Lechia ma najlepszą ofensywę w PKO BP Ekstraklasie. W dwudziestu meczach strzeliła 41 goli. Duża w tym zasługa właśnie napastnika ze Słowacji. Bobcek zdobył 14 goli i zaliczył cztery asysty.
W klasyfikacji najlepszych strzelców tuż za jego plecami znajduje się Karol Czubak, który uzbierał 11 bramek. W niedzielne popołudnie szansę na poprawienie swojego dorobku będzie miał jednak tylko Polak. Bobcek w meczu z Cracovią nie dość, że sprokurował karnego, to dodatkowo obejrzał czwarte „żółtko” w tym sezonie, które oznacza mecz pauzy.
Ekipa z Gdańska wróciła do gry po przerwie zimowej w dobrej formie. Na dzień dobry ograła w Poznaniu Lecha 3:1. W miniony weekend miała dużą szansę, żeby pójść za ciosem. W domowym spotkaniu z Cracovią prowadziła 1:0, a od 45 minuty grała w liczebnej przewadze. Po przerwie „Pasy” uratowały jednak punkt po golu zdobytym z rzutu karnego oraz dobrym interwencjom w bramce byłego golkipera Motoru – Sebastiana Madejskiego.
Mateusz Stolarski i jego sztab zasłużenie zbierają sporo pochwał, ale to samo można powiedzieć na temat szkoleniowca Lechii. John Carver robi świetną robotę. Najlepiej świadczy o tym fakt, że Lechia nawet pomimo pięciu minusowych punktów, które dostała przed sezonem, znajduje się nad kreską. Jest też w tabeli „oczko” przed Motorem – na dwunastym miejscu. Gdyby nie kara za sprawy finansowe, to klub z Gdańska byłby teraz prawie w strefie pucharowej.
Kadra Lechii za bardzo w zimie się nie zmieniła. Do drużyny dołączyli do tej pory jedynie młodzi zawodnicy: Indrit Mavraj z włoskiego Bari (2006 rocznik) oraz Igor Babmecki z trzecioligowej Polonii Nysa (2005). Z wypożyczenia do drugoligowca ze Szwecji Trelleborgs FF wrócił z k olei Karl Wendt (2005). Żaden z czołowych zawodników nie opuścił też zespołu. Z tych, którzy cokolwiek grali, jedynie Mohamed Awadalla i Elias Olsson na jesieni zaliczyli po osiem występów.
Mimo nieobecności swojego najlepszego strzelca, drużyna trenera Carvera i tak będzie groźna. Ma kilka innych indywidualności, w tym skrzydłowego Camilo Menę. To właśnie Kolumbijczyk wyrównał na 3:3 w jesiennym starciu obu ekip, które było rozgrywane w Gdańsku.
Motor mimo wysokiej porażki z Jagiellonią może patrzeć w przyszłość z optymizmem. W Białymstoku, na tle nowego lidera tabeli żółto-biało-niebiescy długo naprawdę wyglądali dobrze. Krótka ławka i klasa Jesusa Imaza zrobiły jednak swoje.
– Do 65 minuty myślę, że to był mecz w stylu cios za cios. Kiedy doszło do pierwszych zmian w zespole gospodarzy, było widać, że rywale bardziej nas przycisnęli. Po straconym golu nie byliśmy już w stanie zareagować. Piłkarze Jagiellonii złapali swój rytm i raczej dominowali na boisku. Musimy dalej pracować i skupić się na tym, aby po zmianach nasza gra nie traciła na jakości. Nie może być tak, że grając do 65 minuty jesteśmy w stanie nawiązywać równorzędną walkę, a potem ta nasza jakość spada. Gramy teraz na swoim stadionie, tam nie przegrywamy - dotąd ponieśliśmy tylko jedną porażka, więc musimy szukać punktów w meczu z Lechią – zapowiada trener Stolarski.














Komentarze