Dostaliśmy e-mail, w którym Czytelnik ze szczegółami opisuje bójkę, do której miało dojść w nocy z piątku na sobotę na Starym Mieście.
- Piętnaście minut przed północą zaczęły do nas docierać typowe kibicowskie przyśpiewki z kilkunastu męskich gardeł. Zaintrygowani całą sytuacją zwróciliśmy nasze spojrzenia w kierunku Bramy Krakowskiej. Ku naszemu przerażeniu zauważyliśmy grupę około piętnastu, może dwudziestu dobrze zbudowanych, pijanych mężczyzn, którzy po chwili zaczęli się bić, kopać, krzyczeć a także rozdzierać na sobie ubranie. Szamotanina wyglądała naprawdę groźnie i wzbudziła strach w oczach licznych gości w ogródkach a także obsługi lokali - pisze pan Łukasz.
Podkreśla, że kilkakrotnie z kolegami dzwonili na policję, ale nie doczekali się na interwencję. - To, jak w nocy reagowały a raczej nie reagowały służby w centrum miasta woła o pomstę do nieba. Nie wiem czy musiałoby dojść do rozlewu krwi czy też do demolowania ogródków żeby ktoś się tym zainteresował?
Zupełnie inaczej sytuację przedstawiają policjanci. Andrzej Fijołek z biura prasowego lubelskiej policji przyznaje, że policjanci dostali tej nocy zgłoszenia, ale wyjaśnia, że bijatyki w ogóle nie było. - Widać to na monitoringu miejskim, który obejmuje ten teren. Dokładnie go przejrzeliśmy. Faktycznie pojawia się tam w tym czasie grupka osób, ale nie piętnastu czy dwudziestu, a około pięciu. Nie dochodzi do żadnej bójki, a jedynie, co najwyżej do wymiany słownej. Po chwili te osoby rozchodzą się w swoje strony - mówi.
Fijołek odpiera też zarzuty, że policjanci nie zainteresowali się sprawą. Według niego był tam patrol. - Najpierw, w tym samym czasie, przechodzili tamtędy policjanci, którzy prowadzili pijanych mężczyzn z innej interwencji przy ul. Jezuickiej. Niczego nie widzieli też funkcjonariusze w żółtych kamizelkach, którzy na co dzień patrolują deptak - tłumaczy.Wczorajszej nocy (piątkowej nocy - red.) przebywałem z grupą znajomych w jednej z restauracji na rynku. Piętnaście minut przed północą zaczęły do nas docierać typowe kibicowskie przyśpiewki z kilkunastu męskich gardeł. Zaintrygowani całą sytuacją zwróciliśmy nasze spojrzenia w kierunku Bramy Krakowskiej skąd owe dźwięki przybierały na sile. Ku naszemu przerażeniu zauważyliśmy grupę około 15, może 20 dobrze zbudowanych, pijanych mężczyzn, którzy po chwili zaczęli się bić, kopać, krzyczeć a także rozdzierać na sobie ubranie. Szamotanina wyglądała naprawdę groźnie i wzbudziła strach w oczach licznych gości w ogródkach a także obsługi lokali.
Nie czekając sięgnąłem po telefon i wybrałem numer 997 w celu zawiadomienia policji. Niestety, dzwoniąc o godzinie 23:46 nikt nie odebrał. Koledzy dodzwonili się natomiast na numer alarmowy 112 i powiadomili operatora, który usłyszawszy o co chodzi poinformował ich, że policja już otrzymała zgłoszenie od innych osób. Czekaliśmy więc 5, 10, 15 minut i nic. Młodzi ludzie przeklinali i bili się na wysokości restauracji Czarcia Łapa w centrum miasta a policja ani chociażby straż miejsca nie interweniowała. Zdenerwowany zadzwoniłem ponownie, tym razem na 112 gdzie usłyszałem od operatora, że zgłoszenie przekazał policji i tyle może zrobić. Pytałem gdzie jest policja ale nie potrafił udzielić mi odpowiedzi. Na moją prośbę przełączył mnie na numer 997 gdzie znowu nikt nie odbierał przez około minutę. W tym czasie agresywni mężczyźni zdążyli przemieścić się dalej, w kierunku Zamku.Nikomu z osób postronnych na szczęście nic się nie stało ale cała sytuacja, w centrum dużego miasta, przy nasilonym ruchu turystycznym również osób z zagranicy moim zdaniem jest bulwersująca i fatalnie świadcząc o sposobie działania służb porządkowych a także rzutuje negatywnie na wizerunek Lublina. Podczas całego wieczoru nie widziałem ani jednego patrolu pieszego na "starówce", przejechał tylko jeden policyjny radiowóz około godziny 22:00. Nikt nie zareagował, nikt nie zainteresował się co dzieje się w nocy w reprezentacyjnej części miasta. Zresztą, o ile mi dobrze wiadomo, na rynku i w okolicach Bramy Krakowskiej jest monitoring. Nie bardzo wiem tylko czy ktoś go obsługuje? Może nie działa? Naprawdę mam wielki szacunek do munduru ale to jak w nocy reagowały a raczej nie reagowały służby w centrum miasta woła o pomstę do nieba. Nie wiem czy musiałoby dojść do rozlewu krwi czy też do demolowania ogródków żeby ktoś się tym zainteresował? Dodam tylko, że lokal opuściliśmy około godziny 1:00 w nocy, do tego czasu również nie pojawiała się policja lub straż miejska, nawet na patrolu.
Liczę, że może Państwu uda się ustalić czym funkcjonariusze byli tak zajęci w nocy lub dlaczego nie zareagowali na kilka, może nawet kilkanaście zgłoszeń od mieszkańców miasta. Nie muszę chyba dodawać, że patrole w ruchliwym centrum miasta powinny być standardem w nocy.
Bijatyka czy pyskówka przy Bramie Krakowskiej? Czytelnik: Policja nie reagowała
- W reprezentacyjnym miejscu Lublina, koło Bramy Krakowskiej, pobiło się kilkunastu dobrze zbudowanych mężczyzn. Dlaczego nie zainterweniowała policja? - pyta nasz Czytelnik. - Takiego zdarzenia nie było - odpowiada Andrzej Fijołek z lubelskiej policji.
- 11.08.2014 07:30

Reklama













Komentarze