\"Śmierć szczęśliwa\" w Teatrze Centralnym
W piątek i sobotę (18-19.02) na deskach Studia Telewizji Polskiej Lublin przy ul. Raabego w Lublinie zobaczymy \"Śmierć Szczęśliwą”, najnowszy projekt Łukasza Witt-Michałowskiego z udziałem aktorów Wrocławskiego Teatru Pantonimy.
- 16.02.2011 13:36

Punktem wyjścia spektaklu jest debiutancka powieść Alberta Camus\'a. Wątkiem zaczerpniętym ze \"Śmierci szczęśliwej” spektakl się zaczyna i kończy. Cytat z francuskiego noblisty to także motto przewodnie sztuki. \"Gdy się zobaczyło tylko piękno szczęścia na twarzy ukochanej osoby, wiadomo już, że dla człowieka nie może być innego powołania, jak wzbudzanie tego światła na twarzach otaczających nas ludzi. Bardzo chcę umrzeć - pomożesz mi?” - pyta jeden z bohaterów.
\"Śmierć szczęśliwa” to spektakl o eutanazji, ale też o śmierci w ogóle. Tworzy go kilka wymieszanych ze sobą historii z różnych zakątków świata. Jest opowieść o wstrzykiwaniu chorym krwi z wirusem HIV w Chinach, jest też historia o przeszczepie narządów chorego dziecka, czy śmiertelnej chorobie bogatego playboya. Historie wstrząsające i długo nie dające o sobie zapomnieć. Ale nie jest to najważniejszy powód, dla którego warto spędzić wieczór w teatrze.
Siedząc w ciemnym wnętrzu telewizyjnego studia, przy dźwiękach nastrojowej muzyki Maxa Kowalskiego, łatwo się zapomnieć i na półtorej godziny przenieść w inny świat. Na scenę podzieloną na dziewięć klatek–pokoi publiczność patrzy z góry.
W podglądaniu aktorów pomaga obraz z kamer, które raz podkreślają, a raz przekłamują rzeczywistość. Widz gubi się, bo aktorzy grają raz w pionie, raz w poziomie, a swoim idealnym ruchem łamią prawa fizyki. Piękne obrazy, które kojarzą się raczej z podrasowanym efektami specjalnymi kinem, niż z teatrem, nierzadko odrywają widza od sączących się z głośników traumatycznych opowieści.
Ale może takie właśnie było zamierzenie reżysera? Bo jak dyskutować o czymś, czego się nie przeżyło?
Reklama













Komentarze