Kolejny raz impreza na Arenie Lublin była współfinansowana z pieniędzy podatników. Do organizacji LOTTO Lubelskie Cup dołożył Urząd Marszałkowski. – Z budżetu na promocje wydaliśmy 800 tys. zł netto (984 tys. zł brutto – dop. red) – informuje Beata Górka, rzecznik UM.
To rekordowa kwota. Mniej kosztował koncert Boba Geldofa (ponad 741 tys. zł) czy impreza organizowana przez TVN na otwarcie Areny Lublin (800 tys. zł), która – w przeciwieństwie do Geldofa i turnieju piłkarskiego – wypełniła stadion do ostatniego miejsca. Za te przedsięwzięcia zapłacił MOSiR, który tym razem nie partycypował w wydatkach.
– Organizatorem turnieju była firma Polish Sport Promotion, która wynajęła od nas stadion i wzięła na siebie ryzyko finansowe. My od siebie nic nie dopłacaliśmy – zapewnia Tomasz Grodzki, prezes MOSiR.
Mimo dużych nakładów na promocję, chętnych do obejrzenia na stadionie transmitowanego przez TVP Sport turnieju było niewielu. Według wstępnych danych organizatorów bilety (od 30 do 120 zł – red.) na pierwszy dzień zawodów kupiło około pięciu tysięcy osób, a na drugi blisko siedem tysięcy. Na trybunach zasiadło jednak mniej widzów. 16-tysięczny obiekt świecił pustkami.
To zła wiadomość, bo jeżeli miasto nie chce zwracać dotacji Unii Europejskiej, do końca roku Arenę Lublin musi odwiedzić 361 tysięcy widzów. Na koniec czerwca było ich 200 tysięcy. Turniej LOTTO Lubelskie Cup miał poprawić tę statystykę, ale niewiele pomógł.
– Jestem rozczarowany, bo spodziewałem się większej publiki. Można zastanawiać się nad przyczyną takiego stanu rzeczy. Tym razem przecież i promocja była dobrze zorganizowana i obsada, wbrew temu, co pisało się w mediach, gwiazdorska – przekonuje Grodzki.
Ale to nie do końca prawda. W najsilniejszych składach przyjechały tylko Szachtar Donieck i Lechia Gdańsk. AS Monaco oraz Hannover 96 zostawiły w domu wielu czołowych piłkarzy, przysyłając do Lublina głębokie rezerwy.
– Jestem zdegustowany, bo spodziewałem się, że będą grali w piłkę, a oni kopali się po czołach. Czuję się oszukany, bo zapłaciłem za oglądanie solidnych europejskich drużyn, a zobaczyłem juniorów. Kilku piłkarzy, którzy zagrali w meczu Monaco z Hannoverem 96 nie poradziłoby sobie w trzeciej czy czwartej lidze polskiej. Ci chłopcy mieli problemy z dokładnym dośrodkowaniem piłki. Pracując w niższych ligach obracam się w kręgu słabo wyszkolonych technicznie piłkarzy, spodziewałem się, że tu zobaczę coś więcej – tłumaczył trener piłkarski Sławomir Kozłowski, który w sobotnie popołudnie zasiadł na trybunach Areny Lublin.
Nie wszyscy kibice byli jednak zawiedzeni. – Bardzo nam się podobało, pierwszy raz byliśmy tu na stadionie i po to głównie przyszliśmy. Nie mogliśmy oglądać pierwszych składów wszystkich drużyn, ale to chyba normalne w turniejach wakacyjnych. Przecież zawodnicy dopiero weszli w fazę przygotowań do sezonu – zauważa pan Piotr, który zabrał na turniej swojego syna.














Komentarze