Akt I: Przynęta na list polecony
Wszystko zaczęło się od zwykłego telefonu stacjonarnego. Rozmówca przedstawił się jako pracownik poczty i poinformował kobietę, że w sortowni czekają na nią dwa listy polecone – z banku oraz z ZUS-u. Pod pretekstem chęci ich szybkiego doręczenia, wyłudził od seniorki numer telefonu komórkowego. Kobieta, nie podejrzewając niczego złego, podała kontakt i odłożyła słuchawkę. Pułapka została zastawiona.
Niespełna godzinę później na telefon komórkowy kobiety zadzwonił kolejny mężczyzna. Tym razem przedstawił się jako policjant i oświadczył, że rozpracowuje szajkę oszustów działającą wewnątrz banku, w którym seniorka trzyma oszczędności. Aby uwiarygodnić tę historię, do rozmowy błyskawicznie dołączył drugi wspólnik – rzekomy prokurator.
Akt II: Krzyk w słuchawce i kapitulacja
Scenariusz oszustwa zakładał natychmiastowe odizolowanie ofiary i wywołanie w niej poczucia skrajnego zagrożenia. Fałszywi urzędnicy oświadczyli, że jej pieniądze mogą w każdej chwili zniknąć, dlatego konieczny jest szybki przelew na bezpieczne konto policyjne.
Gdy 76-latka stanowczo odmówiła współpracy i nie chciała oddać swoich oszczędności, ton rozmowy drastycznie się zmienił. Słuchawkę przejął „prokurator”, który podnosząc głos i stosując brutalną presję psychiczną, zmusił starszą kobietę do posłuszeństwa. Przerażona wizją straty dorobku życia, seniorka uległa.
Wpłaty realizowane były dwutorowo. Najpierw kobieta przelała bezpośrednio ze swojego rachunku 32 000 złotych. Następnie, kierowana instrukcjami z telefonu, biegała od wpłatomatu do wpłatomatu, realizując ekspresowe wpłaty metodą BLIK na łączną kwotę 64 000 złotych.
Akt III: Żądza, która zgubiła oszustów
Przestępcy stracili czujność przez własną chciwość. Po wyczyszczeniu konta seniorki, „prokurator” nakazał jej pójść do banku i wziąć kredyt. Dopiero ta absurdalna dyspozycja sprawiła, że w głowie kobiety pojawiły się wątpliwości.
76-latka udała się do placówki bankowej, jednak zamiast poprosić o pożyczkę, opowiedziała o wszystkim pracownicy banku. Tam usłyszała bolesną prawdę. Chwilę później sprawa trafiła na komendę w Zamościu, ale na ratunek było już za późno – mieszkanka regionu straciła łącznie 96 000 złotych.
Policja nieustannie apeluje o rozwagę i przypomina, że oficjalne instytucje nigdy nie działają w ten sposób. Jak podkreśla podkomisarz Dorota Krukowska-Bubiło z zamojskiej komendy:
„Policjanci czy prokuratorzy nigdy nie informują o prowadzonych akcjach, nie proszą też o udział we wspólnych działaniach. Nie nakłaniają również do wykonania przelewu na wskazany rachunek bankowy.”
W przypadku jakichkolwiek podejrzanych telefonów od osób żądających pieniędzy należy natychmiast przerwać połączenie i samodzielnie zadzwonić pod numer alarmowy 112.

Komentarze