Zadłużenie PKS Puławy sięga kilkunastu milionów złotych. Jesienią ubiegłego roku rozpoczął się proces jego wygaszania. Pracownicy spółki otrzymali już trzymiesięczne wypowiedzenia, a ich nowym pracodawcą miał być wyłoniony w drodze przetargu prywatny przewoźnik.
Ten nie gwarantował jednak zatrudnienia mechanikom i administracji, więc związkowcy zainterweniowali w ministerstwie. Ku zaskoczeniu wszystkich, resort wydał nowe polecania. Likwidacja PKS-u ma być układowa, a działalność firmy zachowana.
MSP poleciło wstrzymanie procesu likwidacji i zawieszenie rozstrzygnięcia przetargu na dzierżawę autobusów i zatrudnienie kierowców. Według najnowszych wytycznych, prezes PKS Puławy, Paweł Bińczyk został zobligowany do opracowania planu alternatywnego rozwiązania.
Polegać ma ono na jak najszybszej sprzedaży nieruchomości przy ul. Dęblińskiej w Puławach, oddłużeniu za te pieniądze dworca w Rykach (któremu grozi zlicytowanie przez komornika) oraz zachowanie działalności np. pod szyldem PKS Ryki.
Na razie zainteresowany pomocą w ratowaniu PKS-u przed sprywatyzowaniem jest burmistrz Ryk, Jarosław Żaczek, który we wtorek był w Warszawie. Jest szansa, że miasto Ryki wyłoży pieniądze na zakup zadłużonego dworca. To zablokowałoby ewentualną licytację.
- Według nowych wytycznych mam sporządzić nowy biznesplan na utrzymanie PKS Ryki i to robię. Zostanie on przedstawiony w MSP. Według tych założeń muszę w pierwszej kolejności sprzedać nieruchomości w Puławach, ale na to na razie nie mam zgody resortu. Moim zdaniem PKS Ryki zasługuje na przetrwanie, ale na razie czarno to widzę - mówi Paweł Bińczyk, prezes PKS Puławy.
Na razie nie wiadomo, czy prezesowi Bińczykowi uda się sprzedać nieruchomości przy ul. Dęblińskiej w Puławach, ani kiedy to się stanie. Nie wiadomo też ile przyniesie to pieniędzy.
Nie wiadomo także tego, jak długo swoją ofertę dla PKS-u utrzyma prywatny przewoźnik, firma RAGO, który chciał zatrudnić kierowców (75 procent załogi), przejąć autobusy i kursy. Według związków, to za mało.
Zdaniem prezesa odrzucenie oferty RAGO jest bardzo ryzykowne.
- Mieliśmy dobrą ofertę uratowania 75 procent załogi, a teraz nie wiemy, jak zakończy się ta historia. Nasze związki zawodowe, które zażądały lepszych warunków, ryzykują bardzo wiele.














Komentarze