– Nauczycielka przyprowadziła do mnie Mateusza i pokazała, że ma na plecach pręgi, jak po pobiciu – zeznała wczoraj w sądzie dyrektor szkoły, do której chodził jeden z poszkodowanych. – Pytaliśmy chłopca, skąd wzięły się te ślady. Stwierdził, że brat go pobił, bo tak się bawią.
Zdaniem śledczych, za rany na plecach nastolatka odpowiadają jego rodzice zastępczy. 53-letni Zbigniew Z i jego żona Monika. W 2012 zaopiekowali się Mateuszem i Rafałem, siostrzeńcami Moniki Z. Wzięli ich do swojego domu w miejscowości Szerokie.
– To była decyzja podjęta z marszu. Bez przygotowania pedagogicznego. Uczyliśmy się na własnych błędach – przyznał podczas poprzedniej rozprawy Zbigniew Z.
Z akt sprawy wynika, że małżonkowie nie radzili sobie z wychowaniem nastolatków. Zaczęli więc sięgać po przemoc. Poniżali chłopców i stosowali różnego rodzaju kary za najdrobniejsze nawet przewinienia. W sprawie interweniowało Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. Skończyło się rozwiązaniem rodziny zastępczej i aktem oskarżenia. Prokurator zarzucił Zbigniewowi M., że bił nastolatków, poniżał ich, ograniczał posiłki, zmuszał do pracy i zamykał w domu. Monika Z. usłyszała podobne zarzuty.
– Oskarżeni to spokojni ludzie, sama oddaję im pod opiekę swoje dziecko – przekonywała wczoraj w sądzie Agnieszka K., bliska znajoma rodziny Z. – Nie słyszałam żadnego wyzywania. Nie widziałam przemocy. Gdy kiedyś Rafał wrócił pijany, Zbigniew tylko kazał mu się położyć i potem z nim rozmawiał. Dzieci miały wszystko.
Inne wnioski można wyciągnąć z zeznań pozostałych świadków. Dyrektor szkoły, do której uczęszczał Mateusz oceniła, że z otwartego i pogodnego chłopca, zmienił się on w zamkniętego w sobie nastolatka.
– Był zaniedbany, jeśli chodzi o ubranie, miał dziurawe buty i za krótkie spodnie. Nie jeździł na żadne wycieczki. Dopiero po naszych ponagleniach opłacono mu obiady – wspominała dyrektor.
Podczas wczorajszej rozprawy zeznawał również sąsiad rodziny Z. Jego syn chodził do klasy z jednym z pokrzywdzonych chłopców.
– Mateusz chodził wystraszony. Miał zakaz spotkań z rówieśnikami i wychodzenia z domu – zeznał Tomasz K.
Z relacji mężczyzny wynika, że chłopcy wykonywali szereg prac domowych. Rąbali nawet drewno, co dla Rafała skończyło się zranieniem ręki. W czasie śledztwa Tomasz K. zeznał również, że był świadkiem przemocy. Widział, jak Zbigniew Z. rzucił w głowę Mateusza pękiem kluczy. Mężczyzna słyszał też, jak sąsiad krzyczy do dzieci: „Poj..ne sk..yny, ch…je!”
– Chłopcy chodzili głodni i zaniedbani. Mieli za duże buty i porozrywane plecaki – zeznał sąsiad. – Kiedyś dałem Mateuszowi loda. Nie powiedział o tym Monice, więc dostał karę. Nie wiem, jaką.
Małżonkowie Z. nie przyznają się do zarzutów. Zaprzeczają, by stosowali wobec chłopców jakiekolwiek formy przemocy. Z relacji Moniki i Zbigniewa Z. wynika, że doszło do konfliktu między nimi a koordynatorką z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. W rezultacie małżonkowie mieli zostać pomówieni przez chłopców.














Komentarze