Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Finał nielegalnego parkowania na pl. Litewskim. Czy zwykłego kierowcę policja też tak potraktuje?

Pouczenie zamiast 250 zł i 5 punktów karnych - tak dla kierowców skończyła się sprawa nielegalnego parkowania trzech pojazdów, które przywiozły oficjeli na uroczystości na pl. Litewskim. Policja uznała, że nie trzeba tu sięgać po mandat. Czy zwykłego Kowalskiego policja też potraktuje tak łagodnie?
Finał nielegalnego parkowania na pl. Litewskim. Czy zwykłego kierowcę policja też tak potraktuje?

To finał sprawy, o której było głośno w połowie stycznia br. Właśnie wtedy na odnowionym pl. Litewskim odsłaniano nowy pomnik Nieznanego Żołnierza. Obok pomnika stali duchowni, mundurowi, władze miasta, przedstawiciele władz centralnych i ważnych instytucji.

Stały też służbowe auta, w tym skoda wojewody. A nie powinny, bo plac jest przestrzenią dla pieszych. Można tu wjechać albo na sygnale, albo ze specjalną zgodą od Urzędu Miasta, a w tym przypadku zgody nie było. Nie miał jej nikt, włącznie z kierowcą wojewody, który podkreślał w przemówieniu, że patriotyzm to sumienne wykonywanie swoich obowiązków.

Na sięgnięcie po mandat nie zdecydował się żaden z mundurowych. Strażnicy byli na placu, ale na galowo, uczestniczyli w uroczystościach. Zwykłego patrolu tu nie wysłano, chociaż Straż Miejska ma stały podgląd na plac przez kamery.

– Zabezpieczeniem uroczystości zajmowała się żandarmeria wojskowa – wyjaśniał Robert Gogola, rzecznik strażników. Twierdził, że to żandarmi decydowali, gdzie należy ustawić samochody.

– Nieprawdą jest informacja podana przez Straż Miejską – zaprzeczał Artur Karpienko, rzecznik żandarmerii.

Jakąkolwiek reakcję służb mundurowych postanowił wymóc jeden z pieszych. Był nim Krzysztof Jakubowski, szef lubelskiej Fundacji Wolności. O parkujących pojazdach powiadomił policję, składając oficjalne zawiadomienie i zdjęcia. Właśnie dostał odpowiedź. – W poniedziałek odebrałem ją z poczty – mówi Jakubowski. Ciekawostką jest to, że pismo ma styczniową datę.

Komisariat z Okopowej zawiadamia, że „przeprowadzone czynności” wobec trzech kierowców skończyły się pouczeniem.

– Tak zdecydował prowadzący postępowanie. Brał pod uwagę to, że nie było to celowe złamanie przepisów – mówi Andrzej Fijołek z biura prasowego lubelskiej policji. Tłumaczy, że na przesłuchaniach ustalono, że któryś z kierowców pytał, czy może wjechać na plac. – Nikt jednoznacznie nie powiedział, że nie może.

Jakubowski jako autor zawiadomienia może złożyć zażalenie na tak łagodny obrót spraw. Ale nie zamierza. – Nie zależy mi na tym, żeby kogoś ukarano, chciałem zwrócić uwagę na problem. Mam nadzieję, że to wystarczy, by takie przypadki nie powtarzały się częściej. Tym bardziej, że samochodami przyjechały osoby, które powinny dawać przykład tego, jak korzystać z przestrzeni publicznej.

– Po tej sprawie pewnie wszyscy będą wiedzieć, że nie można wjeżdżać na plac i myślę, że nikt już nie wjedzie. Zarówno nikt z urzędników, jak i zwykłych obywateli – spodziewa się Fijołek.

Czy ktoś, kto jednak wjedzie, również będzie tylko pouczony? – To zależy od policjanta prowadzącego postępowanie, w zależności od okoliczności sprawy. Od tego, czy ktoś wjechał, by zjeść burgera, czy stanął z innych względów.

>>>

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama