Na problemy z akustyką melomani skarżą się od czasu, gdy Filharmonia Lubelska wróciła do swojej siedziby przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej po jej gruntownym remoncie. Było to pod koniec 2015 roku, a dyrekcja i pracownicy instytucji przyznawali, że takie uwagi pojawiały się praktycznie po wszystkich wydarzeniach artystycznych. Narzekali zresztą nie tylko widzowie, ale i muzycy orkiestry, którzy skarżyli się, że na scenie nie słyszą siebie nawzajem.
Pod koniec kwietnia zarządzający placówką Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego ogłosił przetarg na prace, które mają poprawić akustykę w sali koncertowej. Pierwszy etap obejmuje m.in.: wykonanie badań chłonności akustycznej ścian z cegły, zamknięcie sztywną przegrodą przerw między dyfuzorami na estradzie, zamknięcie płytami całej lub części powierzchni sufitu technicznego i wytłumienie klap dymowych na dachu. Przed rozpoczęciem robót wykonawca będzie miał zrobić aktualne pomiary akustyczne.
– Nie ulega wątpliwości, że oczekiwaliśmy lepszego nagłośnienia w filharmonii – przyznaje Krzysztof Grabczuk, wicemarszałek województwa odpowiedzialny m.in. za kulturę. – Zanim zrobimy cokolwiek, chcemy mieć ekspertyzę, która dokładnie określi zakres niezbędnych prac. Już wcześniej robiliśmy różne badania, ale nie były one kompletne. To nie będzie duży koszt, w grę wchodzi kwota rzędu kilku tysięcy złotych.
– Wreszcie – komentuje rozpisanie przetargu Andrzej Pruszkowski, przewodniczący opozycyjnego klubu PiS w sejmiku województwa. – Mam nadzieję, że tym razem uda się zapewnić dobre warunki pracy muzykom, a widzom odpowiedni poziom wrażeń muzycznych – mówi radny.
Jego zdaniem fatalna akustyka jest przykładem „totalnej porażki inwestycyjnej obecnej koalicji, która nie potrafiła dopilnować, by to, co w filharmonii najważniejsze – czyli właściwa akustyka – była na najwyższym poziomie”.
– Tego typu wypowiedzi są nieodpowiedzialne i szkodliwe dla województwa lubelskiego. Kto jak kto, ale były prezydent Lublina powinien wiedzieć, że jedyną formą wyłonienia wykonawcy przy tego typu inwestycjach są przetargi – odpowiada wicemarszałek Grabczuk. – A pod tym względem wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. W przypadku nagłośnienia na etapie wykonawstwa trudno było przewidzieć efekt końcowy – dodaje.
Dyrektor Filharmonii Lubelskiej Jan Sęk w jednej z rozmów mówił nam, że przyczyną problemów z nagłośnieniem mogą być ceglane ściany w sali koncertowej. Sugerował przykrycie cegieł panelami akustycznymi.
– O takiej możliwości będziemy musieli rozmawiać z autorem projektu, architektem Bolesławem Stelmachem. Wszelkie zmiany muszą być wprowadzane pod jego nadzorem i za jego zgodą – tłumaczy wicemarszałek Grabczuk.
Już dwa lata temu Stelmach powiedział nam, że takie rozwiązanie jest możliwe. Dodał wówczas, że według przeprowadzonych przez niego symulacji, koszt takich prac sięgnąłby ok. 3 mln zł.
– Pozostają pytania o odpowiedzialność polityczną i materialną za ten akustyczny bubel i stracone pieniądze. Będziemy je oczywiście głośno stawiać – zapowiada Andrzej Pruszkowski.
Na problemy z akustyką melomani skarżą się od czasu, gdy Filharmonia Lubelska wróciła do swojej siedziby przy ul. Marii Curie-Skłodowskiej po jej gruntownym remoncie. Było to pod koniec 2015 roku, a dyrekcja i pracownicy instytucji przyznawali, że takie uwagi pojawiały się praktycznie po wszystkich wydarzeniach artystycznych. Narzekali zresztą nie tylko widzowie, ale i muzycy orkiestry, którzy skarżyli się, że na scenie nie słyszą siebie nawzajem.

Komentarze