Delia w gruzach, archiwum ocalało
Z biurowca Delii została kupa gruzu. Byli pracownicy firmy bali się, że wraz z nim z ziemią zrównano także archiwum. Bez dostępu do niego nie mogą się starać o emerytury, renty czy zasiłki. Zwrócili się do nas o pomoc.
- 11.05.2009 12:19
- Buldożery wjechały w archiwum Delii! - zalarmował nas Andrzej Magdziak, wiceszef zamojskiej \"Solidarności”, który przepracował w szwalni 35 lat. - Pogrzebane zostały akta osobowe i finansowe dotyczące kilku tysięcy osób. Pomóżcie nam!
O co chodzi? Jeszcze w 2007 r. przy ul. Monte Cassino w Zamościu stał m.in. biurowiec, hale produkcyjne, hotel i kilka budynków Synergii. Majątek spółki (właściciela zlikwidowanej Delii S.A.) wystawił na licytację Komornik Sądowy Rewiru II przy zamojskim Sądzie Rejonowym. Postępowanie egzekucyjne wszczął wierzyciel Delii Bank PKO S.A.
Teren nabyła spółka P.A. \"Nova” z Gliwic. I zaraz rozpoczęła roboty budowlane. Wyburzono hale produkcyjne, ale biurowiec przez długi czas stał nietknięty. Szwaczki drżały o jego los.
Pani Teresa pracowała w Delii 30 lat. Przeszła na emeryturę. Dostaje co miesiąc 1 tys. zł. - Gdyby udało się te dokumenty wyrwać (chodzi o tzw. druki RP7 - red.), miałabym o co najmniej 200 zł więcej - tłumaczy. - To przecież niebagatelna suma.
W podobnej sytuacji są setki kobiet. Dlaczego? Andrzej K., były likwidator Delii po prostu nie przekazał dokumentów do archiwum państwowego, chociaż powinien to zrobić. Szwaczki powiadomiły o tym Państwową Inspekcję Pracy, a ta prokuraturę.
- Przeciwko likwidatorowi spółki został skierowany do sądu akt oskarżenia - tłumaczy Ewa Kuźnicka, wiceszefowa Prokuratury Rejonowej w Zamościu. Twierdzi jednak, że o losach archiwum nie wie nic.
Tymczasem w zeszłym tygodniu buldożery zamieniły były biurowiec Delii w górę gruzu. Co stało się z archiwum?
- Zostało w całości przewiezione do naszych magazynów w Gliwicach - uspokaja Ewa Bobkowska, prezes P.A Nova. - Nawet jeden dokument nie został zniszczony. Przewieźliśmy je w kwietniu, całymi regałami. Nie mieliśmy wyjścia. Nikt się dokumentami nie interesował.
Bobkowska nie ukrywa, że ta sytuacja ją oburza. - Nikt nas nie informował, że akta były w biurowcu. O ich przewiezieniu zawiadomiliśmy m.in. prokuraturę. Dziwię się, że załodze Delii o tym nie powiedziano - mówi pani prezes.
Magdziak dowiedział się o przeprowadzce od nas. - Kamień spadł mi z serca! - cieszy się. - Nova zachowała się przyzwoicie, ale martwi mnie postawa prokuratury. Byłem tam w sprawie akt, ale mnie zwyczajnie zbyto.
Zamojska Delia upadła trzy lata temu. Na ławie oskarżonych zasiadła czwórka członków zarządu spółki. Byłym prezesom prokuratura zarzuca uporczywe i złośliwie naruszenie prawa pracownicze. M.in. nie odprowadzali składek emerytalnych, przekraczali normy pracy i nie płacili wynagrodzeń w terminie. Pokrzywdzonych jest ok. 700 osób. Prezesom grozi do 2 lat pozbawienia wolności. Nie przyznają się do winy.
Reklama

Komentarze