Kandydat Prawa i Sprawiedliwości w wyborach do europarlamentu został skazany za nielegalną agitację. Prof. Waldemar Paruch musi zapłacić 3 tys. zł. Grzywna to kara za to, że spotkał się z wyborcami w gmachu urzędu.
jsz
11.12.2014 07:45
Zgodnie z przepisami Kodeksu Wyborczego, nie wolno prowadzić agitacji m.in. w budynkach administracji samorządowej. Tymczasem majowe spotkanie w Łukowie odbyło się w gmachu, w którym mieści się urząd miasta i starostwo. Trwała wówczas kampania do Parlamentu Europejskiego, a prof. Paruch był kandydatem PiS.
Jego konkurent zawiadomił prokuraturę. Ta z kolei przekazała sprawę policji. Mundurowi uznali, że prof. Paruch naruszył Kodeks Wyborczy. Skierowali do sądu wniosek o ukaranie, domagając się 1 tys. zł grzywny. Proces ruszył we wrześniu, wyrok zapadł wczoraj. Sąd okazał się bardziej surowy od oskarżyciela i skazał prof. Parucha na 3 tys. zł grzywny oraz pokrycie blisko 400 zł kosztów sądowych.
Podczas procesu kandydat PiS nie przyznawał się do winy. Zapewniał, że nie zna Łukowa i nie zdawał sobie sprawy, że był w budynku samorządowym. Miał się o tym o tym dowiedzieć dopiero kilka dni po spotkaniu. Obrońca prof. Parucha przekonywał również, że skoro spotkanie odbyło się w sali konferencyjnej, gdzie urzędnicy nie podejmują decyzji (ale obradują tam radni - red.), to miejsca tego nie można traktować jak urząd.
Sąd był innego zdania. Na argumentach obrony nie zostawił suchej nitki. Z zebranych w sprawie materiałów wynika, że podczas spotkania prof. Paruch doskonale wiedział, gdzie jest. Zdaniem sądu, świadomie dopuścił się wykroczenia. Nie powinien tego robić zwłaszcza, że jest politologiem. Wyrok nie jest prawomocny. Z nieoficjalnych informacji wynika, że można się spodziewać apelacji.
Komentarze