Jan Karski pozostawił rodzinę i nie da się jej zignorować
Po ujawnieniu planów usunięcia pomnika nagrobnego Jana Karskiego i zastąpienia go nowym, oburzona rodzina bohatera zapowiada, że będzie stać na straży Karskiego do końca.
- 10.10.2013 11:17

(Archiwum Rodziny
Nasz artykuł o tym, jak przeciwko planom usunięcia pomnika nagrobnego Jana Karskiego i jego żony Poli Nireńskiej-Karskiej z cmentarza Góry Oliwnej w Waszyngtonie zaprotestowała bratanica i córka chrzestna bohatera doktor Wiesława Kozielewska-Trzaska, spotkał się z wielkim zainteresowaniem opinii publicznej.
Był licznie cytowany. Zainspirował też do spotkania z dziennikarzami Ryszarda Schnepfa, ambasadora RP w Waszyngtonie, adresata listu doktor Kozielewskiej.
Ambasada decyzję rodziny Jana Karskiego, aby pozostawić w spokoju płytę nagrobną, tak jak ją zaprojektował i wystawił za życia Profesor, wyrażoną przez bratanicę \"przyjęła ze smutkiem i konsternacją”.
Placówka i jej kierownik uważali bowiem, że \"mają obowiązek” przerobić nagrobek na nowy. Z płaskorzeźbą Jana Karskiego i opisem, co zrobił w życiu. To, że obecna forma jest taka, jak chciał Karski, jest bez znaczenia.
– Stryj mógł wybrać dowolną formę nagrobkową, ale wybrał taką, jaka jest i nigdy jej nie zmienił, ani nigdy nie miał zamiaru. Nikt nie ma prawa być \"mądrzejszy” od niego i poprawiać po nim. To przejaw buty i braku szacunku – mówi doktor Wiesława Kozielewska-Trzaska.
Dla ambasady liczy się natomiast najbardziej i jest przytaczane, że w listopadzie ubiegłego roku minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski osobiście zakomunikował o zmianie nagrobka. Mniej ważne, że bez pytania, co na to rodzina.
Ambasador uważa zresztą, że prawo do rozporządzania nagrobkiem ma ciało o nazwie Instytut Karskiego spod Waszyngtonu. Na jakiej podstawie prawnej? Nie wiadomo.
– Ustawowymi spadkobiercami Jana Karskiego jest jego rodzina. Jeżeli ktoś twierdzi, że ma dokument twierdzący, że Stryj powierza dziedziczenie nagrobka jakiemuś \"Instytutowi”, powinien dokument ten zaprezentować naszemu prawnikowi – mówi córka chrzestna.
Kategorycznie sprzeciwia się sformułowaniom ambasadora, jakoby pomnik nagrobny był w fatalnym stanie technicznym, rozlatywał się i rozpadał, dlatego musi zostać zastąpiony nowym.
– Płyta nagrobna jest wykonana z solidnego granitu i znajduje się w bardzo dobrym stanie, mimo upływu ponad dwudziestu lat. Stwierdzić to może każdy, kto ją widział. Owszem, w kiepskim stanie znajdowała się podmurówka, bo nikt o nią w Waszyngtonie nie dbał – mówi dr Kozielewska-Trzaska.
Pisaliśmy o tym na naszych łamach. Pomnik tracił stabilność i groził przewróceniem na bok. Dopiero interwencja przyjaciela Jana Karskiego, profesora Michaela Szporera, w przededniu amerykańskiej wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego, doprowadziła do poprawienia wylewki betonowej.
– Byłem na cmentarzu wczoraj. Nic się nie zmieniło. Ten pomnik wytrzyma sto lat – komentuje profesor Szporer.
Doktor Kozielewska-Trzaska:
– Stryj był człowiekiem niezwykle solidnym w detalach. Mówił na przykład, że jak się coś robi, to tak, aby cię przeżyło. Wiedział, co robi wybierając taki kamień na swój i żony nagrobek. Ani nie jest on fatalnym stanie, ani się nie \"rozlatuje.
Jak podkreśla Wiesława Kozielewska-Trzaska, obecna płyta nagrobna jednakową ilość miejsca poświęca Poli Nireńskiej i Janowi Karskiemu. Jest wymownie prosta i lapidarna w treści. Tylko imiona i nazwiska, tylko rok urodzenia i śmierci. Bez tytułów i bez opowiadania, kto tu leży i co robił. Kropka. Taki był Jan Karski. Był daleki od reklamiarstwa i hucpy. Warto coś o nim przeczytać, żeby to zrozumieć.
– Stryj przewróciłby się w grobie, gdyby na płycie znalazło się o nim coś więcej niż o Poli. To święta, wręcz sakralna równość, jaka towarzyszyła ich związkowi. Kto tego nie rozumie, po prostu nie znał Jana Karskiego. Można oczywiście Go nie znać. Nie można jednak ignorować i lekceważyć. Bo wtedy ubliża się także jego pamięci i pamięci jego żony – dodaje pani doktor.
Poza wszystkim, Jan Karski był przeciwnikiem jakiegokolwiek upamiętniania wizerunkowego w formie pomnikowej. Dwukrotnie kategorycznie sprzeciwił się projektom pomnikowym. Nigdy tego nie zaakceptowałby za życia. \"Uszczęśliwianie” go podobizną pośmiertnie na własnym nagrobku świadczy o kompletnej nieznajomości jego poglądów, ale także jest ignorowaniem jego suwerennych decyzji w sprawie miejsca ostatecznego spoczynku.
Nie da się nie dostrzec, że w tym samym grobie spoczywa Pola Nireńska-Karska. Była ona Żydówką. Minimum wiedzy o tradycjach judazimu pozwala na zapamiętanie, że w miejscach ostatecznego spoczynku ziemskiego Żydów nie umieszcza się żadnych wizerunków ludzkich. Kto tego nie szanuje po prostu zmierza ku zniewadze.
– Ambasada twierdzi, że Wiesława Kozielewska od dawna wiedziała o komitecie nagrobkowym mającym zmieniać wygląd miejsca wiecznego spoczynku Bohatera i akceptowała jego poczynania.
– To dalekie od prawdy. Służę listem z ambasady, gdzie jestem przepraszana za to, iż nie byłam informowana, bowiem listy wysyłano pod mój od dawna nieaktualny adres, mimo że MSZ dysponuje właściwym. Zresztą to już kolejna taka przygoda z MSZ – mówi dr Kozielewska-Trzaska.
– Poprzednio też mieli się ze mną konsultować w sprawie losów amerykańskiego Medalu Wolności przyznanego Stryjowi, ale urzędnik... zapomniał wysłać listu, a wiceminister Pomianowski musiał go ukarać, o czym informował w mediach. Wtedy akurat chcieli zapytać, co myślę o obwożeniu Medalu po Ameryce, zamiast udostępnić go Polakom (co w końcu się udało i medal trafił do Gabinetu Jana Karskiego w Łodzi – dop. red.) – dodaje pani doktor.
– Wracając do komitetu nagrobkowego, byłam przekonana, że chodzi o bieżąca opiekę techniczno-porządkową nad grobem – mówi dr Kozielewska-Trzaska. – Kiedy wreszcie znaleźli mój adres i dostałem pełne wyjaśnienie, co zamierzają, natychmiast zaprotestowałam w imieniu rodziny wobec planów zdejmowania nagrobka wybranego przez Jana Karskiego. Zrobiłam to niezwłocznie i dla szybkości korespondencji także e-mailowo. W liście do pana Schnepfa dokładnie piszę, dlaczego nie ma zgody ustawowych spadkobierców Jana Karskiego na takie poczynania.
List ten podczas spotkania ambasadora z dziennikarzami nie został pokazany.
W swej wypowiedzi ambasador powiedział również, iż odnosi wrażenie, że to kolejna próba \"zawłaszczenia pamięci o Janie Karskim” przez Wiesławę Kozielewską. Dodał, że jej wcześniejsze protesty w sprawie Prezydenckiego Medalu Wolności prze-szkodziły w obwożeniu go po Ameryce, tylko musiał wrócić do Polski.
– Imputowanie w tym konkretnym przypadku \"zawłaszczania” czegokolwiek i komukolwiek, wymyka się ocenie w kategoriach kultury, taktu i savoir vivre – mówi nam prywatnie znany dyplomata, związany m.in. z protokołem dyplomatycznym.
Stosując symetrię argumentu, o kolejnej próbie zawłaszczania pamięci Jana Karskiego warto zapytać, kto nie poinformował strony amerykańskiej o istnieniu jego rodziny, kiedy zapraszano do odbioru odznaczenia. W myśl prawa o odznaczeniach sprawa jest prosta. Jeżeli uhonorowany nie żyje, odznaczenie odbiera najbliższa żyjąca rodzina. Ona jednak dowiedziała się o wszystkim z telewizji.
Podczas spotkania z ministrem Radosławem Sikorskim, ten powiedział Wiesławie Kozielewskiej, że MSZ nic nie wiedział o istnieniu rodziny. Jednak wiedzę o rodzinie, łącznie z adresami telefonami, powzięła rok przed przyznaniem amerykańskiego orderu jedna z aktywistek polonijnych blisko współpracująca z ambasadą w Waszyngtonie w sprawie medalowej. Nic się nie stało. Rodziny przy wręczaniu orderu nie było. Kto tu, komu i co chciał zawłaszczać?
Teraz historia powtarza się z odsuwaniem rodziny od decydowania w sprawie nagrobka. Kto tu i co chce zawłaszczać?
– My walczymy jedynie o minimum szacunku i należne nam prawa. Chcemy, aby drogiego nam członka rodziny traktować z należną powagą i godnością. Także z szacunkiem dla jego poglądów, przekonań i woli. My, niestety... jesteśmy, czy ktoś chce, czy nie. Jan Karski pozostawił rodzinę i nie udało się wytłumaczyć, że jej nie pozostawił. Dlatego rodzina będzie stać będzie na straży jego pamięci do końca – podsumowuje córka chrzestna bohatera.
Reklama













Komentarze