Mecz udanie rozpoczęli goście z Belgii. Knack prowadził 2:1, 6:4. Po skutecznym bloku Wilfredo Leona i Aleksa Grozdanova gospodarze doprowadzili do remisu 7:7. Atak Grozdanova dał prowadzenie mistrzom Polski (9:8).
Druga część partii otwarcia była wyrównana. Losy pierwszego seta rozstrzygnęły się w końcówce. Grający bardzo dynamicznie goście pierwsi stanęli przed szansa wygrania. Po dotknięciu piłki przez blokującego McCarthy’ego goście wyszli na 24:21.
W tym momencie o przerwę w grze poprosił szkoleniowiec lublinian Stephane Antiga. Po powrocie na boisko gospodarze zdobyli kolejny punkt (22:24). Kolejna akcja zakończyła seta. Punkt zdobyli siatkarze mistrza Belgii, którzy obili lubelski blok (22:25).
Początek kolejnej odsłony był wyrównany. Gospodarze szybko przejęli inicjatywę i zbudowali kilkupunktową przewagę (11:7). Po błędzie gości w zagrywce Bogdanka LUK prowadziła 14:9. Jednak tak jak szybko miejscowi wypracowali zaliczkę, tak szybko ją stracili (17:17).
Końcówka znowu należała do mistrza Belgii (19:21). Po bloku lublinianie zmniejszyli straty na 22:24. Z przerwy skorzystał szkoleniowiec Knack Roeselare Matthijs Verhanneman. Na rozstrzygnięcie seta czekaliśmy dwie akcje (23:25).
Aby myśleć o wywalczeniu choćby punktu gospodarze musieli wygrać co najmniej dwa kolejne sety. Przebieg trzeciej partii nie napawał optymizmem. Goście szybko odskoczyli na 6:3. Natychmiast o przerwę w grze poprosił trener Antiga. Gospodarze przegrywali 8:11 i musieli gonić wynik. Przyjezdni razili lublinian mocną zagrywką, prezentowali się znacznie lepiej niż Marcin Komenda i spółka. Set powoli zmierzał do końcowego zwycięstwa bardziej doświadczonej w rozgrywkach europejskich drużyny z Belgii. Przyjezdni odskoczyli na 21:19. Atak z lewego skrzydła Jacksona Younga pozwolił zbliżyć się miejscowym na punkt (21:22). Z kolei atak Hilira Henno z prawego ataku doprowadził do remisu 23:23.
Pierwsza piłka meczowa została obroniona przez drużynę trenera Antigi. W polu zagrywki zameldował się Kanadyjczyk Fynnian McCarthy. Najpierw mistrzowie Polski zapunktowali potrójnym blokiem, a następnie środkowy zagrał asa (27:25 dla Bogdanki LUK).
Czwarta odsłona przebiegała inaczej niż poprzednie. Na początku to gospodarze pierwsi wypracowali przewagę (5:1) i o przerwę w grze poprosił opiekun gości. Przyjezdni częściowo zniwelowali straty (6:5, 7:6). Po czterech punktach zdobytych z rzędu przewaga Bogdanki LUK wynosiła cztery punkty (13:9).
Lublinianie odbudowali się przy zagrywce Wilfredo Leona (19:11). Set zakończył się wygraną Bogdanki LUK Lublin (25:16).
Do wyłonienia, podobnie jak w pierwszym spotkaniu obu zespołów, potrzebny był tie-break. Początek piątej partii był wyrównany (6:6). Henno obił belgijski blok i na tablicy znowu był remis (8:8). Po autowym serwisie Siksny był kolejny nierozstrzygnięty rezultat (9:9).
Końcówka należała już do Marcina Komendy i spółki. Atak z piłki przechodzącej dał miejscowym prowadzenie 11:10. Swoje w ataku zrobił Leon (13:12, 14:13). Ostatni punkt w meczu zdobył blokiem Fynnian McCarthy (15:13). MVP wybrany został Wilfredo Leon.
Lublinianie już po raz drugi okazali się lepsi od mistrza Belgii, i ponownie w pięciu setach.
- Jestem szczęśliwy. W poniedziałek urodził mi się syn Maksymilian. Dziękuję mojej żonie, synowi, kibicom i wszystkim, którzy mi gratulowali. Rywal grał dobrą siatkówkę, życzę mu wyjścia z grupy. Fajnie, że wróciliśmy do gry i wygraliśmy - powiedział po meczu Marcin Komenda, kapitan Bogdanki LUK Lublin.
- W dniu meczu dowiedziałem się, że będą zastępował Thalesa. Starałem się wykonać swoją pracę najlepiej jak tylko potrafię. Wraz z upływem czasu w mojej grze pojawił się lekki stres, stąd były nieliczne błędy. Mieliśmy dobrze rozpracowanych zawodników z Belgii. Cieszymy się ze zwycięstwa - powiedział po końcowym gwizdku Maciej Czyrek, libero mistrza Polski.
Bogdanka LUK Lublin - Knack Roeselare 3:2 (22:25, 23:25, 27:25, 25:16, 15:13)
Bogdanka LUK: Komenda, Young, Grozdanov, Leon, Henno, McCarthy, Czyrek (libero) oraz Gyimah.
Knack: D’Hulst, Espeland, Coolman, Dermaux, van Elsen, Siksna, Deroey (libero) oraz van Hoyweghen, Groffier.


















Komentarze