Zachowania, o których mówiła dzisiaj jedna z pokrzywdzonych, nie powinny mieć miejsca w żadnym zakładzie pracy – mówi mec. Andrzej Latoch, pełnomocnik lekarek. – Na sali były duże emocje. Udało się częściowo przesłuchać jedną z pań. Kilka razy się popłakała.
Sprawą doktora W., byłego szefa oddziału gastroenterologii w szpitalu przy al. Kraśnickiej, zajmuje się Sąd Rejonowy Lublin-Zachód. Z uwagi na interes prywatny poszkodowanych, sędzia Agnieszka Kołodziej postanowiła wyłączyć jawność postępowania. Wiadomo jedynie, że Antoni W. konsekwentnie nie przyznaje się do winy. Jeszcze przed wejściem na salę rozpraw, jego obrońca odpierał wszelkie zarzuty.
– Nie znam szefa oddziału, który by nie zajmował się przyjmowaniem pracowników i szkoleniem ich. Tak mój klient przedstawia sprawę – oświadczył mec. Stanisław Estreich. – Wszelkiego rodzaju objawy niezadowolenia podwładnych mogły brać się ze stosunku zależności, wynikały z jego wymagań. Dotyczyły one stałej nauki i podwyższania swoich kwalifikacji.
Z relacji lekarek wynika, że wymagania doktora W. nie ograniczały się tylko do tego. – Nie podobało mu się, że chodzę w jeansach. Krzyczał, że mój ubiór jest karygodny. Dodał, że są inne ośrodki, w których mogę dokończyć specjalizację. Potem kazał mi nosić mini – wspominała po ujawnieniu afery jedna z poszkodowanych lekarek. – Powiedział, że mam piękne nogi i on chce je oglądać. Rozpłakałam się.
Kobieta zaczęła brać leki uspokajające. Sięgały też po nie także jej koleżanki. Z relacji kobiet wynika, że panicznie bały się Antoniego W. Nie mogły spać, przed wyjściem do pracy wymiotowały.
– Bałam się jeździć windą, żeby go nie spotkać. Kiedy jechaliśmy z jakąś pielęgniarką modliłam się, żeby nie wysiadła wcześniej. Byłam przerażona na samą myśl, że mogę zostać z nim sama. Wtedy od razu obmacywał – opowiadała jedna z lekarek.
Jak twierdzi, doktor W. molestował ją kiedy była panną, po wyjściu za mąż, a nawet wtedy gdy zaszła w ciążę.
– Jeszcze przed ślubem, na zebraniu powiedział o prawie do sprawdzenia czystości przedślubnej. Stwierdził, że sam musi to zbadać. Mówił o tym publicznie, przy innych mężczyznach – wyznała nam jedna z poszkodowanych kobiet.
Skandal z Antonim W. w roli głównej wybuchł w lutym tego roku. Rezydentki opowiedziały dyrekcji szpitala o molestowaniu. Ich szef został natychmiast zwolniony z pracy. Nadal leczy, ale w prywatnej przychodni.
– Pozostali pracownicy oddziału okazali pokrzywdzonym wielkie wsparcie. Panie są za to bardzo wdzięczne. Dzięki temu wiedzą, że decyzja o ujawnieniu skandalicznego zachowania Antoniego W. była słuszna – dodaje mec. Latoch.
Sprawą zajęła się prokuratura. Śledczy doszli do wniosku, że doktor W. przynajmniej od 2012 roku molestował i nękał podległe mu lekarki - rezydentki. 59-latek usłyszał zarzuty dotyczące czterech kobiet. Z ustaleń śledczych wynika, że wszystkie były nękane. Wobec trzech kobiet Antoni W. miał się dopuszczać tzw. „innych czynności seksualnych”.
Lekarz tłumaczył śledczym, że kobiety bywały w jego gabinecie tylko służbowo.
– Zamknął za mną drzwi i gonił wokół stołu. Śmiał się i chciał obmacywać, a ja płakałam – wspominała jedna z podwładnych doktora W.
– Mnie zaprosił kiedy byłam w zaawansowanej ciąży, posadził na głębokiej kanapie i zaczął obmacywać – dodaje jej koleżanka.
Antoniemu W. grozi do 3 lat więzienia.

Komentarze