Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama

Łoś nie przeżył akcji ratunkowej

W uwalnianiu łosia z kłusowniczych wnyków brał udział m.in. lekarz weterynarii, myśliwi, policja i strażacy. Akcja w miejscowości Krasne w powiecie lubartowskim się nie udała. Padłe zwierzę nadal leży na łące, a winnych brak.
Łoś nie przeżył akcji ratunkowej
- To jakaś chora sytuacja - denerwuje się Renata Stangryciuk, sekretarz gminy Uścimów. - Na miejscu było tyle służb i nikt nas o tym zdarzeniu nie powiadomił. Ja się o tym dowiedziałam się dopiero teraz.

Cofnijmy się do 11 listopada br. kiedy w miejscowości Krasne w powiecie lubartowskim w zastawione przez kłusownika wnyki wszedł łoś. Nie mógł się z nich oswobodzić.

- Ktoś szedł w pobliżu z krowami. Zobaczył rannego łosia i powiadomił służby - opowiada nam jeden z mieszkańców gminy Uścimów.

Jako pierwsza informacje o rannym łosiu dostała policja. - Skontaktowaliśmy się z centrum wojewody i wojewódzkim lekarzem weterynarii - relacjonuje mł. asp. Grzegorz Paśnik, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Lubartowie. - Lekarz, który przyjechał na miejsce, podał środek nasenny. Wtedy łoś został uwolniony z wnyk. Weterynarz miał być na miejscu aż zwierzę się wybudzi.

- Czy łoś nadal jest w tym samym miejscu następnego dnia rano miał sprawdzić myśliwy - twierdzi z kolei Henryk Kadłubiak, zastępca Powiatowego Lekarza Weterynarii w Lubartowie. - Ale wygląda na to, że nie sprawdził.Ktoś odciął poroże

Miejsce, gdzie wczoraj znaleźliśmy martwego łosia, jest oddalone od drogi i zabudowań. Zwierzę któremu ktoś odciął poroże, leży ok. 250 metrów od zbiornika Krzczeń, na bagnistym terenie.

- Łosia zostawiliśmy na miejscu żywego. Oddychał - zapewnia Adam Szumiało ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Nowodworze, który także był na miejscu i pomagał uwolnić zwierzę. - Z lekarzem weterynarii ustaliliśmy najpierw jedną dawkę środka usypiającego, później drugą. Mieliśmy podać jeszcze trzecią ale zobaczyliśmy, że środek już działa.

Szumiało jest zaskoczony, że łoś leży martwy. - Przykro mi. Myślałem, że wszystko dobrze się skończy - mówi. On również twierdzi, że rano to miejsce miał sprawdzić myśliwy.

Brak sprawnej organizacji

- Nie wiem, co miał zrobić kolega - odpowiada Janusz Lakutowicz, łowczy Lubelskiego Towarzystwa Myśliwskiego. - Ja siedziałem i dzwoniłem, by sprowadzić na miejsce odpowiednie służby. Moja rola powinna się skończyć ok. godz. 11.30, a o godz. 15 jeszcze nikogo w lesie nie było. jako Polski Związek Łowiecki nie mamy z tą sprawą nic wspólnego. Tylko świadczyliśmy usługi dobrej woli - podkreśla.

Jego zdaniem przy tego typu akcjach brak jest sprawnej organizacji. - To jest w kompetencjach służb wojewody - dodaje Lakutowicz.

Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama