Pacjentów jest coraz więcej. Tylko w kwietniu przyjęliśmy ich 305 – mówi Magdalena Czarkowska, zastępca dyrektora Instytutu Medycyny Wsi w Lublinie. – W minionym miesiącu udzieliliśmy 332 porady. To świadczenia poza kontraktem z NFZ. Bo kontrakt, który dostaliśmy na pół roku, został wykorzystany w ciągu trzech miesięcy. Właśnie z powodu ciągle rosnącej liczby pacjentów
Do poradni zgłaszają się nie tylko rolnicy, którzy z racji warunków pracy są najbardziej narażeni na zachorowanie. – Ze skierowaniem od lekarza rodzinnego zgłaszają się też osoby, które były w okolicach lasu czy większych terenów zielonych, a także ci, którzy mieszkają poza miastem lub na jego obrzeżach – mówi Magdalena Czarkowska.
– To osoby w bardzo różnym wieku. Zarówno osoby starsze jak i młodzi przed 20. rokiem życia. Wykonujemy u nich badania, które mają potwierdzić zakażenie. Wielu z nich wymaga długotrwałego leczenia – dodaje.
– Pacjentów po ugryzieniu kleszcza z roku na rok mamy więcej. Wielu z nich przychodzi również na usunięcie pajęczaka, bo chcą mieć pewność, że lekarz zrobi to profesjonalnie – mówi Tomasz Zieliński, wiceprezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców. – Jeśli w miejscu po usunięciu kleszcza zaobserwujemy zaczerwienienie, które będzie się powiększać to warto dla własnego bezpieczeństwa skonsultować się z lekarzem.
Od marca Poradnia Chorób Zakaźnych Instytutu Medycyny Wsi (ul. Jaczewskiego 2, trzeba mieć skierowanie od lekarza rodzinnego) pracuje dłużej.
– Przyjęcia są w poniedziałki, środy i czwartki. W razie potrzeby lekarz jest też we wtorki. Zmieniliśmy też godziny, pracujemy nawet do godz. 18 czy 19 – mówi Czarkowska.
– Przed wizytą u specjalisty wiele osób woli zapłacić kilkadziesiąt złotych za badania na oznaczenie przeciwciał. Dopiero jeśli wyjdzie coś niepokojącego umawiają się na wizytę do poradni. Tak jest znacznie sprawniej – dodaje Zieliński.
Liczy się czas
– Kleszcz musi przebywać w ciele człowieka czy zwierzęcia kilkanaście godzin zanim stanie się groźny i będzie mógł zarażać. Dlatego jeśli go usuniemy odpowiednio wcześnie nic nam nie grozi – tłumaczy dr hab. n.med. Lech Panasiuk, dyrektor Instytut Medycyny Wsi w Lublinie. – Najbardziej charakterystycznym objawem jest tzw. rumień wędrujący, w kształcie krążka. Jeśli go zauważymy natychmiast trzeba zgłosić się do lekarza.
Już co trzeci kleszcz jest zakażony groźnym dla człowieka wirusem. – Badania potwierdzają, że wzrasta także ich liczba w konkretnych siedliskach – dodaje Panasiuk.
Najwięcej stwierdzonych przypadków boreliozy jest w powiatach tomaszowskim i bialskim m.in. w okolicach Międzyrzeca Podlaskiego. Nie brakuje ich również w powiecie lubelskim. Lubelskie jest w pierwszej czwórce województw z największą liczbą zachorowań na boreliozę.


Komentarze