Wszystko działo się w sobotę późnym wieczorem. Po skończonym kursie na linii 20 autobus wracał z pętli w Dębówce do Lublina. Zamiast jechać starą trasą wjechał na drogę ekspresową, ale pod prąd. Poruszał się lewym pasem z włączonymi światłami awaryjnymi. Ktoś z kierowców jadących właściwą jezdnią nagrał wyczyn kierowcy autobusu. Nagranie trafiło do internetu na popularny portal YouTube.
- Autobus na filmie nie należy do nas - zastrzega Weronika Opasiak, rzecznik MPK Lublin. Firma sama postanowiła przeciąć jakiekolwiek spekulacje, bo wielu internautów w uproszczeniu pisało o "autobusie MPK”.
- Bez wątpienia jest to pojazd należący do PKS Zielona Góra - stwierdza Justyna Góźdź z Zarządu Transportu Miejskiego. Zielonogórski przewoźnik obsługuje w Lublinie kilka linii autobusowych: jego przegubowce kursują na liniach 10, 17, 18, 27 i 40, a krótkie pojazdy na liniach 2, 19, 22, 32 i wspomnianej już "dwudziestce”. - O incydencie powiadomiliśmy już policję.
Rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji Janusz Wójtowicz zapewnia, że funkcjonariusze sami wypatrzyli autobus. - Na ich widok kierowca autobusu zatrzymał się i poprosił o pomoc. Został bezpiecznie odeskortowany przez radiowóz. Skończyło się na pouczeniu - mówi Wójtowicz.
A skończyć mogło się także utratą prawa jazdy. - Jest taka możliwość - przyznaje Wójtowicz. - Zgodnie z art. 86 Kodeksu wykroczeń ten, kto powoduje zagrożenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, podlega karze grzywny do 5 tys. złotych, może też zostać zatrzymane mu prawo jazdy.
- Ubolewamy nad tym, co się stało. Dobrze, że nie doszło do tragedii - mówi Lilianna Krajewska z zarządu PKS Zielona Góra. - Prowadzimy w tej sprawie wewnętrzne postępowanie wyjaśniające i to tyle, co w tej chwili mogę powiedzieć.
Sam przewoźnik nie musi się obawiać konsekwencji ze strony miasta. - Był to już kurs zjazdowy, bez udziału pasażerów, poza rozkładem jazdy. Autobus wracał do bazy na ul. Hutniczą, nie mamy żadnych narzędzi, by wyciągać jakiekolwiek konsekwencje wobec przewoźnika - dodaje Góźdź.














Komentarze