Czytaj więcej: Uznali ją z zmarłą. Obudziła się w chłodni
Wróciła do domu w dobrej kondycji, ale w myśl prawa wciąż była "martwa”. Akt zgonu trzeba było unieważnić. Lubartowska prokuratura złożyła odpowiedni wniosek, a w poniedziałek tamtejszy sąd zajął się sprawą. Dokument został unieważniony. – Janina Kołkiewicz nie umarła, więc akt zgonu stwierdzał zdarzenie niezgodne z prawdą – uzasadniał sędzia Paweł Rybicki.
Decyzja sądu jest nieprawomocna. Formalnie dopiero za 21 dni pani Janina będzie mogła być uznana za żywą. Staruszki nie było w sądzie. Nie pozwolił jej na to stan zdrowia. O tym, że kobieta żyje, zapewniał jednak jej siostrzeniec. – Ciocia czuje się średnio, ma depresję – przyznał Tadeusz Kołkiewicz. – Zrobiło się spore zamieszanie, ale ona nie wie o sprawie. Nie pamięta niczego z tamtych wydarzeń. Jest przekonana, że spała w domu.Rodzina od pięciu lat opiekuje się panią Janiną. W poniedziałek siostrzeniec staruszki relacjonował w sądzie wydarzenia z 6 listopada ubiegłego roku. Około godz. 8 rano pan Tadeusz zajrzał do pokoju ciotki. Zaniepokoił się, bo kobieta wstawała zwykle o świcie. – Myślałem, że zemdlała. Sprawdziłem jej puls i niczego nie wyczułem – wspominał 60-latek. – Podniosłem jej nogę i też nie było reakcji. Miała zamknięte oczy i zaciśnięte usta.
Mężczyzna wezwał lekarkę z miejscowego ośrodka zdrowia, która stwierdziła, że pani Janina nie żyje. Następnie wystawiła akt zgonu, z którym pan Tadeusz udał się do urzędu stanu cywilnego, zakładu pogrzebowego i księdza. Pracownicy firmy pogrzebowej zabrali staruszkę do chłodni. Jak zeznali później w prokuraturze, podczas transportu kobieta była zimna. Wyglądała na martwą.
Po kilkunastu godzinach jeden z właścicieli zakładu przyjechał z kolejnym ciałem. Zajrzał do leżącej w foliowym worku pani Janiny. Kobieta poruszyła gałkami ocznymi, a następnie otworzyła usta. Na miejsce wezwano lekarkę, która wcześniej stwierdziła śmierć 91-latki. – Po północy przywieźli ciocię do domu. Pani doktor spytała, czy ją wezmę. Oczywiście się zgodziłem – relacjonował w sądzie pan Tadeusz. – Ciocia wypiła herbatę. Ogrzaliśmy ją i przebraliśmy. Żyje do dzisiaj.
Prokuraturę zawiadomił o sprawie mężczyzna, związany z branżą usług pogrzebowych. Śledczy wystąpili nie tylko o unieważnienie aktu zgonu. Wyjaśniają również dokładne okoliczności, w których stwierdzono śmierć 91-latki.

















Komentarze