Ale od początku. 17 sierpnia 2022 roku Dariusz G. pędził swoim lexusem w kierunku Lublina. Został zatrzymany do kontroli drogowej, gdyż znacznie przekroczył prędkość – jechał 137 km/h w miejscu, gdzie dopuszczalne jest 90. Dyrektor tomaszowskiego szpitala od początku utrzymywał, że gna, łamiąc drogowe prawo, bo śpieszy się do lubelskiego oddziału NFZ, gdzie ma do podpisania ważne dokumenty. Funkcjonariuszy takie tłumaczenia nie wzruszyły – zgodnie z taryfikatorem wykroczenie kierowcy wycenili na 1000 zł i 8 pkt karnych.
Dariusz G. zadzwonił do tomaszowskiego starosty, Henryka Karwana. Ten zaś zatelefonował do Bogdana Kulasa, zastępcy komendanta miejscowej policji. Później obaj potwierdzili, że taka sytuacja miała miejsce. Karwan zaznaczył, że Dariusz G. nie informował go, dlaczego jechał z tak dużą prędkością. Kulas mówił zaś, że niewiele pamięta, ale prawdopodobnie zadzwonił do patrolu zapytać, ile trwa kontrola i czego dotyczy.
Ostatecznie dyrektor mandat i punkty i tak dostał, a następnie ruszył do Lublina. I sprawa mogłaby się na tym skończyć. Ale się nie skończyła.
Tutaj dochodzimy do sedna. Prokuratura Regionalna w Lublinie i policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych zajmowali się tematem układów w tomaszowskiej komendzie, którą nie bez racji Kronika Tygodnia nazwała gangiem Olsena. O co chodzi?
Zorganizowana grupa przestępcza na komendzie
Z ustaleń śledczych wynika, że między policjantami a wybranymi kierowcami miały funkcjonować nieformalne relacje. W zamian za różnego rodzaju korzyści – od drobnych upominków po inne przysługi – funkcjonariusze mieli przymykać oko na wykroczenia drogowe, odstępować od nakładania mandatów czy punktów karnych, a także ingerować w przebieg kontroli. Te korzyści to choćby flaszka wódki, drewno do kominka czy… rabat na zakup płynu chłodniczego.
Prokuratura uznała, że działania te nie miały charakteru incydentalnego, lecz były powtarzalne i systemowe. Część oskarżonych, z komendantem Tadeuszem B. na czele, usłyszała zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a także przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowych i osobistych.
Tomaszowscy policjanci mieli nawet opracowany kod językowy, którym porozumiewali się, by ustalić, czy dany kierowca należy do grona „krewnych i znajomych Królika” i warto potraktować go ulgowo. Kod oparty był na określeniach pogodowych. Mało tego, z akt sprawy wynika, że komendant ustalał grafik urlopowy oraz grafik służbowy wydziału tak, by zapewnić składy patroli z kręgu zaufanych członków grupy, umożliwiając w ten sposób sprawne funkcjonowanie jego skorumpowanej kliki.
Poza funkcjonariuszami na ławie oskarżonych zasiedli również sami beneficjenci policyjnej przychylności, którzy mieli korumpować ich w ten czy inny sposób – wśród nich m.in. mechanik, drobni przedsiębiorcy czy też księża.
Czy Dariusz G. także należał do tej nieformalnej grupy i miał prawo liczyć na przywileje ze strony drogówki?
Tego nie wiadomo, ale dokładnie na tę okoliczność 13 września 2023 przesłuchało go BSW. Dyrektor zeznał, że zadzwonił do starosty, by przyspieszyć kontrolę drogową, bo spieszył się do NFZ. Nie chciał odstąpienia od karania go mandatem. Twierdził, że miał do podpisania dokument – chodziło o aneks do jakiejś umowy, bez czego szpital nie otrzymałby dofinansowania. Ostatecznie do NFZ w tym dniu i tak nie zdążył, a w Lublinie odwiedził jedynie córkę.
Śledczy zaczęli drążyć temat rzekomych dokumentów, które wymagały pilnej sygnatury Dariusza G. Szczegółowa analiza sprawy wykazała, że między 17 a 31 sierpnia 2022 roku Dariusz G. nie miał zaplanowanej żadnej wizyty w lubelskim oddziale NFZ.
Co na to obrona?
Pełnomocnik oskarżonego twierdzi, że takie spotkanie nie musiało być zaplanowane, bo chodziło tylko o przyjechanie, podpisanie jednego papierka i to wszystko. Linia obrony brzmi następująco:
W zeznaniach Dariusza G. w dniu 13 września 2023 podejrzany wskazywał jedynie swe prywatne plany, zeznając że spieszyłem się do NFZ, gdzie miałem podpisać ważny dokument. To miało być podpisane umowy związanej z działalnością szpitala i tego dnia musiałem być w NFZ. Powyższe zeznania stanowiły odniesienie do subiektywnie postrzeganych czynności i stanowiły relację o osobistym i prywatnym planie G. do przeprowadzenia właśnie tego dnia czynności, zmierzających do uzupełnienia braków w dokumentach.
W zeznaniach Dariusz G. w żaden sposób nie wskazuje na formalne zaplanowanie czynności w lubelskim oddziale NFZ, których potwierdzenia można doszukiwać się w formalnie zaplanowanych i zapisanych dokumentach.
Oskarżony nie wypowiedział słów o zaplanowanych czynnościach ze strony NFZ.
Postawienie tezy o umówionym spotkaniu jest wyjściem poza treść zeznań złożonych w charakterze świadka przez Dariusza G. 13 września co do okoliczności kontroli drogowej. Nie opisywał precyzyjnie swoich zamiarów.
Nie stanowi zatem sprzeczności i fałszywego zeznania fakt, że G. wskazał na swe plany i mówił, że miał stawić się w siedzibie NFZ w sytuacji, w której ze strony NFZ takie spotkanie nie było formalnie zaplanowane.
Obrona podkreślała też, że bezzasadny jest zarzut o brak rozliczonej delegacji dyrektora z tego dnia, bowiem ten nie zdążył dotrzeć na czas do NFZ, więc nie mógł rozliczyć takiej delegacji. Jednocześnie nierozliczona delegacja ma znajdować się w szpitalnej dokumentacji. Z drugiej strony można zadać sobie pytanie, czy sfabrykowanie takiego „papierka” post factum stanowi problem dla dyrektora szpitala? Odpowiedź pozostawmy inteligencji czytelników.
G. zeznawał w prokuraturze, że nie chodziło ściśle o podpisanie umowy, a jedynie o złożenie brakującego podpisu na aneksie. – Uzupełnienie braków formalnych w umowie to nadal podpisywanie umowy. Nie sądziłem, że muszę aż tak precyzyjnie tę kwestię opisywać podczas zeznań na policji – zeznał dyrektor tomaszowskiego SPZOZ, dodając, że braki formalne w papierach uzupełnił finalnie kilka dni później.
Prokuratura: Dariusz G. niewiarygodny
Ostatecznie prokuratura nie dała wiary zeznaniom dyrektora szpitala. Ustalono, że w tym okresie nie było konieczności podpisywania żadnych dokumentów, a nadto nazwisko Dariusza G. nie widnieje też w księdze wejść do NFZ w tym, ani w żadnym z kolejnych dni. Ten w toku śledztwa zeznał, że dokument podpisywał w miejscu, które nie wymaga wpisania się do księgi wejść. Mówił, że jedna z pań pracujących w oddziale wyszła do niego z papierkiem i nie dotarł on nawet do miejsca, gdzie rejestruje się wizyty petentów. Nikt tego nie potwierdził.
Prokuratura przedstawiła Dariuszowi G. zarzuty składania fałszywych zeznań 4 listopada 2024. Teraz, po kilkunastu miesiącach, sprawa trafi na wokandę. Pierwsza rozprawa już w piątek, drugi termin wyznaczono na 28 kwietnia. Wśród świadków są m.in. komendant Kulas, starosta Karwan, pracownica administracyjna szpitala, a także pracownica NFZ.
Jeśli Dariusz G. zostanie prawomocnie skazany, będzie musiał pożegnać się z dyrektorskim stołkiem. Sam odnosi się do sprawy krótko. – Zarzuty są absurdalne – mówi i zapowiada, że spokojnie czeka na piątkową rozprawę. Zamierza się bronić.
Równolegle toczy się sprawa policyjnej kliki z Tomaszowa - proces przed zamojskim sądem został jednak zawieszony ze względów formalnych, niezwiązanych z samym postępowaniem. Chodzi o skargę do TSUE dotyczącą niezawisłości sędziów.














Komentarze