Karpińska: Łzy w oczach
ROZMOWA z Marzeną Karpińską, mistrzynią Europy juniorek w podnoszeniu ciężarów
- 26.10.2008 15:55
- Kiedy zagrali mi hymn, to miałam łzy w oczach. Nie dziwię się sportowcom, którzy płaczą na podium.
- Niestety, forma przyszła trochę za późno. Gdybym w Pekinie podniosła tyle co w Albanii, to byłabym w ósemce na olimpiadzie. Wynik z igrzysk zupełnie mnie nie zadowala. Nie chodzi tu o miejsce, ale o kilogramy.
- O możliwości startu w Chinach dowiedziałam się w styczniu. Rzuciłam szkołę, chłopakowi powiedziałam, że zobaczymy się tylko dwa razy w ciągu roku i zaczęłam jeszcze ciężej pracować. Piotrek, mój partner, był zszokowany moim wyznaniem, ale wytrzymał ten trudny okres.
- Taki jest plan. Jestem pewna, że jeżeli ominą mnie kontuzje, to przekroczę setkę.
- Zdecydowanie rwanie.
- Radość. Ciężar jest w górze, więc miesiące treningów nie były zmarnowane. Na zawodach myślę tylko o sztandze. Po nich strasznie cieszę się, że już jest po wszystkim
- Jakikolwiek medal podczas przyszłorocznych mistrzostw Europy. W dalszych planach mam start na igrzyskach olimpijskich w Londynie w 2012 .
Reklama













Komentarze