Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Miotła w rządzie. Czy politycy z Lubelskiego mogą spać spokojnie?

Zmiany w rządzie i dymisje wojewodów zapowiedziała na ten tydzień premier Beata Szydło. Czy wiceministrowie z naszego regionu i wojewoda mogą spać spokojnie?
Miotła w rządzie. Czy politycy z Lubelskiego mogą spać spokojnie?
Krzysztof Michałkiewicz, Jarosław Stawiarski, Przemysław Czarnek

W sejmowych kuluarach od razu ruszyła giełda nazwisk, a wśród tych, którzy mogliby opuścić gabinet Beaty Szydło wymieniano m.in. ministra finansów Pawła Szałamachę, szefa MON Antoniego Macierewicza, kierującego resortem rolnictwa Krzysztofa Jurgiela i ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Oficjalnie jednak jeszcze nic nie zostało ogłoszone.

"Dobrze wykonują zadania"

Czy w związku z zapowiadanymi zmianami zagrożeni mogą czuć się politycy z naszego regionu? W rządzie jest ich dwóch. To sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Krzysztof Michałkiewicz i zajmujący to samo stanowisko w resorcie sportu i turystyki Jarosław Stawiarski.

– Planowana rekonstrukcja ma dotyczyć przede wszystkim ministrów i to ewentualnie ich następcy będą podejmować decyzje personalne dotyczące swoich resortów. Ale zarówno Michałkiewicz, jak i Stawiarski dobrze wykonują swoje zadania i nie widać przesłanek, żeby mieli znaleźć się na rekonstrukcyjnej liście – mówi nam jeden z lubelskich polityków PiS.

Za Krzysztofem Michałkiewiczem przemawia przede wszystkim fakt, że jego przełożona Elżbieta Rafalska jest jednym z najlepiej ocenianych przez Beatę Szydło ministrów i jej dymisja nie wchodzi w grę. Na korzyść Michałkiewicza działa też to, że jest członkiem Komitetu Politycznego PiS.

– Władze przyglądają się Ministerstwu Sportu i tam mogą być zmiany, ale Stawiarski raczej może być spokojny. Przy niedoświadczonym w polityce ministrze wykonuje dobrą pracę – twierdzi nasz rozmówca.

– Nie myślę o tym. Jeśli kierownictwo uzna, że mam odejść, to odejdę. Nie mam zbyt wielu rzeczy na biurku – ucina wiceminister Stawiarski.

Co z wojewodą?

Podczas sobotniego zamkniętego posiedzenia klubu PiS w podwarszawskiej Jachrance premier Szydło zapowiedziała z kolei wymianę kilku wojewodów. W tym przypadku żadne nazwiska również nie padły, ale decyzje mogą zostać ogłoszone przy okazji mającego odbyć się w czwartek w Warszawie konwentu wojewodów.

– Wojewoda jest powoływany i w każdej chwili może zostać odwołany. To wyłącznie decyzja pani premier i mam tego pełną świadomość – komentuje pytany przez nas o ewentualne obawy wojewoda lubelski Przemysław Czarnek.

Ale zdaniem lokalnych parlamentarzystów, nie powinien mieć powodów do obaw. – Nie ma ku temu żadnych przesłanek – twierdzi poseł PiS Artur Soboń.

Rewolucji w tej kwestii nie przewidują także politycy opozycji. – Rola wojewodów ogranicza się właściwie do reprezentowania rządu. W tej kwestii Przemysław Czarnek wypada bardzo dobrze, zresztą o wiele lepiej niż większość działaczy PiS – nie szczędzi pochwał Jakub Kulesza z klubu Kukiz’15.

Innego powodu, dla którego wojewoda lubelski nie zostanie odwołany, dopatruje się Joanna Mucha z Platformy Obywatelskiej. – Jest mocno promowany i przymierzany do startu w wyborach na prezydenta Lublina. Pod względem wizerunkowym taka sytuacja działałaby na jego niekorzyść, a PiS kwestie personalne rozgrywa strategicznie – ocenia parlamentarzystka.

W sejmowych kuluarach od razu ruszyła giełda nazwisk, a wśród tych, którzy mogliby opuścić gabinet Beaty Szydło wymieniano m.in. ministra finansów Pawła Szałamachę, szefa MON Antoniego Macierewicza, kierującego resortem rolnictwa Krzysztofa Jurgiela i ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła. Oficjalnie jednak jeszcze nic nie zostało ogłoszone.

"Dobrze wykonują zadania"

Czy w związku z zapowiadanymi zmianami zagrożeni mogą czuć się politycy z naszego regionu? W rządzie jest ich dwóch.


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama