Dziecko poleca \"Zamach w Smoleńsku\". Czytelniczka: Cenzura nie jest potrzebna
Przeczytałam artykuł pt. Dziecko poleca \"Zamach w Smoleńsku\" i nie chce mi się wierzyć, że w naszym wolnym kraju istnieją ludzie, którym marzy się cenzura.
- 12.04.2012 16:51

Tymi marzącymi są rodzice oczekujący, że kwestię kształtowania poglądów ich dzieci należy w całości przerzucić na państwo, w tym szkołę, a nie pozostawiając ją matce i ojcu. Nie oburza mnie, że sprawa katastrofy w Smoleńsku jest przedmiotem zainteresowania także uczniów szkół podstawowych, bo było to przecież wydarzenie tragiczne, w którym zginęło 96 osób, w tym prezydent naszego kraju. I nie ma tu znaczenia opcja polityczna, jaką reprezentowały ofiary, bo przecież zginęli ludzie, których każdy znał, choćby z mediów. (…)
Byłabym zdumiona i oburzona, gdyby 20 lat po tzw. transformacji pojawiły się w szkołach zakazane tematy, tak jak niegdyś Katyń.
Nie widzę nic zdrożnego w tym, że w gazetce szkolnej uczeń podzielił się z kolegami opinią na temat przeczytanej książki i zrobił to w sposób poprawny stylistycznie i nie uwłaczający nikomu.
Mimo że nie cenię dzieła pt. Harry Porter, nigdy nie przyszłoby mi do głowy słać skargi do kuratorium, a może i do MEN, angażować media z tego powodu, że szkoły korzystają z lektury, którą uważam za bezwartościową.
W przypadku książki \"Zamach w Smoleńsku” nikt nie został zobowiązany do jej przeczytania, a więc wzburzony ojciec zamiast podnosić larum powinien swojemu dziecku wyjaśnić, dlaczego jego
zdaniem tę lekturę należy uznać za szkodliwą i niegodną czytania albo też zachęcić do repliki na łamach gazetki szkolnej.
Ja natomiast mogę tylko wyrazić uznanie dla ucznia 6 klasy, iż interesuje go historia współczesna, nawet ta wzbudzająca kontrowersje wśród społeczeństwa.
Jeśli chcemy wychować myślące pokolenie, to nie możemy w przypadku drażliwych tematów, literaturę prezentującą inny punkt widzenia usuwać przed młodzieżą. (…)
Zbulwersowanym rodzicom zalecam zignorowanie tej książki skoro razi ich uczucia i nie jest obowiązkową lekturą szkolną. Ja niestety, jako uczennica musiałam przebrnąć przez twórczość pt. Jak hartowała się stal” i zaliczyć film \"Lenin w Polsce” bez względu na zdanie moich rodziców, za którego wyrażenie publiczne na pewno spotkałyby ich wówczas represje.
Jakoś te dzieła nie przewróciły mi w głowie. Więc może i \"Katastrofa w Smoleńsku” nie stanowi aż takiego zagrożenia wymagającego angażowania sił w obronie światopoglądu dzieci”.
Pani Jolanta
Reklama
















Komentarze