Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wjechał tirem w sklep. Odpowie za to?

Straty oszacowano na blisko 300 tys. zł. Właściciel zakasał rękawy i przeprowadził całkowity remont sklepu.
Zgodnie z jego deklaracjami, żadna z ekspedientek nie straciła pracy. Prokuratura prowadzi śledztwo, ale kierowca nie usłyszał jeszcze zarzutów. - Trzeba było przeprowadzić całkowity remont budynku - mówi Stanisław Gomoła, właściciel tyszowieckiego sklepu spożywczo-przemysłowego, który zniszczyła ciężarówka. - Ekspedientki mają zatrudnienie, bo od miesiąca znowu pracujemy pełną parą. Do wypadku w centrum Tyszowiec doszło w lipcu. Kierowca ciężarowego volvo wiózł z Krasnegostawu do Łaszczowa 18 ton wiśni i czereśni. Na ostrym zakręcie samochód z naczepą uderzył centralnie w budynek sklepu, zatrzymując się na ladzie. - Ciężarówka wepchnęła nadproże do środka. Uszkodzeniu uległy trzy ściany zewnętrzne i dach budynku, garaż oraz wyposażenie sklepu - informuje st. kpt. Jacek Zwolak, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Lubelskim. Straty oszacowano na blisko 300 tys. zł. Na szczęście, nikt nie odniósł obrażeń, bo do zdarzenia doszło w nocy. Budynek był ubezpieczony. Właściciel placówki zwrócił niektóre towary do hurtowni. Próba wycofania tira ze sklepu groziła katastrofą. Trzeba było podstemplować strop, żeby budynek nie runął. Kierowca wyszedł z wypadku bez szwanku. Śledczy sprawdzają, co było przyczyną wypadku. W grę wchodzi nieostrożna jazda, zły stan techniczny tira albo naczepy, ale nie można wykluczyć, że 22-letni mieszkaniec Gorzkowa po prostu zasnął za kierownicą. Wiadomo, że w chwili wypadku był trzeźwy. - Kierowca do tej pory nie usłyszał zarzutu - powiedział nam Artur Hypiak, wiceszef Prokuratury Rejonowej w Tomaszowie Lubelskim, która prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego sprowadzenia zdarzenia, które zagrażało mieniu w wielkich rozmiarach. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności. Śledczy czekają na opinie biegłych. Mieszkańcy Tyszowiec i okolicznych wiosek, którzy w środy przyjeżdżają na słynne jarmarki, przywiązani są do świeżo wyremontowanego sklepu. - Kiedyś mieściła się tam księgarnia - wspomina mieszkanka miasteczka. - Pół wieku stał budynek, ale kolizje i wypadki go omijały. Zawsze, jak widać, jest ten pierwszy raz. - Niech ten pierwszy będzie zarazem ostatni - powiedział nam Stanisław Gomoła.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama