znaleźć tu coś więcej niż tylko poczucie straty.

– Kwaterujemy się w hotelu, ktoś z grupy wygląda przez okno i krzyczy zdziwiony: Tu jest tak kolorowo! – opowiada. – Każdy ma jakąś historię. Ja jestem wdzięczna Tomkowi i Witkowi, że pozwolili mi mieć swoją własną. Że opowiadać o Holocauście może nie tylko ocalały.

Zapraszamy na szabas

Zjazd Lublinerów potrwa do dziś. Pełny program zjazdu: www.teatrnn.pl/lubliners. W każdym z wydarzeń może wziąć każdy zainteresowany, wstęp wolny. – Serdecznie zapraszamy. Zwłaszcza na dzisiejszy szabas w hotelu Ilan. Liczymy na to, że będzie to miejsce gdzie wszyscy się spotkają – mówi Grzegorz Jędrek z Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN.

Szabat lubelski z udziałem aktorów Teatru Żydowskiego w Warszawie rozpocznie się o godz. 19. Hotel Ilan, ul. Lubartowska 85.

We wrześniu 1992 r. grupa przyjaciół, która nazywała się „Teatr NN”, weszła do zrujnowanej Bramy Grodzkiej. wielkie marzenie stworzenia tam teatru i bycia artystami. Nic nie wiedzieliśmy, że przed wojną Brama Grodzka nazywała się Bramą Żydowską, że w przedwojennym 120-tysięcznym mieście żyło ponad 40 tys. Żydów. Nic nie wiedzieliśmy o tym, że te puste place wokół Bramy Grodzkiej to było dawne miasto żydowskie. Wtedy musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie, jak to możliwe, że ja, dorosły człowiek, nic nie wiem na temat tej historii miasta. Czym ma być instytucja kultury, którą chcieliśmy tworzyć, jak ona powinna się zachować wobec tej niepamięci? Wtedy marzenie o teatrze zamieniło się w marzenie stworzenia miejsca, które będzie opowiadać o historii lubelskich Żydów – mówił Tomasz Pietrasiewicz, dyrektor Ośrodka Brama Grodzka Teatr NN podczas poniedziałkowej inauguracji zjazdu na Zamku Lubelskim.

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (8 lipca 2017 o 17:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
To były straszne czasy, gdy niemcy robili rajd po wioskach, to ludzie chowali się i rzeczy w sadach, lasach, daleko na opłotkach. Wtedy była wojna, i niemcy jako silniejsi mogli działać bez zasad. Więc nie wiadomo było z jaką agendą przybywają. Czy tylko chcieli płodów rolnych, szukali kogoś, czy mordować. Dzisiaj, kiedy słyszę o wojnach na bliskim wschodzie i w Afryce, to często zastanawiam się, czy za kilkadziesiąt lat, nie usłyszę, że to NATO wystąpiło w roli napadającego wilka. Bardzo boję się dezinformacji. I nie chciałbym, stać w jednym rzędzie z okupantem. Dlatego, to co dzieje się w Syrii, jest dla mnie niezrozumiałe. Nie rozumiem, kto tam walczy z kim. Media nie pokazują mapek konturówek z rozkłądem potencjału militarnego. A piepsheni Dziennikarze zajmują się głupawymi politykami i talk-showami, zamiast tłumaczyć nam krok po kroku, kto podjął decyzję na froncie, jakie akcje zostały podjęcte, jakie ich były skutki. Informować nas, czyli społęczeństgwo o zmianach ukłądu sił w różnych częściach np. Syrii. O pobudkach, o tym, dlaczego są podejmowane takie działania militare, a nie inne.
Rozwiń
Gość
Gość (8 lipca 2017 o 17:25) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Tych opowieści jest więcej. Dzieci powierzonych w opiekę rodzin, rolników, szczególnie na północny-wschód od Lublina, było dużo takich sytuacji. Te przyszywane rodziny przetrwały do dzisiaj. Po wojnie ich rodziny nie zgłaszały się, losu wielu dokłądnie nie ustalono, a też tu na miejscu ludzie się przywiązywali do dodatkowych dzieci, i nie chcieli żeby one musiały się tułać po świecie, nawet nęcone wizjami nowego świata Izraela. Kilka z tych opowieści, a przynajmniej jedną, odnajduję w tym artykule, i jest ona lustrzanym odbiciem historii z wioski mojej babci. Całkiem nieopodal Lublina.
Rozwiń
Gość
Gość (8 lipca 2017 o 11:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Oficer. Czego ludzie żałują przed śmiercią - Sumliński Wojciech
Rozwiń
Gość
Gość (8 lipca 2017 o 11:32) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
bardzo stosowne połaczenie sygnet i krymka
Rozwiń
Gość
Gość (8 lipca 2017 o 11:00) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
W pierwszych wiekach chrzescijanstwa nastepcy sw Piotra byli bardziej odwazni niz zolnierze. A dzisiejsi ??? Pojedynczy ksieza jsk POPIELUSZKO sprostali wyzwaniu, co z reszta?
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!