Interpelacja radnych Radosława Skrzetuskiego i Marcina Jakóbczyka stanowiła próbę rozpoczęcia dyskusji o złagodzeniu obowiązujących przepisów dotyczących spożywania alkoholu w przestrzeni publicznej. Samorządowcy z klubu Prawa i Sprawiedliwości zaproponowali przygotowanie uchwały wyznaczającej miejsca, w których legalnie można byłoby spożywać napoje procentowe. Przekonywali, że wzorują się tym samym na rozwiązaniach funkcjonujących już we Wrocławiu, Warszawie, Szczecinie.
Ich zdaniem byłby to krok równoważący niedawno wprowadzoną w Lublinie nocną prohibicję. A jednocześnie ukłon w stronę mieszkańców i turystów korzystających z miejskich terenów rekreacyjnych. Należy tu przypomnieć, że i Skrzetuski, i Jakóbczyk, jako jedni z nielicznych lubelskich radnych, wstrzymali się od oddania głosu podczas procedowania uchwały o wprowadzeniu ograniczeniu sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych. Do końca roku „godziny nocne” to czas między 23.00 a 6.00, od przyszłego roku: od 22.00 do 6.00.
- Być może powiem to z pozycji wolnościowych, ale problemem jest nie godzina, a to ograniczanie. Oczywiście, rozumiem intencje twórców projektu uchwały, chodzi o bezpieczeństwo, spokój, ciszę nocną, i z tym się zgadzam. Niemniej jednak uważam, że wylewamy dziecko z kąpielą. Nie traktujmy obywateli tak, jakby każdy planował wieczorem wielkie spożywanie alkoholu - mówił na sesji rady miasta radny Jakóbczyk.
Wtedy Jakóbczykowi nie udało przekonać się innych radnych do swoich racji. Ale w interpelacji, napisanej wespół z radnym Skrzetuskim, przekonuje, że Lublin, jako silny ośrodek akademicki i turystyczny, powinien podążać za... europejskimi standardami. Politycy PiS przywołują więc przykłady Florencji, Kopenhagi i miast w Niemczech, w których spożywanie alkoholu w przestrzeni publicznej jest dopuszczalne, choć podlega lokalnym ograniczeniom.
Skrzetuski i Jakóbczyk twierdzą, że samo picie alkoholu w miejscu publicznym nie stanowi problemu, jeśli służby skutecznie reagują na przypadki zakłócania porządku.
- Dodatkowym argumentem przemawiającym za wprowadzeniem omawianych stref jest impuls dla przedsiębiorców, na przykład branży gastronomicznej, którzy mogliby w takich miejscach rozwijać działalność - przekonywali radni PiS w interpelacji.
Marcin Jakóbczyk w Radiu Lublin proponował, żeby strefy wypoczynku wolne od zakazu spożywania alkoholu utworzyć nad Zalewem Zemborzykim i na terenach przy Bystrzycy w rejonie ulicy Firlejowskiej.
Niewskazane i przedwczesne
Sekretarz miasta Andrzej Wojewódzki, odpisujący na interpelację z upoważnienia prezydenta Krzysztofa Żuka, nie podzielił entuzjazmu dla pomysłu radnych PiS. Przypomniał, że zaledwie kilka tygodni wcześniej rada miasta przyjęła uchwałę ograniczającą nocną sprzedaż alkoholu. Właśnie po to, żeby zmniejszyć liczbę interwencji służb i poprawić komfort życia mieszkańców.
W ocenie władz miasta tworzenie stref legalnego spożywania alkoholu byłoby sygnałem sprzecznym z przyjętą przez nie strategią: parki, deptaki i tereny rekreacyjne powinny zachować rodzinny, ogólnodostępny charakter, a dopuszczenie picia alkoholu mogłoby zniechęcać do korzystania z nich rodziny z dziećmi czy osoby starsze. Sekretarz miasta ostrzegł też przed wzrostem liczby zakłóceń porządku, większymi kosztami funkcjonowania służb miejskich, ryzykiem normalizacji spożywania alkoholu w oczach dzieci i młodzieży.
Wojewódzki odwołał się do orzeczeń sądów administracyjnych, które wskazują, że wprowadzenie takich wyjątków wymaga spełnienia dwóch jednoczesnych warunków: nie może ani negatywnie wpływać na politykę przeciwdziałania alkoholizmowi, ani zakłócać bezpieczeństwa czy porządku publicznego.
W konsekwencji administracja prezydenta Żuka nie zarekomendowała podejmowanie prac nad uchwałą wprowadzającą strefy legalnego spożywania alkoholu w przestrzeni publicznej miasta. Władze Lublina uznały liberalizację przepisów w tym zakresie za koncepcję „przedwczesną i niewskazaną”, niespójną z już przyjętą polityką ograniczania negatywnych skutków spożywania alkoholu.

Komentarze