Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł we wrześniu ubiegłego roku. Grzegorz M. został uznany za winnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Sąd Rejonowy Lublin-Zachód skazał go na półtora roku więzienia, siedmioletni zakaz kierowania pojazdami mechanicznymi oraz częściowe zadośćuczynienie dla bliskich ofiary w łącznej kwocie 30 tys. zł.
Przypomnijmy, że do tragicznego w skutkach wypadku doszło 15 lutego 2023 roku na ul. Szeligowskiego w Lublinie. Kierujący samochodem dostawczym, cofając, potrącił kobietę przechodzącą przez pasy i prowadzącą wózek z dwuletnim dzieckiem.
Na miejscu szybko pojawił się ojciec chłopca, który rozmawiał z kierowcą. Usłyszał od niego m.in., że należy obserwować malucha, ponieważ wózek przewrócił się, gdy opiekunka upadła, i dziecko mogło doznać obrażeń. Początkowo mężczyzna twierdził jednak, że kobieta „po prostu się przewróciła”.
– Jeśli chodzi o stan faktyczny, nie budzi żadnej wątpliwości, że oskarżony był w tym miejscu, jechał tym pojazdem, a także że znajdowała się tam pani pokrzywdzona, która przechodziła przez to przejście. Natomiast sam moment wejścia poszkodowanej na przejście czy cofnięcia przez oskarżonego pojazdem, widoczny jest na monitoringu – podkreślał sędzia Sądu Rejonowego w Lublinie Tomasz Ślaski podczas wrześniowego ogłoszenia wyroku. Oskarżony był na miejscu zdarzenia i rozmawiał ze świadkami. Po przyjeździe pogotowia nikt nie sugerował, że mogło dojść do wypadku drogowego. Nikt ze świadków nie brał tego pod uwagę.
Tego samego dnia na komendę, z własnej inicjatywy, zgłosili się kierowca i jego pasażer. – Mówili, że byli świadkami zdarzenia, podczas którego kobieta upadła na jezdni. Chcieli zostawić swoje dane kontaktowe, gdyby były potrzebne – relacjonował po wypadku nadkomisarz Kamil Gołębiowski, rzecznik prasowy policji w Lublinie.
Poszkodowana kobieta zmarła w szpitalu, a sprawę – po przejrzeniu monitoringu – przejęła prokuratura, która wnioskowała o tymczasowy areszt dla kierowcy za ucieczkę z miejsca zdarzenia. Sąd nie przychylił się jednak do tego wniosku. 31-letniemu wówczas mężczyźnie groziła kara do 12 lat więzienia. Sąd zdecydował jednak o znacznie łagodniejszym wyroku. Mimo to od tej decyzji odwołał się obrońca oskarżonego. Adwokat Paweł Wierzba twierdził, że zasądzona kara jest zbyt wysoka.
Sąd: stopień winy znaczny
– Doszło do ogromnej tragedii, której wszyscy byśmy chcieli uniknąć – mówił obrońca. – Jak wynika z uzasadnienia sądu I instancji, oskarżony nie poruszał się w sposób brawurowy ani nie ignorował rażąco przepisów ruchu drogowego. Zdarzenie było wynikiem nieporozumienia pomiędzy kierującym a pieszą, co wynika wprost z zebranego materiału dowodowego – podkreślał adwokat Paweł Wierzba. Zwracał on również uwagę na sytuację rodzinną oskarżonego, to, że dobrowolnie zgłosił się na policję i współpracował z organami ścigania, a także na jego wcześniejszą niekaralność. W ten sposób chciał złagodzenia zasądzonego wyroku. Chodzi m.in. o okres pozbawienia prawa jazdy.
Innego zdania byli prokurator oraz pełnomocniczka oskarżycieli posiłkowych, którzy argumentowali, że wszystkie okoliczności zostały już rozważone przez sąd I instancji, a kara jest współmierna do społecznej szkodliwości czynu.
– Istotne znaczenie ma opinia toksykologiczna, sporządzona przez Zakład Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Wskazuje ona, że stężenie THC we krwi oskarżonego wynosiło 5,5 ng/ml, co przekracza próg ryzyka spowodowania wypadku drogowego i świadczy o częstym używaniu tej substancji. Podkreślam również, że oskarżony przez niemal dwa lata nie przyznawał się do winy, a zmiana postawy nastąpiła dopiero po wniesieniu aktu oskarżenia. Mediacja nie zakończyła się ugodą – mówiła pełnomocniczka Kamila Rachwalska von Rejchwald, zaznaczając również, że rodzina zmarłej kobiety liczy na zakończenie tego procesu, którego przeciągnie nie ułatwia „zabliźnienia ran” po stracie.
– Sąd odwoławczy po rozpoznaniu apelacji stoi na stanowisku, że rozstrzygnięcie sądu pierwszej instancji jest w pełni prawidłowe – powiedział dzisiaj (10.02) sędzia Sądu Okręgowego w Lublinie Mariusz Jaroszyński. – Jeżeli chodzi o samo naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, choć zostało ono zakwalifikowane jako nieumyślne, co nie budzi wątpliwości, to jednak miało ono charakter istotny. (…) Sąd odwoławczy zgadza się z twierdzeniem obrońcy, że nie była to jazda brawurowa w potocznym tego słowa znaczeniu, znana z medialnych doniesień o rażących przekroczeniach prędkości. Nie zmienia to jednak faktu, że suma prawidłowo ustalonych okoliczności uzasadnia ocenę, iż stopień winy oskarżonego jest znaczny, a czyn cechuje się wysoką społeczną szkodliwością – argumentował sędzia.
Ogłoszony wyrok jest prawomocny.














Komentarze