Włoch wygrał proces z miastem, ale kamienicy nie dostał
Przez dwie sesje jeden z radnych dopytywał się o \"sprawę\" restauratora Luigiego Tondelli. Marcin Zamoyski nabrał jednak wody w usta. Radny nie odpuścił. W poniedziałek znów zaczął prezydentowi wiercić dziurę w brzuchu. I to przyniosło efekty.
- 26.05.2009 13:13
- W sprawie pana Tondelli nic się nie dzieje - dziwił się na ostatniej sesji radny Dariusz Zagdański, szef klubu PiS. - Można mieć wątpliwości, czy urząd stoi na straży prawa. Dlatego ponawiam pytanie: co dalej w tej sprawie? Czy pan prezydent sam pokryje koszty przegranego procesu?
Przypomnijmy. Luigi Tondelli jest właścicielem restauracji \"La Cantina” oraz pełni funkcję prezesa spółki \"Lubet”. Stanęła ona do przetargu na dzierżawę remontowanej za pieniądze z UE, kamienicy przy Rynku Wielkim (tzw. Morandówki) i wygrała go.
Z projektu adaptacji budynku, który restaurator otrzymał z UM, wynikało że do zagospodarowania będzie ponad 1100 mkw powierzchni. Jednak gdy pomierzył piwnicę, okazało się, że \"wyparowało” ok. 200 mkw!
Włoch domagał się tego, co było w pierwotnym projekcie. Jednak urzędnicy rozwiązali z nim umowę, ogłosili nowy przetarg i do kamienicy wprowadzili inną firmę.
Włoch szukał sprawiedliwości w sądzie. I wygrał w dwóch instancjach. Wyrok w lubelskim Sądzie Apelacyjnym zapadł 19 lutego. Nie pozostawia wątpliwości: kamienica ma wrócić do Włocha.
Miasto nie kwapi się do jej oddania. Dlatego Włoch przybył na marcową sesję i domagał się wydania kamienicy. Ujął się za nim Zagdański. Dopytywał się też kto poniesie koszty przegranego procesu (to ponad 10 tys. zł) i ewentualnego odszkodowania.
Prezydent Marcin Zamoyski uchylił się od odpowiedzi. Dlaczego?
- Bo oni próbowali się ze mną dogadać - mówi Luigi Tondelli. - Proponowali mi m.in. inną kamienicę przy rynku i miejsce w odremontowanym Nadszańcu. Jak? Bez przetargu? Nie chciałem z nimi rozmawiać. I już nie będę. Rozmowy chce ze mną prowadzić firma, która zajęła \"Morandówkę”. To są przedsiębiorcy, z nimi rozmawiać można…Urzędnicy czekają na wynik rozmów. Tak czy owak, komornika zawiadomiłem.
Jednak na poniedziałkowej sesji przemówiła w tej sprawie wiceprezydent Iwona Stopczyńska.
- Ta sprawa ma charakter cywilny i to powód kreuje jej przebieg - tłumaczyła m.in. Zagdańskiemu. - Czekamy na stosowne wnioski. Możemy też wnieść o kasację wyroku. Zastanawiamy się jeszcze czy to zrobić. Natomiast… czy pan prezydent pokryje koszty? To dziwne pytanie. Ja zadam inne. Jeśli miasto w procesach wygrywa, czy pieniądze należą się wtedy prezydentowi?
Wszyscy wstrzymali oddech, ale… odpowiedzi się nie doczekali.
Reklama
Komentarze