Biuro lustracyjne Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie prześwietliło lubartowskiego starostę Mariana Starownika: przesłuchiwało funkcjonariuszy byłej Służby Bezpieczeństwa, szukało dokumentów w archiwach. Orzekło, że starosta agentem bezpieki nie był.
(dj)
25.04.2010 20:57
– Kto mi zwróci te 18 lat \"wytyków” na ten temat – mówi starosta Starownik. Pierwsze informacje o zarejestrowaniu go jako tajnego współpracownika pojawiły się na początku lat 90. Znalazł się wtedy na tzw. liście Macierewicza. W sądzie cywilnym wygrał proces udowadniając, że tajnym współpracownikiem bezpieki nie był.
W ubiegłym roku IPN opublikował, że Starownik w 1984 roku został zarejestrowany w kategorii kandydat na tajnego współpracownika przez Wydział IV WUSW w Lublinie, zaś w 1985 r. przerejestrowany na TW o pseudonimie \"Roman”. Z ewidencji został zdjęty 30 października 1989 roku ze względu na \"wybór do Sejmu”.
IPN znowu zajął się przejrzeniem co posiada na ten temat w swoich archiwach. Gdyby znalazł dowody świadczące współpracy, wystąpiłby do sądu o wszczęcie postępowania lustracyjnego. Doszedł do wniosku, że mimo formalnej rejestracji, Starownik z SB nie współpracował.
– Złożył więc zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne – informuje Daniel Załuski, naczelnik biura lustracyjnego IPN.
Bliższych informacji w tej sprawie IPN nie udziela.
– Wiem, że byli przesłuchiwani esbecy, pokazywano im moje zdjęcie, twierdzili, że mnie nie znają – dodaje Starownik. – Jeden z nich powiedział, że ktoś z Warszawy kazał mnie zarejestrować. Wiem, że miałem \"opiekunów” z SB, ale nikt mi żadnej współpracy nie proponował.
Komentarze