Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

To nie mundurowi, ale student był agresywny

Podczas interwencji policjanci dobrze wypełniali swoje zadania. Tak uznali krasnostawscy śledczy, którzy umorzyli śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez zamojskich stróżów prawa. Zawiadomienie o pobiciu złożył 25-letni student.
Do zdarzenia doszło 22 marca ub. roku. 25-letni student AWF został przewieziony do izby wytrzeźwień, gdzie znieważył funkcjonariuszy i naruszył nietykalność cielesną jednego z nich. Łukasz S. przyznał się do winy i dobrowolnie poddał karze grzywny. Po opuszczeniu policyjnego aresztu - z obrażeniami głowy, ucha i krwiakami na udach i pośladkach - trafił do szpitala. Dzień później złożył zawiadomienie w prokuraturze. Podnosił, że choć był trzeźwy i nie zrobił nic złego, został dotkliwie pobity przez mundurowych. Żeby wykluczyć brak obiektywizmu, śledztwo przekazano z Zamościa do Krasnegostawu. Co ustalono? - O interwencję poprosili policję mieszkańcy bloku przy ul. Lubelskiej, bo ktoś głośno zachowywał się na klatce schodowej, m.in. kopał w drzwi jednego z mieszkań - informuje Andrzej Grochecki z Prokuratury Rejonowej w Krasnymstawie. - Gdy na miejscu pojawił się patrol, młody mężczyzna nałożył kaptur na głowę i zaczął uciekać. Nie chciał się wylegitymować, wyrywał się i szarpał, czuć było od niego alkohol. To był Łukasz S. Funkcjonariusz z koleżanką w mundurze nie mogli sobie dać z nim rady, dlatego poprosili o posiłki. Ale student nie chciał wsiąść do radiowozu, przewracał się na parkingu. - Zachowywał się jak cyrkowiec - zeznała później jedna z kobiet obserwujących w Wielką Sobotę zajście z okna. Po przewiezieniu do izby wytrzeźwień dalej ignorował polecenia funkcjonariuszy, a na dodatek ich wyzywał. Nie chciał poddać się badaniu na zawartość alkoholu, a po zdjęciu kajdanek dwa razy uderzył jednego z policjantów. Noc spędził w policyjnym areszcie. - Funkcjonariusze użyli środków przymusu bezpośredniego: chwytów obezwładniających, pałek i kajdanek, bo inaczej nie dało się poskromić agresywnego mężczyzny - podnosi Grochecki. - Obrażenia ucha mogły powstać podczas interwencji, ale z dwóch opinii biegłych wynika, że rana wygoiła się szybko i bez powikłań, a zaburzenia słuchu trwały krócej niż 7 dni. Zeznania policjantów i osób postronnych świadczą o tym, że wersja przekazana przez pokrzywdzonego odbiega od rzeczywistego przebiegu zdarzeń. Łukasz S. był w przeszłości karany za udział w bójce i prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości. Postanowienie o umorzeniu śledztwa nie jest prawomocne.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama