Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Obrabował sklep i groził samobójstwem. Negocjator interweniował w kukurydzy

– Żywcem mnie nie weźmiecie – krzyknął w stronę funkcjonariuszy ukrywający się w zagonie kukurydzy 24-latek. Trzeba było ściągnąć policyjnych negocjatorów. Nie pomogły strzały ostrzegawcze w powietrze
Pod nieobecność matki za ladą sklepu spożywczego w Wierzbie pod Starym Zamościem stanął we wtorek po południu 19-latek. Gdy w drzwiach pojawił się 24-letni Arkadiusz R. nie było innych klientów. – Napastnik uderzył 19-latka butelką w głowę, na następnie zaczął go bić rękami po całym ciele i kopać, gdy poszkodowany upadł na posadzkę – relacjonuje Joanna Kopeć, rzecznik prasowy zamojskiej policji. Na koniec sprawca zabrał z szuflady około 600 złotych utargu, a na zewnątrz uruchomił silnik stojącego pod sklepem volkswagena golfa należącego do pobitego nastolatka. Poszkodowany wezwał policję, która namierzyła poszukiwane auto w niedalekim Majdanie Sitanieckim. Na widok mundurowych kierowca zatrzymał samochód i uciekł w zarośla, a następnie czmychnął w pole kukurydzy. Nie pomogły dwa strzały ostrzegawcze. – Krzyknął do funkcjonariuszy, żeby do niego nie podchodzili, bo w przeciwnym przypadku skończy ze sobą – opowiada Kopeć. Wezwano na miejsce negocjatorów, którym po kilkudziesięciu minutach udało się przekonać ściganego do oddania się w ręce stróżów prawa. Zabezpieczono skradziony samochód wraz ukrytą w środku gotówką. Uspokojony nieco Arkadiusz R. trafił najpierw do szpitala, gdzie opatrzono mu dokonane najprawdopodobniej przy użyciu szkła nacięcia na rękach. Stamtąd przewieziono go do policyjnego aresztu, gdzie przebywa do tej pory. Wiadomo, że w chwili rozboju był trzeźwy. Za rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi od 3 do 15 lat pozbawienia wolności. Arkadiusz R. to dobry znajomy stróżów prawa. Wcześniej siedział już w więzieniu za pobicie i wywieranie wpływu na świadka. Poszkodowany 19-latek nie doznał na szczęście groźnych obrażeń.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama