Obecnie rządzące w kraju PiS większość w sejmiku ma tylko na Podkarpaciu. W pozostałych 15 województwach rządzi koalicja PO i PSL. Tak jest m.in. w Lubelskiem, gdzie na 33 miejsca ludowcy i Platforma mają 18.
W kontekście wprowadzanych przez PiS zmian w ordynacji wyborczej panuje przekonanie, że sukces opozycji w jesiennych wyborach samorządowych może zapewnić jedynie wystawienie wspólnych list do sejmików. Rozmowy w tej sprawie władze PO, PSL oraz Nowoczesnej prowadzą od dłuższego czasu, ale brakuje konkretów.
– Na pewno opozycja stoi przed dużym wyzwaniem. Dobry wynik jesienią może być impulsem przed zaplanowanymi na 2019 rok wyborami parlamentarnymi – komentuje dr Wojciech Maguś, politolog i medioznawca z UMCS. – Wydaje się, że to jest ostatni moment na finalizowanie tych rozmów – dodaje.
Negocjacje prowadzone są na szczeblu krajowym. Ich oficjalnych efektów wciąż nie ma. Tymczasem prezes PSL Władysław Kosiniak-Kamysz coraz częściej podkreśla, że jest zwolennikiem wystawienia przez jego ugrupowanie własnych list do sejmików.
– PSL może stawiać pewne warunki. Mając silną pozycję w samorządach może starać się akcentować swoją niezależność względem innych partii opozycyjnych, które na poziomie lokalnym mogą osiągnąć słabszy wynik – ocenia dr Maguś. – Sondaże pokazują, że PiS nie traci, a zyskuje poparcie. Wobec tej sytuacji skonsolidowanie opozycji mogłoby być dla niej korzystne. Ale z perspektywy ludowców jedna lista może być mniej korzystna, niż dla Platformy i Nowoczesnej
Co na to politycy? – Z naszego punktu widzenia najlepiej byłoby, gdybyśmy startowali samodzielnie – przyznaje europoseł Krzysztof Hetman, szef ludowców w Lubelskiem. – Czekamy na ostateczną wersję ordynacji wyborczej. To ona zdefiniuje, w jakiej konfiguracji będziemy startować w wyborach do sejmików.
W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele innych ugrupowań uczestniczących w negocjacjach. – Żeby mówić o szczegółach, musi być porozumienie krajowe. Ale nie będzie go, dopóki prezydent nie podpisze zmian w prawie wyborczym – mówi Maja Zaborowska, przewodnicząca Nowoczesnej w województwie lubelskim.
– Chcielibyśmy, żeby z naszych list startowali przedstawiciele różnych środowisk. Jesteśmy otwarci także na inne partie polityczne. Ale nie wyprzedzajmy faktów, poczekajmy na wyniki ustaleń na szczeblu centralnym – mówi Krzysztof Grabczuk, wicemarszałek województwa i wiceprzewodniczący zarządu regionu lubelskiego PO.
Wszystko wskazuje na to, że podobnie jak w wyborach parlamentarnych w 2015 roku, także w tegorocznych wyborach samorządowych wspólne listy wystawią największe ugrupowania prawicowe.
– Osobiście mam nadzieję, że do wyborów pójdziemy razem, jako Zjednoczona Prawica. Widzimy, że to się sprawdza – komentuje poseł Sylwester Tułajew, wiceprezes PiS w okręgu lubelskim.
Obok kandydatów PiS na listach znaleźliby się przedstawiciele Porozumienia Jarosława Gowina i Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro.
Obecnie rządzące w kraju PiS większość w sejmiku ma tylko na Podkarpaciu. W pozostałych 15 województwach rządzi koalicja PO i PSL. Tak jest m.in. w Lubelskiem, gdzie na 33 miejsca ludowcy i Platforma mają 18.
W kontekście wprowadzanych przez PiS zmian w ordynacji wyborczej panuje przekonanie, że sukces opozycji w jesiennych wyborach samorządowych może zapewnić jedynie wystawienie wspólnych list do sejmików. Rozmowy w tej sprawie władze PO, PSL oraz Nowoczesnej prowadzą od dłuższego czasu, ale brakuje konkretów.


Komentarze