To miało być zwykłe, niewielkie gospodarstwo – 14 kur utrzymywanych w przydomowej hodowli. Dziś Kosobudy w powiecie zamojskim stały się punktem zapalnym dla całego regionu.
Potwierdzono rzekomy pomór drobiu (chorobę Newcastle – ND) – jedną z najgroźniejszych wirusowych chorób atakujących ptactwo. Informację przekazała Lubelski Wojewódzki Lekarz Weterynarii Agnieszka Smyl. Służby zareagowały natychmiast.
– Pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej podjęli działania zmierzające do likwidacji ogniska – poinformowano w komunikacie.
W praktyce oznaczało to jedno: wszystkie ptaki w zakażonym gospodarstwie zostały przeznaczone do uśmiercenia.
Choroba, która nie wybacza
Rzekomy pomór drobiu, obok ptasiej grypy, jest najpoważniejszym zagrożeniem dla hodowli. W przypadku wykrycia wirusa nie ma leczenia – jest likwidacja stada, dezynfekcja i wyznaczenie stref bezpieczeństwa.
Wokół gospodarstwa tworzy się obszary zapowietrzony i zagrożony. Oznacza to ograniczenia w przemieszczaniu drobiu, jaj, mięsa i pasz.
To pierwsze ognisko ND w tym roku w Lubelskiem.
Dla porównania – w 2023 roku było ich 11, a rok wcześniej jedno.
Siedem ognisk grypy, teraz Newcastle
Region już wcześniej zmagał się z epidemią ptasiej grypy. W tym roku wykryto siedem ognisk HPAI w gospodarstwach, w których utrzymywano ponad 308 tysięcy sztuk drobiu.
W obu przypadkach – zarówno przy grypie ptaków, jak i rzekomym pomorze – procedura jest bezwzględna: likwidacja stad i ograniczenia w obrocie.
Sytuacja stała się na tyle poważna, że wojewoda lubelski w środę 18 lutego wydał rozporządzenie obejmujące całe województwo.
Lubelskie pod nadzorem
Cały region został uznany za obszar zagrożony wystąpieniem obu chorób.
W praktyce oznacza to: obowiązek utrzymywania drobiu w zamknięciu, zakaz kontaktu z dzikimi ptakami, ograniczenia w handlu i transporcie a także zakaz organizowania targów i wystaw z udziałem drobiu.
Przepisy obowiązują wszystkich mieszkańców oraz osoby przebywające czasowo na terenie województwa.
Miliony sztuk w tle
Choć w Kosobudach chodziło o 14 kur, skala zagrożenia w kraju jest ogromna.
W 2026 roku w Polsce wykryto już 23 ogniska rzekomego pomoru drobiu w gospodarstwach komercyjnych (blisko 1,8 mln sztuk drobiu) oraz 36 ognisk grypy ptaków (ponad 3,7 mln sztuk).
Każde kolejne ognisko to nie tylko kwestia zdrowia zwierząt, ale przede wszystkim potężne straty finansowe dla branży drobiarskiej.
Czy ludzie mają się czego obawiać?
Eksperci uspokajają: wirus rzekomego pomoru drobiu nie jest chorobotwórczy dla człowieka, a ryzyko zakażenia ptasią grypą u ludzi jest bardzo niskie.
To jednak niewielkie pocieszenie dla hodowców, którzy z dnia na dzień mogą stracić całe stado.
Zamknięte kurniki, otwarte pytania
Rzekomemu pomorowi można zapobiegać poprzez szczepienia. W przypadku ptasiej grypy nie ma ani szczepionki, ani skutecznego leczenia.
Dlatego dziś w Lubelskiem obowiązuje zasada maksymalnej ostrożności.
Czternaście kur w Kosobudach to symbol czegoś większego.
W regionie, który jest jednym z filarów polskiej produkcji drobiu, nawet najmniejsze ognisko uruchamia mechanizmy bezpieczeństwa na ogromną skalę.
Wirus nie zna granic administracyjnych.
A każde kolejne potwierdzenie choroby to przypomnienie, jak krucha bywa stabilność rolniczego regionu.














Komentarze